Jerzy Kamiński, były dyrektor białostockiego szpitala, jest pierwszym w Polsce obwinionym przez sąd o wprowadzenie opłat od pacjentów w publicznej placówce

Były dyrektor szpitala klinicznego Akademii Medycznej w Białymstoku, Jerzy Kamiński, w listopadzie 2003 roku wprowadził dobrowolne opłaty dla pacjentów w przyszpitalnej poradni specjalistycznej. Sąd uznał, że Kamiński przekroczył prawo. Nie poniesie jednak kary, bo działał w dobrych intencjach.
Ten salomonowy wyrok z ulgą przyjęli inni dyrektorzy szpitali, którzy publicznie przyznali się do pobierania podobnych opłat od pacjentów.
- Czuję, że moralnie wygrałem. Nie jestem winny i złożyłem apelację. Będę domagał się uniewinnienia - mówi "Rynkowi Zdrowia" Jerzy Kamiński. - Działałem w interesie pacjentów.

Chciał dobrze

Zdaniem sądu w klinice doszło do złamania przepisów ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. Jak uzasadniał sędzia Tomasz Pannert, obowiązujące w Polsce prawo nie zezwala na pobieranie opłat od osób ubezpieczonych w NFZ.
W odczytanym uzasadnieniu wyroku sędzia zaznaczył jednak, że "obwiniony chciał coś w tym nieracjonalnie funkcjonującym systemie zrobić właściwego, coś, co by ten system usprawniło" i pozwoliło skrócić kolejki oczekujących do lekarza.
Doniesienie do prokuratury na byłego dyrektora kliniki złożył przewodniczący Podlaskiej Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia OPZZ w Białymstoku, Eugeniusz Muszyc i dyrektor Adam Kurluta z Podlaskiego Oddziału NFZ. Obaj zarzucali Kamińskiemu, że złamał prawo.
- Ten wyrok i w ogóle ta sprawa, to dobry powód do dyskusji między fachowcami na temat współpłacenia - uważa dyrektor Kurluta. I dodaje: - Musiałem z urzędu podać do sądu skądinąd sympatycznego Kamińskiego.

Wizyta za15 zł

W listopadzie 2003 roku kolejka pacjentów oczekujących na wizytę u lekarza w przyszpitalnej przychodni kliniki w Białymstoku była tak długa, że już praktycznie zapisywano ich na pierwszy kwartał, nawet na kwiecień. Nowi pacjenci mieli wybór - albo zapisać się w kolejce i czekać tygodniami, albo zapłacić 15 zł i być przyjętym tego samego dnia.
- Pacjenci narzekali, że mogą być przyjęci dopiero za kilka miesięcy. Mieli wybór: jechać z Białegostoku do Lublina, Olsztyna czy Warszawy albo pójść - powiedzmy - do spółdzielni lekarskiej, gdzie by zapłaciliby 100 złotych - opowiada Kamiński. - U nas płacił 15 zł. Taką kwotę ustaliliśmy zgodnie z rozporządzeniem o liczeniu kosztów w publicznym szpitalu. Publiczna kolejka również się skracała. Działałem też w interesie zakładu, bo 5 zł od każdej porady dawałem zarobić lekarzowi.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH