Najpierw był Jędrzej Kawa, kowal z podtarnowskiej wsi, który z leczeniem miał niewiele wspólnego, za to w jego obejściu na początku I wojny światowej stacjonował oddział z balonem oraz samolotem rozpoznawczym. Opowieści o tym z wypiekami słuchał mały wnuk Tomasz Kawa.

Jako dziesięciolatek zobaczył, jak na łące ląduje szybowiec i wpadł po uszy. Przez lata połykał każdy numer "Skrzydlatej Polski", wybrał medycynę, ale pielęgnując upodobania lotnicze, osiągnął poczesne miejsce wśród polskich pilotów szybowcowych i samolotowych. Jako lekarz - pilot uczestniczył w akcjach humanitarnych w Afryce.

O tym, jak trafił Tomasz Kawa do Międzybrodzia Żywieckiego, krąży anegdota. Zawdzięcza to... Leninowi. Podczas dyżuru w śląskim szpitalu, koleżanka z pracy rzuciła na biurko egzemplarz "Służby Zdrowia" z Leninem na okładce ze słowami: "Podciągnij się ideologicznie". Nie chciał patrzeć na niego, więc odwrócił gazetę wodzem rewolucji do spodu. Na tylnej okładce było ogłoszenie "Międzybrodzie Żywieckie szuka lekarza", a było to wówczas wymarzone miejsce dla każdego szybownika.

Kilka godzin później doktor Kawa już składał swoją ofertę, a po kilkunastu dniach zamieszkał z żoną i czteroletnim synem Sebastianem na skraju lotniska u stóp góry Żar.

Wreszcie wśród bliskich

37-letni dziś Sebastian Kawa, ginekolog-położnik, od kilku lat zdobywa wszelkie możliwe światowe laury w szybownictwie. Gdy podczas rozmowy nazywam go szybowcowym Schumacherem, skromnie podkreśla że w Nitrze i w Rieti wcale nie był pierwszy. Zgarnął za to złoto podczas sześciu mistrzostw świata dwóch mistrzostw Europy, zeszłorocznych Światowych Igrzysk Lotniczych w Turynie i jeszcze wielu innych.

Najświeższa wygrana to zwycięstwo w wyścigu podczas Szybowcowych Mistrzostw Świata w Santiago de Chile, które odbywały się 2-9 stycznia 2010 r. Na rozmowę z Rynkiem Zdrowia mistrz przychodzi prosto... z filmu "Księżniczka i żaba". U boku siedmioletnia córka Ola.

- To nasz pierwszy dzień od kilku tygodni spędzony razem na przyjemnościach. W domu czekają jeszcze dwie dziewczyny: żona Anna (też lekarz) i trzyletnia córka Marta. W zeszłym roku startowałem w siedmiu zawodach. Każde to około dwóch tygodni poza domem. Wraz z organizowaniem pieniędzy na wyjazd, przygotowaniem sprzętu, logistyką... wychodzi łącznie ponad pół roku - opowiada Sebastian Kawa.

Dlatego w 2009 roku zawiesił pracę w zawodzie ginekologa i poświęcił go na starty. I tylko na starty, bo na treningi nie ma czasu. Jego zdaniem, najlepsze jest właśnie uczestnictwo w zawodach.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH