Piątek, 25 lipca 2014 

Sabina Augustynowicz | 03-07-2008 10:31

Czapki z głów i do kolekcji!

Poseł Ewa Kopacz, przewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia, gromadzi nakrycia głowy z różnych zakątków świata

Ma Pani bardzo sympatyczne hobby. Jak zrodził się pomysł zbierania nakryć głowy?
- Ma to związek z moją córką, która jest subtelną blondynką z burzą kręconych blond loków. Zawsze się starałam, już wtedy gdy była małą dziewczynką, ubierać ją inaczej, a nie w obowiązujące w środowisku młodzieżowym dżinsy, adidasy, bluzy czy glany. Na początku bardzo się buntowała, ale gdy była w liceum zauważyła, że czymś pozytywnym jest oparcie się swoistej uniformizacji. Zaczęłam więc jej kupować różne fajne nakrycia na tę jej głowę. Były to czapeczki robione na szydełku, zdobione koralikami.
Pewnego dnia robiłyśmy porządek w szafie i stwierdziłyśmy, że jest tego całkiem sporo. Uznałyśmy więc, że warto takie ciekawe nakrycia głowy po prostu zacząć zbierać, poszerzać kolekcję, opatrując każdą czapeczkę etykietką z opisem jej pochodzenia czy historią, z którą się wiąże. To był zaczątek naszej kolekcji, później wzbogacanej o eksponaty przywożone przez nas czy też przyjaciół, znajomych z różnych zakątków świata.

- W swoich zbiorach ma Pani m.in. zwykły zielony, drelichowy beret...
- Ten beret nie jest zwykły i nie dotyczy mnie bezpośrednio, a osoby, która przywiozła go z Kuby. Ten człowiek wyjechał tam, by leczyć depresję, w którą popadł po stracie rodziny. Ja jedynie - bezradna już jako lekarz, ponieważ leki nie dawały oczekiwanych efektów, a chory opierał się przed wizytą w poradni zdrowia psychicznego - zasugerowałam podróż do kraju dla niego dziwnego, kontrowersyjnego. Chodziło o konfrontację z mieszkańcami takiego kraju, zderzenie z ich problemami. Ów pacjent zniknął mi z pola widzenia na dwa miesiące. Kiedy odezwał się, był innym człowiekiem. Na Kubie odnalazł sens życia, grupę ludzi, którym chce pomagać i... przyszłą żonę. Objawy depresji minęły bezpowrotnie.

- Co w Pani kolekcji robi arafatka?
- Przywiozłam ją z Iraku, ponieważ w tym kraju przeżyłam przygodę już czysto lekarską. Z grupą przyjaciół idę ulicą, na której dostrzegam człowieka, który ma atak padaczki. Co robi polski lekarz w takiej sytuacji? Udziela pomocy. Biegnę więc, zapominając o tym, że jestem w kraju arabskim i jestem kobietą, w dodatku ubrana jak na upały. Arabowie nie dopuszczają mnie. Robi się straszne zamieszanie. Jakiś chłopiec, który mówił świetnie po angielsku wyjaśnia w końcu, że nie mogę pomóc choremu, bo nie wolno mi go dotknąć. To było straszne przeżycie.

  • Brak komentarzy

DODAJ KOMENTARZ

SUBSKRYBUJ WIADOMOŚCI RYNKU ZDROWIA

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl
prosto do Twojej skrzynki pocztowej

Rynek Zdrowia: polub nas na Facebooku


Rynek Zdrowia: dołącz do nas na Google+


Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze


RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

NAPISZ DO NAS

Zofia Ulz: powstaje sieć służb ścigających odwrócony łańcuch dystrybucji leków

Rynek farmaceutyczny opanowali przedsiębiorcy, którzy z farmacją mają niewiele wspólnego. Dyktują układy na rynku i prowadzą nielegalny proceder, który pozbawia polskich pacjentów dostępu do leków. Jeśli chcemy zwalczyć patologię, musimy dostosować działanie inspekcji farmaceutycznej do zachowań rynku - ocenia minister Zofia Ulz, Główny Inspektor Farmaceutyczny.

POLECAMY W SERWISACH