Kanada pachnąca szpitalem

W 2009 roku starostwo w Żywcu podało do publicznej wiadomości, że poszukuje prywatnego partnera do budowy powiatowej lecznicy

Taksówkarz krąży po jednokierunkowych uliczkach, przeklina korki i mówi, że najlepiej odreagowuje na działce przy domu, z którego wiosną widzi zielone szczyty Beskidu Żywieckiego. Za żadne skarby nie przeprowadziłby się do samego Żywca. Choć miasto schludne, o niskiej i ścisłej zabudowie, z uroczym rynkiem, na którym jak zwycięskie proporce powiewają ogródkowe parasole znanego browaru. - Stąd już dwa kroki do starostwa i szpitala - objaśnia. Wspomina, że wiele razy woził tędy biznesmenów ściąganych w sprawie budowy nowej lecznicy przez Jerzego Widzyka, byłego ministra w rządzie Jerzego Buzka, w latach 90. burmistrza Żywca. Budowa szpitala powiatowego w Żywcu to stara sprawa. Może nie tak stara, jak śródmiejskie kamieniczki, w których obok wszechobecnych banków równie chętnie lokują się sklepy z używaną odzieżą... Ale swoją historię ma.

Jak za Habsburgów

Pierwszy szpitalny budynek wzniesiono za Habsburgów w końcu XIX wieku, 32 lata po założeniu w 1856 r. browaru - solidna ciągnąca się wzdłuż ulicy budowla służy pacjentom do dziś. Miasto się rozrastało, lecz każda kolejna władza miała ten sam pomysł na zaspokojenie potrzeb zdrowotnych mieszkańców. I tak dobudowywano następne pawilony. W XXI w. zrobił się z tego labirynt budynków, które od ul. Sienkiewicza przesłania walczący o zachowanie złotawo-żółtej fasady podniszczony jednopiętrowy zabytek. - Mamy tu izbę przyjęć - Antoni Juraszek, dyrektor Zespołu ZOZ, Szpital Powiatowy w Żywcu, rysuje na chybcika plan sytuacyjny, gdy żalimy się, że trudno trafić do dyrekcji. Szkic się przyda. Ułatwi powrotną drogę. Tymczasem wyjaśnia, że za izbą przyjęć są dwa obiekty połączone łącznikami. W pierwszym - ortopedia, chirurgia i RTG, w drugim oddział wewnętrzny. Nieco oddalona od nich jest pediatria. - Najgorsze jest jednak to, że pacjentów trzeba przewozić między pawilonami, pod gołym niebem - przyznaje. Nie ukrywa też, że szpital pęka w szwach i trzeba na korytarzach robić dostawki, na co sanepid najbardziej kręci nosem. - Ale reżim sanitarny trzymamy - zapewnia dyrektor - bo w przeciwnym razie szpital zostałby zamknięty. Nie pytamy nawet, co wtedy. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma innego, a nawet gdyby tuż-tuż był szpitalny moloch, i tak nie obsłużyłby wszystkich pacjentów. W powiecie mieszka 150 tys. ludzi, a w sezonie - licząc z turystami - ok. 200 tysięcy. Rocznie przez izbę przyjęć przewija się 24 tys. osób, 14 tysięcy trafia do szpitala. - Dlatego pracujemy non stop, cały czas na dyżurze - opowiada Antoni Juraszek. Siedzimy w jednym z pomieszczeń obok sekretariatu. Wystrój od Sasa do lasa. Meble dorzucano w miarę potrzeb, jak szpitalne pawilony. Ciemnobrązowa drewniana boazeria pewnie z lat 60., sprzęty kompletowano w latach 70. i 80. Najbliższy współczesności jest czarny obrotowy fotel, no i jeszcze ścienny kalendarz z... 2009 roku. 2009 rok, na którym zatrzymał się kalendarz, to znamienna data. Weszła wtedy w życie nowa Ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Pod rządami starej niewiele się w Polsce działo. Nieufne sobie strony, które miały zostać biznesowymi partnerami, wykorzystywały ją raczej do wzajemnego poznania potrzeb i oczekiwań niż do robienia wspólnych interesów.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH