Kiedyś Szpitalowi Specjalistycznemu w Tarnowie groziła likwidacja. Teraz wybrnął z długów i kupił nawet wierzytelności niepublicznego ZOZ-u!

Czy w ciągu zaledwie 4 lat można wyprowadzić na finansową prostą szpital miejski obciążony 28 mln zł zadłużenia? Przykład Szpitala Specjalistycznego im. E.
Szczeklika w Tarnowie dowodzi, że tak.
Tegoroczny bilans tej dużej, wieloprofilowej lecznicy ma zamknąć się kwotą 300 tys.
zł zobowiązań wymagalnych.
Dyrektor Szpitala Specjalistycznego Marcin Kuta jak zły sen wspomina nie tak odległy czas, gdy dostawcy materiałów medycznych nie chcieli sprzedać tej placówce nawet nici chirurgicznych potrzebnych na ostre dyżury. - Na początku 2004 roku chirurdzy dwukrotnie przeprowadzali wśród siebie składki, żeby kupić nici. Zbierali po 2 tysiące zł - opowiada dyrektor. Pamięta poniedziałkowe rozmowy u prezydenta miasta: "Jeśli do piątku nie uda się nam zdobyć paru podstawowych rzeczy, to składamy wniosek o likwidację szpitala, bo nie gwarantujemy bezpieczeństwa pacjentom".

Finansowy garb

Szpital w Tarnowie, podobnie jak inne w całym kraju, został oddłużony do zera w 1999 roku. Z kiepskim skutkiem.
- To nie jest dobra odpowiedź, jeśli ktoś będzie twierdził, że ten szpital znowu się zadłużał, bo był źle zarządzany. Tu był dobry menedżer - mówi o swoim poprzedniku dyrektor Kuta. I dodaje: - 1 stycznia 1999 roku ktokolwiek by tu był i cokolwiek by zdziałał, musiał każdego dnia robić dług, bo miał za dużą bazę, za dużo ludzi, za duży potencjał.
Finansowym garbem szpitala były nie tylko nadlimitowe usługi oraz ustawa 203, ale i restrukturyzacja lecznictwa w całym mieście i powiecie.
W Tarnowie akurat otwarto nowy szpital.
Z planów wynikało, że ze starego szpitala ma tam przejść około 1000 pracowników. Ostatecznie przeszło 700.
Ambulatoryjne lecznictwo podstawowe i specjalistyczne wydzielono ze struktur ZOZ-u z zerowym zadłużeniem. Koszty pośrednie tych przekształceń zostawały w szpitalu wraz z niewykorzystanym zapleczem.
Miejscy rajcy nie mogli zrozumieć, co dzieje się z kolejnymi poręczanymi przez miasto pożyczkami - w sumie 6 mln zł - które wpadały w "czarną dziurę".
Groźba likwidacji szpitala była całkiem realna. Kiedy na początku 2004 roku doktor Marcin Kuta obejmował stanowisko dyrektora, przychody z kontraktu wynosiły 32 mln zł, a zobowiązania wymagalne 18 mln zł. Wspólnie ze swoją obecną zastępcą Danutą Nosek postanowił przekonać radnych, że w tarnowskim szpitalu nie dzieje się nic, nad czym nie można zapanować. Podobne kłopoty przeżywały szpitale w całym kraju.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH