RZ | 17-12-2008 14:08

Co dalej z ustawą bioetyczną?

Zespół ds. bioetyki przy Kancelarii Premiera zaproponował wprowadzenie do polskiego prawa tzw. testamentu życia. Gdy nie ma szans na leczenie, pacjent mógłby - w formie takiego właśnie testamentu lub za pośrednictwem instytucji specjalnego pełnomocnika, podjąć "decyzję o zaprzestaniu uporczywego leczenia". W naszym Konsylium wypowiedzi posła Jarosława Gowina (dla TVN24) i Konstantego Radziwiłła (dla PAP).

Jarosław Gowin, poseł PO, kierujący zespołem ds.bioetyki przy Kancelarii Premiera

Przepisy mają zapobiec groźbie eutanazji

Propozycja ("testamentu życia" - red.) jest wynikiem ustaleń zespołu ds. bioetyki, w skład którego wchodzą prawnicy, lekarze, biolodzy, filozofowie i etycy. Zespół zajmuje się przygotowaniem do ratyfikacji Konwencji Bioetycznej Rady Europy.
Tam, gdzie nie ma już szans na leczenie, pacjent może wyrazić wolę, żeby nie podtrzymywać tego życia na siłę, żeby zapewnić mu godną śmierć. Jednak tak długo, jak jest szansa na uratowanie życia, lekarze zobowiązani są do tego, żeby to robić.
Nie należy mylić "testamentu życia" z eutanazją. To nie jest legalizacja prawa do samobójstwa, to jest usankcjonowanie prawa do godnego umierania. Jest zasadnicza różnica między uporczywym podtrzymywaniem życia a prośbą, spełnianą lub nie, o skrócenie tego życia. Nie wiem jeszcze, jaką formę będzie miał "testament życia". To są sprawy szczegółowe, nad tym jeszcze pracują prawnicy. W przyszłej ustawie dotyczącej tej kwestii nie da się szczegółowo zapisać niezliczonych, skomplikowanych sytuacji; ustawa będzie formułowała pewną ogólną zasadę.
Chcę uspokoić, doskonale zdajemy sobie sprawę, że istnieje możliwość nadużyć, stąd konkretne przepisy prawne będą miały taki kształt, by zapobiegać groźbie eutanazji.
Pełnomocnikiem, który wyrażałby wolę pacjenta (gdy ten nie mógłby tego zrobić) miałaby być wskazana przez niego wcześniej osoba. Osoba taka bierze na siebie odpowiedzialność; to nie jest łatwe, ale myślę, że tam, gdzie jest dwoje ludzi, którzy mają do siebie pełne zaufanie, tam gdzie jest miłość, tam możemy ten ciężar odpowiedzialności przekazywać.
W polskim prawie medycznym kwestia zgody pacjenta, np. zgody na badania czy eksperymenty, jest określona w ten sposób, że pacjent tak naprawdę ma niewiele do powiedzenia.
W myśl standardów Konwencji Bioetycznej będziemy postulowali zwiększenie zakresu prawa pacjenta do decydowania o sobie.

Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej

Dobra propozycja, ale wymaga dopracowania

Tzw. testamentu życia, który miałby być wprowadzony do polskiego prawa, nie wolno wiązać ze zgodą na eutanazję, nie może on być "zleceniem na zabicie pacjenta". "Testament życia" miałby umożliwiać pacjentom podejmowanie decyzji o tym, że lekarze zaprzestaną ich uporczywego leczenia.
Jestem zwolennikiem tego, aby pacjent miał prawo do świadomej zgody na zaprzestanie jego leczenia nie tylko wtedy, gdy jest świadomy i przytomny, ale żeby z wyprzedzeniem mógł wyrażać swą wolę w tym zakresie.
Jednak "testament życia" powinien dotyczyć wyłącznie sytuacji skrajnych, oznaczać niezgodę pacjenta na tzw. uporczywą terapię - gdy chory jest np. podłączony do respiratora, kiedy jest utrzymywany przy życiu kosztem znacznego pogorszenia jakości tego życia. Kwestia wprowadzenia "testamentu życia" do polskiego prawa jest niesłychanie delikatna, skomplikowana i wymaga bardzo precyzyjnych regulacji prawnych.
Odpowiednie zapisy prawne muszą dać lekarzom pewność, że "testament życia" jest rzeczywiście wolą pacjenta, wyrażoną w sposób niewymuszony, świadomy. Oraz że ona faktycznie obowiązuje, że nie została odwołana.
W prawie powinien znaleźć się zapis, zgodnie z którym pacjent będzie mógł w każdej chwili odwołać "testament..." i zmienić swoją decyzję. Należałoby ponadto stworzyć odpowiedni system przechowywania "testamentów". Nie może być tak, że chory nosi ze sobą jakąś karteczkę, na której jest coś napisane i lekarze mają stosować się do takiej dyspozycji.
Dobrym rozwiązaniem byłaby elektroniczna baza danych, w której przechowywane byłyby "testamenty".
Nie mogą one absolutnie być mylone ze zgodą na eutanazję.
Nie chodzi o działania, które miałyby zmierzać do zabicia pacjenta poprzez zaniechanie czy też podjęcie określonych czynności. Nie wyobrażam sobie, aby "testament" stanowił "zlecenie na zabicie". Taka sytuacja nigdy przez środowisko lekarskie nie zostanie zaakceptowana. Lekarze nie są katami.