Podobno życie nie znosi próżni i nie ma ludzi niezastąpionych. Sytuacja na lekarskim rynku pracy wydaje się wskazywać, że to obiegowe powiedzenie nie zawsze się sprawdza.

W części dziedzin medycyny odchodzących na emeryturę lekarzy nie mogą zastąpić inni, młodsi, bo ich po prostu... nie ma.
Źródeł kadrowych kłopotów w większości dyscyplin medycznych można upatrywać m.in. w niedostatku rezydentur. Diagnoza jest w miarę prosta: potrzebne są kolejne miejsca akredytacyjne i środki na etaty rezydenckie. W części specjalności nawet i takie działania nie pomogą. Młodzi medycy z wielkim zapałem starają się zostać ginekologami, okulistami czy neurologami.
Nie chcą być neonatologami, radiologami, chirurgami ogólnymi, rehabilitantami, geriatrami, onkologami klinicznymi. Powód jest oczywisty: w tych specjalizacjach trudno dorobić do pensji.

Tylko echo

- Brakuje nam wielu lekarzy, w tym chirurgów.
Jeszcze dajemy sobie radę z obsadą dyżurów, ale to już jest balansowanie na linie - mówi Andrzej Dylewski, zastępca dyr. ds. medycznych ZOZ w Jędrzejowie.
Jest zaskoczony, bo ogłoszenia o wolnych miejscach pracy, jakie zamieszcza szpital, pozostają bez echa.
Dyrektor pobliskiego Szpitala Powiatowego we Włoszczowie Marian Oracz nie może znaleźć radiologa. Cierpnie mu skóra na myśl, co wydarzy się po wprowadzeniu unijnych norm czasu pracy i przejściu na system zmianowy. - Przecież taki system wymaga wzrostu zatrudnienia lekarzy.
Przy mniejszej ilości dyżurów, lekarze tym bardziej będą naciskać na podwyżki, a od 2003 roku NFZ nie zmienił wartości punktu - rozważa Marian Oracz.
W jego przekonaniu, jeśli nie zostanie zmieniona polityka państwa wobec rezydentur, szczególnie w specjalnościach deficytowych, to kadrowe kłopoty zaczną narastać lawinowo.
W Szpitalu św. Łukasza w Końskich też brakuje radiologów. Ponadto w tym roku odchodzi z pracy 5 techników-radiologów.
Wolą pracę za granicą. Lekarzowi radiologowi szpital może zagwarantować wraz z dodatkami wynagrodzenie sięgające 4 tys. zł brutto. Jak na warunki rynku pracy, to za mało. - Słusznym rozwiązaniem było określenie przez ministerstwo specjalizacji deficytowych, ale za tym nie idą żadne skutki finansowe pozwalające szpitalom na lepsze wynagradzanie tych lekarzy - ocenia sytuację dyrektor szpitala Andrzej Przybylski.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH