Profesor profesorowi nierówny. Są profesorowie "belwederscy" i "uczelniani", zajmujący się głównie problemami podstawowymi i dydaktyką, a także ci, którzy oprócz prowadzenia działalności naukowej leczą w klinikach pacjentów cierpiących na najbardziej skomplikowane schorzenia. Różni ich wiele, także wysokość osiąganych poborów. Zarabiają miesięcznie od kilku do kilkudziesięciu tysięcy zł.

Relatywnie w najgorszej sytuacji finansowej są profesorowie (np. biochemicy, genetycy, patomorfologowie), którzy nie wykonują intratnych badań klinicznych. Przeprowadzają za to doświadczania, zajmują się naukami podstawowymi i rozwiązywaniem fundamentalnych problemów z danej dyscypliny, bez czego nie byłby możliwy rozwój nauki. Z ich dorobku korzystają inni.

Do tej grupy należy wybitny genetyk prof. Janusz Limon z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku (UCK), zarazem wojewódzki konsultant w tej dziedzinie.

- Jako szef katedry Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego ze wszystkimi dodatkami dostaję na rękę ok. 5 tys. zł - zdradza nam profesor i precyzuje, że nie jest kierownikiem kliniki, tylko kierownikiem zakładu nauk podstawowych.

Zamiastślęczeć nad książkami

To ważne rozróżnienie, bo jego koledzy z klinik mogą zarobić znacznie więcej. Ile? - Jako ordynatorzy oddziałów szpitalnych mają pewnie jeszcze raz tyle, a poza tym klinicyści dostają zlecenia od firm na prowadzenie wykładów - dodaje Limon.

Jednak bardziej niż zaglądanie do kieszeni kolegów profesorów interesuje go trudna sytuacja finansowa młodych lekarzy naukowców i profesorów emerytów.

- Mam świetnie wyposażoną katedrę, pieniądze z grantów, choć nieduże.

Generalnie warunki do pracy są: można prowadzić doświadczenia, dokonywać odkryć. Jak ktoś ma pasję naukową, to w Polsce może się wyżywać - profesor Limon zwraca uwagę na plusy działalności naukowej, żeby na tym tle ukazać podstawową bolączkę w rozwoju jego dyscypliny i w ogóle polskiej nauki.

Chodzi o pensje młodych nauczycieli akademickich, którzy są zmuszeni do szukania pieniędzy za granicą.

Profesor zastrzega, że sam nie bierze pieniędzy z grantów naukowych (20% z grantu przeznacza się na wynagrodzenia); oddaje je młodszym kolegom. Zna ich problemy na wylot. Jego córka jest asystentem, jako lekarz zarabia 2,2 tys. zł. Zamiast ślęczeć nad książkami, jeździ od poradni do poradni, żeby utrzymać dom i rodzinę.

- Uważam, że podstawowe miejsce pracy powinno dawać satysfakcję, również finansową - mówi naukowiec.

Jego dzień pracy (pracuje przeważnie w domu) rozpoczyna się o 9 rano, kończy o 18, z tym że pracuje również w weekendy (pisze wtedy recenzje).
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH