Bo życie kabaretem jest...

Grzegorz Góral: - Gram na gitarze i śpiewam. Choć sam układam muzykę, to aranżacje pozostawiam już zawodowcom.

Grzegorz Góral mógłby się przedstawić nam jako doktor nauk medycznych i ordynator, ale woli inaczej, mniej oficjalnie: - Byłem kabareciarzem, grywam na gitarze, występując publicznie - mówi o sobie.

Zresztą nie o zainteresowaniach zawodowych doktora mamy rozmawiać, ale o jego hobby. Jako młody chłopak chciał być dziennikarzem. Marzyła mu się też estrada. W końcu został lekarzem, bo tak doradzili mu rodzice, ale ze swoją pasją grania i śpiewania nie zerwał nigdy. Od osiemnastu lat organizuje koncerty charytatywne dla dzieci.

Był samoukiem. Grał w zespole, który tworzył ze swoimi szkolnymi kolegami z LO im.Kopernika w Częstochowie. Pisał teksty piosenek. Dobrze zapowiadający się i nieźle brzmiący zespół rozpadł się po ukończeniu szkoły. Rozeszły się drogi tworzących go młodych ludzi, których los rozrzucił po świecie. Pianista z zespołu wyjechał do USA, gitarzysta do Niemiec. Niemal jak z piosenki Jacka Kaczmarskiego "Nasza klasa".

Rodzicom młodego i zdolnego Grzegorza nie mieściło się w głowie, że ich syn mógłby zawodowo "za kokotę w kabarecie robić". Ich rozsądek i ambicje spowodowały, że marzenia o dziennikarstwie i estradzie młody Grzegorz porzucił dla medycyny.

Z muzyczną pasją nie rozstał się jednak nigdy. Niemal w każdej wolnej chwili w czasie studiów w Śląskiej Akademii Medycznej chwytał za gitarę.I tak już zostało. Do dzisiaj występuje przed publicznością, śpiewając swoje teksty.

Sceniczne "ekscesy"

Na studiach razem z kolegami założyliśmy kabaret "Bez nazwy" - wspomina Grzegorz Góral. - Był to szczególny czas, a studenckie kluby były swoistą enklawą, gdzie można było mówić i śpiewać o tym, czego oficjalnie nie było. Staraliśmy się w naszych programach nawiązywać do wydarzeń aktualnych. Na swój sposób walczyliśmy z cenzurą, starając się ją oszukać, stosując różne przenośnie, alegorie. Bo choć występy w studenckich klubach były imprezami zamkniętymi, to i tam ona sięgała.

- Czasem co innego przedstawiało się cenzorowi do akceptacji, a co innego mówiliśmy i śpiewaliśmy na scenie. Śmialiśmy się z "wielkiego brata", z "przyjaźni i współpracy" polsko-radzieckiej. Zresztą tematów znajdowaliśmy bez liku. Czasem była to niebezpieczna zabawa, ale generalnie się nam udawało. Raz tylko rektor zawiesił nas za "nieprawomyślne ekscesy".

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH