13 października obchodziliśmy Dzień Ratownictwa Medycznego. To dobra okazja, aby przyjrzeć się polskiemu ratownictwu medycznemu, które wymaga nie tylko większych środków, ale także poważnych zmian w organizacji pracy.
Centralne obchody Dnia Ratownictwa Medycznego, z udziałem minister zdrowia Ewy Kopacz odbyły się w Katowicach.
Jednak Polska postrzegana jest, jako lider zmian w Europie Środkowo-Wschodniej, prowadzących do stworzenia systemu ratownictwa medycznego, który działa obecnie w 9 krajach „starej” UE.
W krajach Europy Zachodniej śmiertelność okołourazowa ofiar wypadków wynosi w ciągu kilku pierwszych godzin 4-8 proc., podczas gdy w Polsce około 20 proc. Skąd tak ogromna różnica? Na pewno nie wynika ona ze zbyt małej liczby zakontraktowanych zespołów ratownictwa medycznego, jest ich bowiem ponad 1400, co oznacza, że bijemy pod tym względem na głowę nawet dwa razy liczniejszych, a przede wszystkim bogatszych od nas Niemców.
- Karetki są źle wykorzystane - wyjaśnia prof. Jerzy Karski, były konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej. - Pozostają w stałej gotowości, a mimo to ambulansów brakuje, ponieważ zespoły wykonują inne zadania niż te przewidziane dla systemu ratownictwa.
- Ambulanse zastępują lekarza rodzinnego i obsługę socjalną, a do SOR-ów trafiają osoby, którym wystarczy przepisać receptę - mówi prof. Juliusz Jakubaszko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej.
Bolączką polskiego ratownictwa medycznego jest także brak SOR-ów. Mamy ich 150, podczas gdy realne potrzeby oceniane są na 250. Nie chodzi przy tym tylko o liczbę szpitalnych oddziałów ratunkowych, ale również o ich deficytowość, szacowaną bardzo różnie, bo na poziomie od 25 do 50 proc.
Jednak Polska postrzegana jest, jako środkowo-wschodnio-eurpejski lider zmian prowadzących do stworzenia systemu ratownictwa medycznego, który działa obecnie w 9 krajach „starej” UE. Ma on swoje korzenie w amerykańskich doświadczeniach z okresu wojny w Wietnamie, a opiera się o zasadę, że szanse poszkodowanego w wypadku rosną, jeśli uzyska kompleksową pomoc w ciągu pierwszej godziny. Oznacza to, że pacjent w czasie 60 minut od zdarzenia powinien zostać przetransportowany śmigłowcem do dobrze wyposażonego oddziału ratunkowego.
Od 2000 r. działa w Polsce sieć HEMS, czyli Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego, wzorowana na standardach zachodnich. Obecnie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe używa 30-letnich Mi-2, ale z końcem 2009 r. zaczną wchodzić "w obieg" nowoczesne EC 135 - latające karetki skonstruowane dla potrzeb ratownictwa medycznego. 23 takie maszyny zostaną kupione za 500 mln zł z budżetu państwa.
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka
Czyli koszt - efekt, koszt - korzyść. Czyli na system PRM wydane zostało ....... , efekt liczba zgonów, liczba niepełnosprawnych w wyniku np. urazów itd.... . Korzyść np. liczba osób odprowadzających składki, czynnych zawodowo..... . Czy były planowane wskaźniki osiągnięcia rezultatu. Ktoś zna odpowiedź?
A co powiecie jeśli jeszcze jeżdżą zespoły kierowca-ratownik-pielęgniarka-lekarz. Jeden etat za dużo, do tego pielęgniarka i lekarz zarabiają znacznie więcej od ratownika. Gdzie są oszczędności?
Trzeba jasno powiedzieć, że ratownik powstał w wyniku fuzji sanitariusza, pielęgniarki i lekarza.