Zarządy lotnisk muszą zapewnić wyposażenie medyczne portu spełniające wymogi określone przez Organizację Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego

Kwestie dotyczące opieki medycznej na lotniskach z jednej strony regulują międzynarodowe przepisy, z drugiej krajowe regulacje, ciągle ulegające modyfikacjom.
Dla tych ostatnich nadrzędnym aktem prawnym jest Prawo lotnicze (z 3 lipca 2002 roku, z późniejszymi zmianami), nieustannie uzupełniane, czego wymaga m.in. dynamika rozwoju lotnictwa.
Przepisy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) mówią o dostępności w portach lotniczych pomocy medycznej wykonywanej przez fachowy personel wyposażony w odpowiedni sprzęt. Polska, należąca od początku istnienia do ICAO (Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego), musi wypełniać standardy i zalecenia tej organizacji w zakresie ratownictwa.
Podstawą dla ratownictwa medycznego w portach lotniczych jest art. 68 ust. 2 pkt. 5 Prawa lotniczego, w myśl którego zarządzający lotniskiem zobowiązany jest - w szczególności - do zapewnienia udzielenia niezbędnej pomocy medycznej na lotnisku. Specyfika miejsca i charakteru zagrożeń powoduje, że lotniskowa medycyna ratunkowa jest nierozerwalnie sprzężona ze strażą pożarną.
Po klęskach żywiołowych i katastrofach budowlanych, wypadki w lotnictwie cywilnym pochłaniają największą liczbę ofiar w jednym czasie. Ze statystyk katastrof powietrznych wynika, że do ok. 75% z nich dochodzi w obrębie lotnisk podczas startu lub lądowania.
Potencjalnie najniebezpieczniejszy jest manewr lądowania, który wśród okoliczności katastrof występuje w 40- 50% zdarzeń.
Obok Prawa lotniczego funkcjonuje rozporządzenie ministra infrastruktury z 2005 roku, regulujące sprawy przygotowania lotnisk i służb ratowniczo-gaśniczych do sytuacji zagrożenia. W tych przepisach określony jest tzw. rejon operacyjny portu lotniczego. Wszelkie zdarzenia w promieniu 9,3 km od lotniska leżą w jurysdykcji lotniskowych służb ratowniczych.
Zarządzający lotniskiem musi zagwarantować wyposażenie portu w sprzęt medyczny, którego ilość i rodzaj powinny odpowiadać co najmniej minimalnym wymaganiom określonym przez Organizację Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (z uwzględnieniem postępu w medycynie ratunkowej) oraz zapewnić udzielenie pierwszej pomocy lub podjęcie medycznych działań ratowniczych na lotnisku.
W rozporządzeniu lotniska zostały podzielone na trzy kategorie. Pierwszą grupę stanowią te, które przyjmują do tysiąca osób dziennie. W tym przypadku zarządzający lotniskiem musi zapewnić potrzebującym pierwszą pomoc na miejscu zdarzenia oraz mieć możliwość wezwania zespołu ratownictwa medycznego.
W przypadku lotnisk obsługujących do 5 tys. osób dziennie, poza pierwszą pomocą, zarządca lotniska ma obowiązek zapewnić obecność na lotnisku zespołu ratownictwa medycznego.
Przy średniej liczbie ponad 5 tys. osób dodatkowo muszą zostać zapewnione także pomieszczenia, w których udzielana może być pomoc medyczna.

Koledzy żartowali

Lotnisko w Pyrzowicach pod względem liczby obsługiwanych pasażerów należy do trzeciej grupy. Na początku było to zwykłe wojskowe lotnisko, gdzie stały tylko baraki, a żołnierz z karabinem wpuszczał autobus z pasażerami przez bramę. Lotnisko "zabezpieczało" wojsko.
Później lekarz przyjeżdżał tutaj na chwilę przed lądowaniem samolotu i odjeżdżał, gdy tylko maszyna podnosiła ogon nad pasem startowym.
Wraz ze zwiększającą się liczbą samolotów przylatujących na lotnisko, ewoluowała także organizacja zabezpieczenia medycznego. Najpierw było to skromne, niewielkie pomieszczenie, gdzie mógł pomieścić się jedynie pacjent i lekarz.
Później powstała "buda", która na owe czasy wydawała się luksusem (dzisiaj jest tam szatnia). W trakcie budowy nowego terminalu pasażerskiego w Pyrzowicach zostały uwzględnione potrzeby zgłaszane przez medyków.
- Kiedyś, w trakcie poważnej rozmowy, usłyszałem pytanie: Jasiu, chcesz tu zrobić port lotniczy przy twojej klinice? - wspomina doktor Jan Madeja, szef zabezpieczenia medycznego, pełniący funkcję głównego specjalisty ds. zabezpieczeń medycznych w Międzynarodowym Porcie Lotniczym w Katowicach - Pyrzowicach.

Przygoda z medycyną ratunkową

naszego rozmówcy zaczęła się w 1971 roku. Od pamiętnego pożaru w rafinerii Czechowice-Dziedzice.
- Byłem wtedy lekarzem w oddziale chirurgicznym, gdzie spędziłem prawie półtora miesiąca, niemal w ogóle z niego nie wychodząc. Później przez lata pracowałem w pogotowiu. Ówczesny prezes Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego (spółka zarządzająca pyrzowickim portem - red.) wiedział o moich związkach z medycyną ratunkową i poprosił mnie w 1995 roku o opracowanie projektu zabezpieczenia medycznego lotniska w Pyrzowicach - wspomina Jan Madeja.
- Początkowo moja rola ograniczała się jedynie do działań logistyczno-konsultacyjnych.
Z pierwszej specjalizacji jestem chirurgiem i dalej w tej dziedzinie działam. Moją drugą specjalizacją jest medycyna ratunkowa.
Szef medyków w Pyrzowicach przyznaje, że zarząd lotniska jest otwarty na współpracę. W trakcie budowy nowego terminalu miał dużo swobody w tworzeniu i aranżacji pomieszczeń, udało mu się dojść do porozumienia z architektem i "wywalczyć" nawet dodatkową powierzchnię. Dzisiaj wyglądają one całkiem imponująco. Jest pokaźne pomieszczenie ambulatoryjne, w pełni wyposażone w sprzęt diagnostyczny i leki niezbędne do ratowania życia w stanach nagłych.
Obok jest dwułóżkowe pomieszczenie, tzw. sala obserwacyjna. Ów mały "kompleks" posiada też pomieszczenie, gdzie może wypocząć dyżurny personel.

Na wszelki wypadek

W terminalu funkcjonuje także izolator zakaźny, mieszczący się już w tzw. strefie; jest elementem zabezpieczeńia sanitarno-epidemiologicznego lotniska. Zgodnie z zaleceniami WHO, porty lotnicze, podobnie jak morskie, są pod specjalną ochroną, jeśli chodzi o przenoszenie chorób zakaźnych. Jak ważna jest to sfera działania, przekonali się wszyscy w dobie "gorączki" związanej z zagrożeniem pandemią grypy A/ H1N1.
- Lądują tutaj samoloty z różnych miejsc na świecie, w związku z tym mamy obowiązek służyć także obronie sanitarnej granicy kraju, a jednocześnie, będąc członkiem UE, także jej granicy - mówi Madeja. - Dysponujemy w pełni wyposażonym, z własnym węzłem sanitarnym, izolatorem dla dwóch pacjentów.
Z dużą śluzą dla personelu i pełnym wyposażeniem przeciwzakaźnym.
- Jeśli mierzyć potrzeby medyczne tylko liczbą pasażerów, to z pewnością nie oddaje ona prawdziwej skali funkcjonowania lotniska - tłumaczy Madeja.
- W samolocie, np. przylatującym z Egiptu, jest 300 pasażerów. Odlatuje ponownie za dwie godziny, także mając na pokładzie 300 osób. Każdego z odlatujących i przylatujących odbiera lub odprowadza co najmniej jedna osoba - w sumie więc, w trakcie tych godzin na lotnisku, mamy ok. 1200 osób. Tak jest w przypadku jednego samolotu.
- A jeśli w tym samym czasie przyleci kolejny samolot, suma ta urasta do - lekko licząc - 2500 osób. Z praktyki wiemy, że najwięcej kłopotów mamy właśnie nie z pasażerami, tylko z osobami odprowadzającymi podróżnych i zwiedzającymi lotnisko.
- Mam dobry zespół i mogę spać spokojnie, po czasach, kiedy byłem tutaj sam... Chociaż i dzisiaj jedyne miejsce, gdzie mam wyłączony telefon, to teatr...
- uśmiecha się doktor Madeja.

Przede wszystkim strażacy

Drugim istotnym elementem pracy obsługi medycznej lotniska (choć na co dzień tego nie widać) to zakres działań na wypadek katastrof. W związku z rozwojem medycyny ratunkowej na świecie na lotniskach przybywa personelu medycznego, jednak generalnie na pierwszej linii podczas takich zdarzeń jest Lotniskowa Straż Pożarna.
- Medycy stanowią jeden z elementów podległych straży - wyjaśnia Madeja.
- W związku z tym np. na lotnisku w Gdańsku cała opieka medyczna podlega straży. Kolega, który jest tam ratownikiem, zatrudniony został na etacie straży, a jednocześnie dba o stronę medyczną.
Podobnie jest w Krakowie. Tylko dwa ośrodki - Okęcie i Pyrzowice - stworzyły służby ratownictwa medycznego, która w strukturze podlega bezpośrednio dyrektorowi technicznemu lotniska.
Z praktyki i ćwiczeń wiadomo, że czas dojazdu karetki na lotnisko trwa minimum 24 minuty. Dlatego w przypadku zdarzenia masowego ratowniczy personel portu - lekarz, pielęgniarka i strażacy - muszą wytrwać ok. 25 minut, zdani tylko na siebie.
- Żeby temu podołać, każdy z nich powinien mieć… sześć rąk - twierdzi Madeja. - Jesteśmy zobowiązani pracować w odległości nie mniejszej niż 90 metrów od rozbitego samolotu. To wynika z przepisów ICAO. Nie wychodzimy w strefę niebezpieczną. To jest zadanie strażaków.

Zawsze czegoś brakuje

Kiedy samolot poprosi o awaryjne lądowanie - uruchamiana jest każdorazowo cała wypadkowa procedura. Najpierw wszystkie służby zbierają się w punkcie koncentracji, dopiero później uruchamiane są ich skoordynowane działania.
- Na pierwszych ćwiczeniach - wspomina Madeja - po ogłoszeniu awaryjnego lądowania wszyscy ruszyli w kierunku pozorowanego wypadku i zrobił się kompletny bałagan.
Ćwiczenia dają odpowiedzi na pytania, których od strony teoretycznej nie sposób udzielić.
- Dzisiaj mogę pacjenta izolować, wykąpać. Niestety, tylko jednego, najwyżej dwóch. Co jednak będzie, jak ktoś rozrzuci np. jakiś proszek wąglikopodobny w samolocie i będę musiał wykąpać 200 ludzi oraz zrobić tzw. dekontaminację? Generalnie powinien się o to starać komendant lotniskowej straży pożarnej, ale z drugiej strony zawsze się to skończy na tym, że powinna to zrobić służba medyczna.
Potrzebuję do tego sprzętu.
- Wyposażenie staram się dostosować do wymogów NFZ - dodaje doktor Madeja.
- Dla mnie są one rozporządzeniem wykonawczym, choć należy to określenie wziąć w cudzysłów... Ponieważ jednak, opierając się na Prawie lotniczym, funkcjonowanie służb medycznych lotniska ma zagwarantować zarządzający portem, to do współpracy z NFZ nikt się nie spieszy.
Wszystkie lotniska same finansują działalność swoich służb medycznych.

Euro 2012 coraz bliżej...

Przez długie lata praktycznie jedynym międzynarodowym portem lotniczym w kraju było warszawskie Okęcie. Zmiany w zakresie zabezpieczenia medycznego wprowadzono tam jednak dopiero od 1998 roku, kiedy uległ wypadkowi samolot Lufthansy. Wtedy okazało się, że właściwie na tym lotnisku nie ma służb medycznych, spełniających międzynarodowe standardy.
Dzisiaj na Okęciu pracują lekarze na etatach, a port ma dwie własne karetki.
Obok jest jednostka wojskowa, gdzie również zatrudnieni są lekarze. Lotnisko jest wyposażone w nowoczesny sprzęt na wypadek katastrofy.
Nasze pozostałe porty lotnicze starają się kroczyć podobną drogą. Zbliżające się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej stawiają jednak przed Polską zupełnie nowe wyzwania nie tylko w zakresie transportu (autostrady) czy stadionów. To także kwestia wszystkich lotnisk, które muszą być przygotowane na przyjęcie ogromnej liczby turystów. - Spotykamy się, dyskutujemy - mówi doktor Madeja. - Spółka PL 2012 stawia przed nami wysokie wymagania.
Mówi się jednak otwarcie, że nie ma na ich realizację pieniędzy. Sądzę jednak, że im termin mistrzostw będzie bliższy, tym decydentom będzie łatwiej wysupłać konieczne środki. Nie ukrywam, że o tym marzę cichutko...

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH