Podczas sejmowej debaty o naszej służbie zdrowia posłowie ze zdumieniem skonstatowali, że aż jedna piąta polskich lekarzy poprosiła o wydanie zaświadczeń z Izb Lekarskich, umożliwiających podjęcie pracy za granicą. Jeśli ten exodus nie zostanie powstrzymany podwyżką zarobków, może się okazać, że w szpitalach trzeba będzie zatrudnić medyków zza wschodniej granicy. Czy zatem zatrudnianie lekarzy z Ukrainy byłoby dobrym i bezpiecznym rozwiązaniem dla naszego systemu ochrony zdrowia? Takie pytanie postawiliśmy Anatolowi Majcherowi, dyrektorowi SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu, który był już na Ukrainie w poszukiwaniu chętnych do pracy w kędzierzyńskim szpitalu i Andrzejowi Ciołko, przewodniczącemu Naczelnej Rady Lekarskiej z Lublina, skąd na Ukrainę najbliżej.

Anatol Majcher,dyrektor SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu:

Pozwólmy pracować lekarzom z Ukrainy

Lekarzom z Ukrainy z miejsca dałbym pracę w kierowanym przeze mnie szpitalu, bo brakuje mi kadr. Nie ma jednak szans na szybkie załatwienie związanych z tym formalności. Ewentualnych kandydatów zniechęcają zawiłe procedury obejmujące nostryfikację dyplomu, uzyskanie prawa do wykonywania zawodu czy egzamin językowy. Zarobki, łącznie z dyżurami, też nie są dla nich szczególnie atrakcyjne w zderzeniu z kosztami utrzymania. Ci lekarze nie zaleją naszego rynku pracy, więc optowałbym za złagodzeniem procedur dotyczących uzyskania stosownych pozwoleń.
Co do poziomu specjalistycznego przygotowania lekarzy z Ukrainy do wykonywania zawodu, to byłbym raczej spokojny. Dokładnie wnikałem w procedury specjalizacyjne, jakie obowiązują w ich kraju. Po studiach odbywają 2-letnią specjalizację, ale pozwala ona na zdobycie tylko tzw. III, najniższego stopnia specjalizacji. Przyszli lekarze już na 6. roku studiów pracują w grupach ukierunkowanych na specjalizację. Proces zdobywania specjalizacji I stopnia (u nich: kategorii) trwa 8 lat, czyli nie jest to czas krótszy niż u nas.
Jeśli chodzi o ich ogólne kwalifikacje, powiedziałbym, że nie odbiegają poziomem w rażący sposób od prezentowanych przez absolwentów naszych uczelni medycznych. Pod względem praktycznym nie są gorzej przygotowani. Tak to oceniam w oparciu o moje kontakty z ukraińskimi klinikami. Gorsze jest natomiast ich przygotowanie do pracy na nowoczesnym sprzęcie. To nie jest jednak w mojej opinii jakaś istotna przeszkoda uniemożliwiająca podejmowanie przez nich pracy w Polsce.
W trzech szpitalach, którymi zarządzam, już pracują lekarze z krajów byłego Związku Radzieckiego, w tym z Ukrainy, jak również z krajów Afryki Północnej, którzy już wcześniej uzyskali u nas prawo wykonywania zawodu. Ich pracę oceniam dobrze.

Andrzej Ciołko, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie:

Izba stawia weto

Doskonale rozumiem dyrektorów szpitali, którzy zastanawiają się nad zatrudnieniem lekarzy zUkrainy. Działają w pewnej desperacji, ale to są rozwiązania nie do przyjęcia. Izba Lekarska będzie stawiała weto takim działaniom. Zresztą zamysł dyrektorów nie przekłada się na możliwości prawne. Poza tym dobrze wiemy, że lekarze zza wschodniej granicy nie garną się tłumnie do pracy wPolsce, bo nawet na Białorusi ich zarobki nie są tak nikczemnie niskie jak wPolsce.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH