Romuald Cichoń, kardiochirurg, prezes Dolnośląskiego Centrum Chorób Serca "Medinet" i ordynator w klinice kardiochirurgicznej w Dreźnie

Kiedy rozmawiamy o tym, jak obecny system ordynatorski wpływa na możliwości rozwoju młodych lekarzy, to wiemy, że tak naprawdę nie chodzi tylko oto, czy rola ordynatora jest duża czy mała. Nie w tym rzecz. Na żadnym oddziale sytuacja nie będzie zdrowa dopóty, dopóki zespół lekarski nie zacznie pracować razem jako team, który ciągle wyznacza sobie nowe, wspólne zadania.

Autorytet i pieniądze

Każdy ordynator będzie zainteresowany stworzeniem takiego zespołu, o ile wprowadzona zostanie rzetelna ocena wyników oddziału i od nich m.in. będzie uzależniona wysokość ordynatorskiej, odpowiednio wysokiej pensji.
Pracując w klinikach amerykańskich, angielskich i niemieckich miałem okazję obserwować, jak tam wygląda zarządzanie oddziałami. Nie ma rozwiązań idealnych. W Niemczech, szczególnie na oddziałach chirurgicznych, ordynator jest niemal bogiem, który ma władzę nad swoimi asystentami, rozstrzyga o zakresie obowiązków młodych lekarzy i możliwościach rozwoju.
Tu ważna uwaga. W Niemczech istnieje dwojaki system ubezpieczenia zdrowotnego pacjenta - obok systemu narodowego są też bardzo liczne ubezpieczalnie prywatne. W tym drugim przypadku obowiązuje zasada, że to ordynator albo lekarz specjalista zawiera z ubezpieczalnią umowę, a wtedy szpital - publiczny również - stanowi jedynie bazę do jej wykonywania. Procedury wykonywane u pacjentów wykupujących dodatkowe ubezpieczenie w takich kasach chorych są znacznie lepiej opłacane. Te zabiegi, to łakomy kąsek dla ordynatorów i bardzo istotna część ich zarobków.
Pacjenci ubezpieczeni prywatnie chcą być operowani przez najlepszych specjalistów. Jest rzeczą normalną, że ordynator nie chce stracić swojego autorytetu wśród lekarzy ani renomy u pacjentów, dlatego chce i musi być najlepszy na swoim oddziale. Mówiąc wprost - on sam będzie hamował rozwój zespołu, po to, żeby nikt nie był od niego mądrzejszy, lepszy. Tu już jest pewnego rodzaju patologia, która, mam nadzieję, że nie przeniesie się na polski rynek.

Niezadowolony jak specjalista

Druga skrajność, to model amerykański. Tam w oddziale pracuje kilku chirurgów - specjalistów o podobnej renomie. Każdy z nich ma swoją prywatną praktykę i wynajmuje łóżka na tym oddziale. I tu jest pole do następnej patologii, dlatego, że ci ludzie skaczą sobie do gardła, ponieważ jeden chce być lepszy od drugiego i mieć większą kolejkę. Atmosfera w tego rodzaju oddziale jest fatalna. Obserwując taką sytuację byłem niebywale zdumiony. Wiedziałem, że ci chirurdzy dobrze żyją, mogą się rozwijać zawodowo, mają pacjentów, są dobrymi specjalistami, a jednak każdy z nich był niezadowolony ze swojego życia i zawodu.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH