Już było bardzo gorąco. Minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn postraszył lekarzy rodzinnych, że jeśli po Nowym Roku nie otworzą gabinetów, pójdą w kamasze. Telewizja pokazywała zdjęcia złorzeczących pacjentów stojących w długich kolejkach po zwykłą poradę medyczną. Na szczęście był to materiał sprzed dwóch lat... Wtedy poszło o dodatkowe obowiązki, jakie płatnik zamierzał nałożyć na lekarzy pierwszego kontaktu. Teraz, na przełomie 2005 i 2006 roku - o zbyt niskie stawki kapitacyjne. Rzutem na taśmę, przedstawiciele Porozumienia Zielonogórskiego i NFZ doszli do porozumienia. Co zatem należy zrobić, aby kontrakty z lekarzami rodzinnymi nie wywoływały tak ostrych sporów? Na to pytanie odpowiedzieli nam Jerzy Miller, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia i Robert Sapa, rzecznik Porozumienia Zielonogórskiego.

Robert Sapa lekarz rodzinny, rzecznik prasowy Porozumienia Zielonogórskiego:

Zjadamy już swój ogon

Stawki kapitacyjne oczywiście trzeba zwiększyć, dlatego że ich realna wartość spadła. Są jednym z elementów prawidłowego funkcjonowania systemu. Dzisiaj mam mniej więcej taką samą stawkę jak 7 lat temu. Realne finansowanie spadło o 1/3, wraz z nim realne płace, motywacja lekarzy i zatrudnionego personelu.
Jeżeli chcemy większe pieniądze, to dokładnie po to, żebyśmy mogli normalnie funkcjonować w systemie i bilansować się jako prywatne podmioty. Dzisiaj zjadamy już własny ogon. Pieniądze w POZ-ach są potrzebne na nowy sprzęt, nowe auta, są jeszcze dodatkowe rozporządzenia wymagające dużych środków, jak choćby te dotyczące warunków sanitarnych pomieszczeń.

Rzecz nie tylko w pieniądzach, ale i w ich sensownym wydawaniu. Żeby zmienić system, trzeba założyć, że podstawowa opieka zdrowotna ma być bramą do systemu usług zdrowotnych, a instytucja lekarza rodzinnego strażnikiem tej bramy. Ten lekarz w miejscu zamieszkania powinien załatwiać mniej więcej 80 proc. zdarzeń zdrowotnych społeczeństwa. Tak nie jest. Niemal każdy lekarz specjalista pełni funkcję lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Tymczasem im wyżej pacjent pnie się po drabinie w systemie opieki zdrowotnej, tym są większe koszty. Leczenie anginy kosztuje u mnie około 20 złotych, u specjalisty 60, w pogotowiu ratunkowym 250, a na oddziale laryngologii 1000 zł.
Chodzi o to, że specjalista nie może być lekarzem, którego sobie pacjent upodobał. Lekarz rodzinny powinien tam kierować pacjenta z poważnym schorzeniem, żeby uzyskać konsultację. A specjalista powinien jasno wyrazić się co do losów chorego: czy wymaga długotrwałego specjalistycznego leczenia czy kontroli. Lekarz specjalista wielokrotnie leczy tak jak specjalista podstawowej opieki zdrowotnej, skoro rozwiązuje problem w ciągu 4-5 wizyt.
Pacjent powinien wrócić po konsultacjach do lekarza rodzinnego, a do specjalisty - dopiero w razie braku poprawy stanu zdrowia czy progresji choroby. Dla systemu zwiększenie jednostkowo kapitacji w podstawowej opiece zdrowotnej jest o wiele tańsze niż płacenie za dodatkowe usługi specjalisty.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH