Króciutka jest lista instytucji, które chcą kredytować zadłużone szpitale. O dziwo, pomocną rękę podają placówkom niektóre firmy windykacyjne.

Polska jest rajem dla firm, które zajmują się odzyskiwaniem wierzytelności. Świadczą o tym ponadmiliardowe obroty największych windykatorów, publikowanie w odrębnych rankingach: Kruka, Intrum Justitia, Euler Hermesa, itd. Wyjątkiem od tej reguły jest rynek, który nie ustępuje wielu innym sektorom rozmiarami długu - publicznej służby zdrowia. Rządzi się on jednak nieco innymi regułami.
Na klasycznym rynku obrotu masowymi wierzytelnościami, czyli osób fizycznych wobec banków lub firm telekomunikacyjnych, jak również na rynku obrotu wierzytelnościami producentów, każdy może kupić wystawioną wierzytelność i ją windykować.

POWODY CIERPLIWOŚCI

W przypadku wierzytelności służby zdrowia istnieje zakaz cesji wierzytelności przez wierzyciela bez zgody dłużnika. To ogranicza obrót rynkowy. Ale taka jest konsekwencja tego, że kilka lat temu szpitale były narażone na dość powszechną praktykę odsprzedawania długu, każdorazowo z dyskontem, co powiększało zobowiązania.
Potencjalną pulę ściągania należności stanowią zobowiązania cywilno-prawne samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ). Zobowiązania te podlegają standardowemu obrotowi, zgodnie z artykułem 519 k.c. Przepisy bowiem mówią (kiedyś przypominały o tym kodeksy honorowe), że dług trzeba oddać. Wierzycielami cywilno- prawnymi są dostawcy leków, wyrobów medycznych, materiałów, energii elektrycznej, gazu, ciepła, wody, żywności, itd. Łączna kwota zadłużenia wobec nich sięga 4,6 mld zł. A jednak tylko część tej kwoty zgłaszana jest do windykacji.
- Koncerny farmaceutyczne i duże firmy produkujące artykuły medyczne rzadko decydują się na sprzedaż wierzytelności - uważa Marek Falenta, prezes Electus SA z Lublina.
- Ich zasoby kapitałowe pozwalają na oferowanie długich terminów płatności i oczekiwanie na spłatę przeterminowanych należności bez konieczności ich sprzedaży czy podejmowania windykacji we własnym zakresie.
Według prezesa Falenty, powody takiej cierpliwości wytwórców medykamentów są dość prozaiczne (polski oddział musi konsultować decyzje finansowe z zagranicznym zarządem), jak i wynikające ze strategii marketingowej koncernów, które nie życzą sobie szumu medialnego.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH