Elektroniczny monitoring czasu pracy lekarzy

Wprowadzanie elektronicznego monitoringu czasu pracy w szpitalach wciąż wywołuje wielkie emocje. Lekarze z Krosna złożyli w geście protestu wypowiedzenia, w Wałbrzychu skierowali sprawę do sądu. Dyrektorzy podkreślają, że chcą mieć tylko pewność, że ludzie pracują tyle godzin, za ile im się płaci. Część lekarzy odbija kartę i nie widzi w tym systemie nic złego. Pacjenci cieszą się, że specjaliści są punktualni i dostępni. Skąd więc to całe zamieszanie?
Elektroniczne ewidencjonowanie czasu pracy odbywa się zazwyczaj za pomocą karty magnetycznej, którą przykłada się do czytnika przy wejściu do budynku.

Prosimy o odcisk

W Specjalistycznym Szpitalu im. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu system rozszerzono o czytnik linii papilarnych, by lekarze nie mogli odbijać karty za kolegów. Tam gdzie nie ma takiego czytnika, zamontowane są kamery monitoringu.
Medialna burza ani protesty lekarzy nie zniechęcają dyrektorów innych placówek. System monitoringu jest obecnie wdrażany w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Barbary w Sosnowcu, gdzie pracuje 1,2 tys. osób. Monitoring będzie połączony z systemem płacowym, a to oznacza, że w przyszłości wynagrodzenie zależne będzie od rzeczywistego czasu pracy.
Elektroniczne ewidencjonowanie czasu pracy chcą również wprowadzić dyrekcje placówek w Radomiu i Warszawie.
Ale są i tacy, którzy nie wierzą w skuteczność odmeldowywania się w szpitalu za pomocą odcisków palców lub kart magnetycznych.
- Taki czytnik odnotowuje moment wejścia i wyjścia lekarza ze szpitala, nie kontroluje jednak tego, co ten człowiek tam robi. Nie wiemy więc, czy na przy-kład nie siedzi i nie pije kawy - mówi Expressowi Bydgoskiemu Andrzej Motuk, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. J. Biziela.

Prawdziwa cnota...

Zdaniem wielu lekarzy, monitoring nie poprawi jakości leczenia. - W ten sposób zakłada się złą wolę wszystkich lekarzy, chociaż większość z nich pracuje bez zarzutu - mówi dziennikowi Metro dr Maria Balcerzak, wiceprzewodnicząca mazowieckiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Adam Sandauer ze Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere przyznaje, że wielu lekarzy pracuje solidnie, ale są też tacy, którzy przyjmują jednocześnie na kilku etatach. Uważa za porażkę środowiska lekarskiego, że samo nie umiało zwalczyć tego zjawiska.
W podobnym tonie wypowiada się część lekarzy. Podkreślają, że "prawdziwa cnota krytyk się nie boi", a system monitoringu wcale im nie uwłacza.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH