Prof. Jerzy Zagórski: - Rolników należałoby objąć badaniami okresowymi podobnymi do tych, jakie przechodzą zatrudnieni w zakładach pracy.

Wsi spokojna, wsi wesoła... Nie, tej poetyckiej wizji nie potwierdzają dane statystyczne i opinie lekarzy pracujących w miejscowościach odległych od dużych miast. Kondycja mieszkających na wsi dzieci oraz mężczyzn i kobiet do 20 roku życia jest co prawda nawet lepsza niż ich rówieśników w mieście, ale potem, wraz z upływem lat, stan zdrowia tej populacji gwałtownie się pogarsza. Ludzie w starszym i średnim wieku, pracujący w rolnictwie, są bardziej schorowani niż ich miejscy równolatkowie.
Zdaniem lekarzy znających środowisko wiejskie, rzecz wcale nie w słabej dostępności do specjalistów. - Dzisiaj, kontakt z nami nie jest problemem: są telefony, pomaga rodzina, sąsiedzi. Pacjentów okresowo odwiedzają pielęgniarki, położne środowiskowe. Kłopot w tym, że ludzie na wsi często zgłaszają się do lekarza lub proszą o wizytę domową dopiero wtedy, kiedy mają duże dolegliwości - uważa Beata Walter-Croneck, specjalista medycyny rodzinnej i pediatra z tytułem doktora nauk medycznych, która prowadzi NZOZ Ośrodek Usług Medycznych "Puls" w Wólce Cycowskiej (pow. Łęczna).

Jak lekarz z sołtysem

Doktor Beata Walter-Croneck dodaje: - Właśnie niezgłaszanie się w porę do lekarza rodzinnego powoduje, że wcale nierzadko jedyne, co możemy zrobić z pacjentem, to skierować go do szpitala. Nie dlatego, że chcemy się go pozbyć. Po prostu ilość problemów medycznych, z jakimi do nas w końcu dociera, sprawia, że nie ma już czasu na stopniowe dochodzenie do zdrowia, lecz potrzebne jest leczenie szpitalne.
Usprawiedliwieniem dla takiej niefrasobliwej postawy pacjentów wobec dbałości o własne zdrowie jest codzienność życia na wsi dyktowana rytmem prac gospodarskich. - A co z moim polem i inwentarzem? - pytają ci gospodarze i gospodynie, których lekarze rodzinni prośbą i groźbą nakłaniają do leczenia szpitalnego lub pobytu na turnusie rehabilitacyjnym. Doktor Beata Walter- Croneck przyznaje, że nie raz w takiej sytuacji uzgadniała telefonicznie z rodziną albo z sołtysem, kto zajmie się kurami i prosiakami w opuszczonym na kilka dni gospodarstwie. - Ci ludzie są twardzi, ale tłumaczę im, że nie powinni stawiać na szali swojego własnego zdrowia - mówi pani doktor.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH