Jak chronić prywatność pacjenta bez skutków ubocznych dla systemu ochrony zdrowia i rozwoju medycyny?

Jan Iksiński jest rekordem w bazie Narodowego Funduszu Zdrowia.
Ciąg bitów jest jego wizytówką, z której można wyczytać, gdzie mieszka, kiedy się urodził, na co chorował, gdzie się leczył. W tym rekordzie podany jest jego PESEL, NIP i Bóg wie, co jeszcze. Są dane dla jednych niezbędne, dla drugich jak najbardziej zbędne.
Bez względu na to, która ze stron ma rację, jedno jest pewne: dane infomedyczne, centralny magazyn danych płatników składki na ubezpieczenie zdrowotne prędzej czy później staną się obiektem pożądania m.in. firm ubezpieczeniowych. Dostęp do nich, nazwijmy go, nieautoryzowanym - już jest w cenie, a w niedalekiej przyszłości będzie jeszcze cenniejszy. W cenie będzie również pozyskanie danych z mniejszych, choćby szpitalnych, baz danych.

Po co komu PESEL?

Marek Wesołowski, prezes UHC - jednego z czołowych w Polsce dostawców oprogramowania dla potrzeb systemu ochrony zdrowia - bez wahania podziela taki pogląd. I wyraża nieskrępowanie swoją opinię: - Bardzo boję się państwa, które chce wiedzieć z imienia i nazwiska, na co jest dany obywatel chory! Od lat słyszymy o tworzeniu RUM-u, czyli Rejestru Usług Medycznych. Zastanawiam się, po co w RUM-ie ma być podawany PESEL? Z tego, co wiem, takie rejestry w świecie nie zawierają obywatelskiego identyfikatora. Uważam, i nie jestem odosobniony w tej opinii, że nie można łączyć danych medycznych z niemedycznymi - twierdzi prezes Wesołowski. - Na poziomie centralnym moje dane osobowe nikogo nie powinny interesować. One mogą występować tylko na poziomie podstawowym i muszą być chronione tak, by dostęp do nich miał tylko pacjent. I tylko od jego zgody zależy to, czy będzie miał do nich wgląd lekarz podstawowej opieki zdrowotnej.
W Polsce jedyne kompletne bazy danych (generowanych przez system ochrony zdrowia) ma NFZ i ZUS.
- A im bardziej dane są scentralizowane, tym są bardziej narażone na przejęcie przez osoby do tego nieuprawnione - przestrzega nasz rozmówca.
Śpimy sobie spokojnie i nie dostrzegamy niebezpieczeństwa, bo - jak na razie - poza incydentalnymi przypadkami, nie było prób kradzieży takich danych.
Z prostej chyba przyczyny: nie było komercyjnego (bo polityczny był, jest i będzie) popytu na taki towar.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH