Prawie co trzeci "smakosz" tytoniu nie potrafi zerwać z nałogiem bez wsparcia farmakologicznego. Są wśród nich m.in. osoby cierpiące na POChP.

Ta statystyka jest dobrze znana.
Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) i jej powikłania są czwartą przyczyną zgonów, zaraz po chorobach układu krążenia, nowotworach oraz urazach i wypadkach. Przyczyną zaskakującą, jeśli brać pod uwagę prostą prawdę, że aż w 9 przypadkach na 10 powodem zapadnięcia pacjenta na tę chorobę było palenie tytoniu. Sprawcą powodującym POChP jest więc czynnik, na który mamy bezpośredni wpływ.
Niewiele jest poważnych dolegliwości, w których z taką jednoznacznością nauka wskazuje na czynnik ryzyka. Równie jednoznacznie wiadomo, że porzucenie palenia tytoniu jest najbardziej skutecznym "antidotum" na rozwój choroby. Niestety, taka wiedza wcale lub w bardzo nikłym stopniu działa nawet na osoby, u których stwierdzono początki POChP. Potencjalnie zagrożeni tą chorobą są wszyscy nałogowi palacze tytoniu. Widmo kalectwa oddechowego nie jest w stanie wyrwać z nałogu 30% z nich. Takiego odsetka palaczy dotyczy uzależnienie biologiczne. Bez zastosowania środków farmakologicznych nie radzą sobie z porzuceniem nałogu.

Płuca w rezerwie

W Polsce funkcjonuje od kilku lat Narodowy Program Wczesnego Wykrywania POChP. Jego wprowadzenie - jako jednego z czterech finansowanych z budżetu narodowych programów profilaktycznych - to ogromny sukces środowiska pulmonologów, świadczący o dostrzeżeniu wagi problemu, również przez naszych zdrowotnych polityków.
W ramach programu w dziesiątkach POZ-ów w każdym województwie możliwe jest wykonanie badania spirometrycznego oceniającego pojemność płuc u pacjentów z grupy ryzyka. Badanie, już dobrze znane lekarzom rodzinnym, pozwala na określenie objętości powietrza wydychanego w pierwszej sekundzie natężonego wydechu. W ten sposób można określić poziom tzw. rezerw oddechowych płuc.
- Zwykle chorobę diagnozujemy, gdy pacjent utracił 50% rezerw oddechowych, choć potrafimy rozpoznać ją wcześniej. Dzieje się tak dlatego, bo zaniepokojony chory trafia do lekarza dopiero, gdy zaczyna uskarżać się na duszność przy wchodzeniu po schodach na I piętro. I zwykle ten stopień dolegliwości odpowiada takiemu ubytkowi rezerw oddechowych - tłumaczy Małgorzata Czajkowska-Malinowska, ordynator oddziału chorób płuc i niewydolności oddychania w Kujawsko-Pomorskim Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH