Brak dostępu do nowych terapii to gorszy wynik kliniczny

W Niemczech szczegółowym, zindywidualizowanym leczeniem objętych jest 70% chorych na stwardnienie rozsiane (SM). To najwyższy wskaźnik w Europie. Pozostałym 30% pacjentów system nie oferuje terapii przyczynowej, ponieważ na nią nie odpowiadają - mówi w wywiadzie dla Rynku Zdrowia prof. HANS PETER HARTUNG z Kliniki Neurologii w Heinrich-Heine-Universität Düsseldorf.

Rynek Zdrowia: - Jak wygląda sposób diagnozowania i leczenia pacjentów cierpiących na SM w Niemczech?

Prof. Hans Peter Hartung: - W Niemczech wszyscy pacjenci chorzy na SM podlegają przede wszystkim szczegółowej ocenie. Lekarze sprawdzają, w jakim stadium rozwoju jest choroba, jaka jest jej forma - czy pacjent cierpi na postać rzutową, czy wtórnie postępującą. Jak dawno pojawiły się pierwsze objawy i jaka jest aktywność tej choroby.

Poszukujemy tych niedobrych markerów prognostycznych szybkiej progresji choroby, przede wszystkim w rezonansie magnetycznym. Na tej podstawie określamy, czy jest to pacjent wysokiego ryzyka, obciążony szybką progresją choroby.

Po tak dokładnie przeprowadzonej diagnostyce dzielimy chorych na trzy grupy: pacjentów z chorobą o przebiegu łagodnym, umiarkowanym i pacjentów o wysokiej aktywności choroby.

Chorzy z łagodną postacią SM otrzymują standardowe leki, takie jak chorzy w Polsce w leczeniu pierwszoliniowym (interferony), podawane w iniekcjach. Natomiast pacjenci z umiarkowanym przebiegiem od razu otrzymują leki z II linii, np. takie jak tecfidera (fumaran dimetylu), tysabrii (natalizumab) czy inne. Pacjenci z bardzo ciężkim przebiegiem SM otrzymują leki najcięższego kalibru. To jest to, co różni Niemcy i Polskę.

U nas nie zaczyna się od podania najłagodniejszych leków u wszystkich pacjentów, tylko jest ścisłe posegregowanie na podgrupy, i w tych grupach o cięższym przebiegu od razu podawane są leki zdecydowanie cięższe.

- Ilu pacjentów od momentu rozpoznania choroby wkracza od razu na terapię drugoliniową?

- W ośrodku, który ja reprezentuję, zdecydowana większość pacjentów prezentuje obraz choroby o wysokiej aktywności. Dotyczy to aż 50% chorych, i ci pacjenci od razu dostają leki drugiego rzutu. Drugie tyle otrzymuje leki podstawowe.

Ważne jest także to, że chorzy z dużą aktywnością choroby mogą korzystać z leków w Polsce niedostępnych. Mają też zaraz po zarejestrowaniu leku w EU do niego dostęp. I tak np. natalizumab, który uważany jest obecnie za lek o największej skuteczności, w Niemczech zarejestrowany jest od 10 lat, i od tak długiego okresu pacjenci mogą z niego szeroko korzystać. Wzrasta też liczba chorych leczonych gilenią, która jest dostępna w Niemczech od 5 lat i tecfiderą dostępną od 2-3 lat.

- Jakie, z pana doświadczeń, są efekty wynikające z zastosowania tych leków?

- Nowe leki są obecnie stosowane bardzo często. W prowadzonej przez nas obserwacji są one bardzo skuteczne i nie wiążą się z poważnymi działaniami niepożądanymi. W Niemczech, tak jak powinno być obecnie w całej UE, gilenia jest uznawana za lek drugiego rzutu, podobnie zresztą jak natalizumab; tecfidera natomiast uznana jest za lek pierwszego rzutu.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH