Dobrze, gdy dyrektor publicznego szpitala potrafi uderzyć z półobrotu, zaliczać górskie rajdy i wchodzić na górskie szczyty, bo... sport uczy rządzenia

Renata Ruman-Dzido. Kieruje Wojewódzkim Szpitalem w Opolu. Kobieta drobnej postury. Żywa w rozmowie. Jakby te ogniki błyskające w jej oczach, na lewo i prawo, były dopełnieniem rozsadzającej ją energii... Koniec roku. Ciągłe wizyty w oddziale NFZ. Stosy papierów do podpisania; większość z lub do Funduszu.

I ta niepewność - powoli wpisująca się w naszą rzeczywistość - czy płatnik da więcej na nowy rok, czy nie? Bo to, że ponad siedem milionów złotych tzw. nadwykonań nie będzie przez tegoż zapłacone, jest prawie pewne.

Czy to, że pani dyrektor potrafi trafić wyższego od siebie z tzw. półobrotu, że nie boi się jechać z góry na rowerze z szybkością 80 kilometrów na godzinę, że dobrze czuje się na wysokości kilku kilometrów, jest sposobem na urozmaicenie życia? A może metodą na walkę ze stresem? Albo rodzajem pracy nad sobą?

Poznawszy Renatę Ruman-Dzido, na wszystkie te pytania można odpowiedzieć twierdząco.

Karate

Oczywiście wedle szkoły kyokushin. Ale to nie legenda jej założyciela, mistrza Oyamy skusiła ją przed sześciu laty, ale syn. Przeważnie jest tak, że sport, który trenowało się za młodzieńczych lat, w wieku późniejszym kontynuuje się rekreacyjnie. Z "dzieciatą" mężatką kierującą już wtedy dużym szpitalem tak nie było. Zaczęła zbyt późno, by postawić na wyczyn (zresztą wyczynem jest, że Szpital Wojewódzki od 2004 r. zamyka bilans z wynikiem dodatnim...), ale na tyle wcześnie, że mogła trenować z młodszymi od siebie, a nie wyłącznie ze znacznie starszymi.

- Jestem typem wojowniczki, zodiakalnym Lwem. I uważam, że w życiu na nic nie jest za późno. Z tym karate to było tak, że pojechałam z synem na obóz wakacyjny. Przyjrzałam się prowadzącym zajęcia mistrzom. Sportowcy, trenerzy, biznesmeni, mnóstwo innych zajęć... Skoro oni to godzą, to czemu ja mam nie podołać?

I daje radę. Owszem, był czas - tu jednak praca zawodowa i ogrom obowiązków przytłoczyły karate - kiedy kimono musiało wisieć na kołku kilka miesięcy. Zasadniczo jednak jest tak: dwa razy w tygodniu, po półtorej godziny Trening. Walka w pełnym kontakcie. Pot, zmęczenie, czasem kontuzje. Per saldo zadowolenie z siebie. Żółty pas, choć nie czarny, to jednak daje pewność...

- Takie poczucie w ekstremalnych sytuacjach, że można się obronić. Niekoniecznie mówię o fizycznej agresji. Choć mówiąc o obronie przed tą, najlepszą wcale nie jest atak. Najlepszą obroną jest ucieczka! A poza tym sport wyrabia opanowanie.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH