Grzegorz Ćmiel: - Żegluję na Mazurach przed sezonem, gdyż nienawidzę spędu na jeziora tych, którzy pływanie traktują jako pretekst do nieustannego imprezowania.

Kiedy w kierunku Mazur wyruszają tysiące rodaków, aby upajać się łopocącym wiatrem w żaglach, piwem i hałasem w mazurskich portach, on wraca i marzy o kolejnym wypadzie na żagle - kiedy jeszcze jest na jeziorach pusto i czysto.

Tak dzisiaj jest na Mazurach już tylko przed sezonem.

- Od wielu już lat pływam na Mazurach właśnie przed sezonem - mówi katowiczanin, chirurg Grzegorz Ćmiel. - Trochę z przymusu, gdyż tak jak uwielbiam pływać pod żaglami, tak nienawidzę hałasu, spędu na jeziora tych, którzy pływanie traktują jako pretekst do nieustannego imprezowania. Pływam już od wielu lat i muszę przyznać, że w tym czasie wiele się zmieniło. Jachty są coraz piękniejsze, coraz doskonalsze technicznie, coraz bardziej bezpieczne. Tylko żeglarze często jakby mniej są "dorośli". Wielu z nich tak naprawdę o żeglowaniu nie ma pojęcia.

Na stole książeczki żeglarskie. Pożółkły papier jest świadectwem wielu minionych lat. W książeczkach wiele wpisów, niektóre prawie zatarte, inne wypłowiałe… - Na początku wszystko skrupulatnie odnotowywałem. Każdy rejs. To z jednej strony była duma, z drugiej dokument świadczący o kolejnych kwalifikacjach do stopni żeglarskich. Po kilkunastu latach przestałem zapisywać, gdzie i na czym płynąłem. Choć dzisiaj trochę żałuję, bo było tyle tych rejsów, że teraz już wszystkich nie pamiętam - mówi z uśmiechem doktor Ćmiel.

Zaraźliwy Zawisza Czarny

O żeglarskiej pasji Grzegorza Ćmiela zdecydował przypadek. Dał się namówić na rejs Zawiszą Czarnym jeszcze w ogólniaku.

- W szkole, na przerwie, podszedł do mnie starszy kolega z harcerskiej drużyny wodnej, gdzie retmanem był Andrzej Burzyński, i zapytał, czy mam ochotę popłynąć Zawiszą Czarnym. Ta nazwa była jak magia. O samym żeglarstwie wiedziałem tyle, co każdy chłopak, którzy przeczytał "Czerwonego Korsarza" Jamesa Fenimore’a Coopera i kilka innych przygodowo-awanturniczych książek o piratach. Pomyślałem - dlaczego nie? I tak się to zaczęło.

Był rok 1974. Wszystko organizowało Centrum Wyszkolenia Morskiego ZHP w Gdyni. Po tym bałtyckim rejsie Zawiszą z żeglarskiego bakcyla nie dało się już młodego chłopaka wyleczyć: - Nietrudno policzyć, że towarzyszy mi ten bakcyl już 35 lat...

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH