Luiza Jakubiak | 09-09-2008 12:53

Biznes do zrobienia za Wielkim Murem

Podróbki leków zabijają rocznie ok. 200 tys. Chińczyków. Ale rynek farmaceutyczny w Państwie Środka powoli cywilizuje się, a jeszcze szybciej rośnie.

Ludność Chin - 1,3 mld. Wartość chińskiego rynku farmaceutycznego - co najmniej 20 mld dolarów. To może niewiele, biorąc pod uwagę, że kraj ten zamieszkuje 20% ludności świata (dla porównania USA - 300 mln ludzi i blisko połowa światowego obrotu lekami), ale chiński rynek farmaceutyków rośnie i stwarza wielkie perspektywy - analitycy przewidują, że w 2010 r. ma być piątym największym na świecie.
Chiny to kraj, gdzie gospodarka nadal jest zarządzana centralnie w oparciu o plany 5-letnie, a z drugiej strony przedsiębiorstwa publiczne mają ze sobą konkurować, jak to się dzieje w krajach wolnorynkowych. Do tego zamieszkuje go 1,3 mld ludności. Obok takiego rynku nie można przejść obojętnie.

Potencjał

Ze spisu ludności z 2000 roku wynika, że z 1,3 mld obywateli Chin 88,1 mln to osoby powyżej 65. roku życia. Chińskie społeczeństwo starzeje się w zawrotnym tempie.
Mieszkańców nie ominęły choroby cywilizacyjne. Z danych firmy analitycznej IMS Health za 2003 rok wynika, że najszybciej rośnie zapotrzebowanie na leki w chorobach układu naczyniowego i centralnego systemu nerwowego. Spore możliwości mają producenci leków stosowanych w schorzeniach układu oddechowego, przeciwzapalnych i na wrzody żołądka.
Dodatkowo co czwarty palacz na świecie to Chińczyk, rośnie liczba chorych na AIDS, cukrzycę oraz osób otyłych.
Mimo że spora część ludności to mieszkańcy wsi, praktycznie pozbawieni dostępu do opieki medycznej i do legalnych leków, od lat 80. ubiegłego wieku trwa zjawisko migracji ze wsi do miast.
Napływ ok. 450 mln ludzi spowodował, że dzisiaj w Chinach jest 166 miast powyżej 1 miliona mieszkańców. Tam jest najwyższy w Chinach standard życia.
Szacunkowo ok. 100 mln ludzi jest potencjalnymi odbiorcami nowoczesnych importowanych leków. Ta liczba może się do 2010 roku podwoić.
Rynek chiński to przede wszystkim tradycyjna chińska medycyna naturalna i leki generyczne. Wyjąwszy tę pierwszą kategorię produktów, w 2000 roku wartościowo generyki stanowiły 62% rynku, a leki patentowe tylko 9%. Jak przewidują eksperci, ta różnica między nimi będzie stopniowo topnieć (patrz tabela).

Archaiczna struktura

Rynek producentów farmaceutyków w Państwie Środka jest bardzo rozdrobniony.
Około 6 tys. krajowych wytwórców (z wyłączeniem produkcji leków naturalnych) dzieląc między siebie 70% rynku, konkuruje o drobne udziały. 97% ich produkcji to kopie leków zagranicznych.
Portfolio produktowe takich firm też jest niewielkie - np. 200 firm produkuje ledwie 20 różnych leków. 10 największych chińskich firm farmaceutycznych ma 19-20% rynku.
Struktura własności firm przedstawia się następująco: r 36% - zakłady państwowe r 35% - zakłady prywatne krajowe r 29% - zakłady zagraniczne.
r Przeważa produkcja leków syntetycznych (65%), a 21% to produkty naturalne.
Pozostałe należą do kategorii leków biotechnologicznych.
Czynnikiem, który nieco usystematyzował rynek, było wprowadzenie w 2004 roku wymogów GMP (Dobra Praktyka Produkcji). Powstał organ wzorowany na amerykańskiej FDA - State Food and Drug Administration, który ma kontrolować utrzymanie standardów wytwarzania.
Ponieważ uzyskanie certyfikatu wymagało pewnych nakładów, sporo mniejszych firm z powodu braku środków musiało wycofać się z rynku.
Inne połączyły się w większe podmioty, by sprostać kosztom certyfikacji, co miało wpływ na rozwój trendu konsolidacji.
Jednak, zdaniem ekspertów, nie należy się spodziewać, że w najbliższym czasie w tym gronie wyrośnie krajowy lider, który pociągnie za sobą całą branżę i zacznie ekspansję za granicą na wzór firm indyjskich (np. Ranbaxy Laboratories, który kupił generyczny dział Aventis czy Matrix Laboratories, który przejął belgijską firmę generyczną Docpharma).
Póki co, firmy chińskie mają słabą pozycję rynkową, cierpią na brak innowacji, a niewielkie zyski z generyków produkowanych często poniżej granicy opłacalności nie dają pieniędzy na rozwój.

Niższe koszty

Władze w Pekinie zachęcają zagraniczne firmy do inwestowania w sektor biotechnologii i stwarzają warunki do powstawania innowacyjnych projektów.
Wokół ośrodków akademickich tworzą się klastry, w których otoczeniu działa obecnie ponad 1000 firm biotechnologicznych.
Rządzący tworzą także dogodne warunki do prowadzenia badań klinicznych w Chinach, cechujące się m.in.bardzo liberalnym - z etycznego punktu widzenia - podejściem do prowadzenia badań na embrionach. Nie mówiąc już o kosztach prowadzenia badań, które stanowią średnio jedną trzecią wydatków ponoszonych w USA.
Do dyspozycji międzynarodowych koncernów jest kadra lekarzy i naukowców, a koszt utrzymania etatu dla nich jest dziesięć razy niższy niż w krajach zachodnich.
Dodatkowym atutem jest centralizacja leczenia podstawowych chorób w kilku dużych szpitalach, co ułatwia rekrutację badaczy i pacjentów do badań.
Na inwestorów czekają także zachęty finansowe w postaci ulg podatkowych, którymi starają się przyciągnąć do siebie poszczególne prowincje. Najbardziej rozwinięta gospodarczo jest część południowo- wschodnia i prowincje leżące na wybrzeżu. Dwie z nich generują ponad 20% wartości rocznej produkcji farmaceutycznej.

Przepisy sprzyjają korupcji

Jednak tradycja silnej władzy poszczególnych regionów i ich rywalizacja sięgająca ery Maoistowskiej, kiedy każda z nich miała być samowystarczalna pod każdym względem, także wytwarzania leków, nadal stwarza problemy. Nawet kiedy rząd centralny próbował konsolidować sektor farmaceutyczny, biurokracja i rywalizacja o utrzymanie autonomii torpedowały te wysiłki.
Przed 2001 rokiem, zanim weszła w życie chińska ustawa farmaceutyczna, poszczególne regiony miały prawo prowadzić proces rejestracji leków. W efekcie dublowanie produkcji niektórych generyków przybrało monstrualne rozmiary. W pewnym momencie antybiotyk fluoroquinolone był zarejestrowany i wytwarzany przez ponad 1000 producentów! Dzisiaj poszczególne regiony starają się narzucać na granicach cła czy taryfy, co podnosi i tak mało efektywny koszt dystrybucji.
Wreszcie Chiny mają słabą ochronę praw własności intelektualnej. Na porządku dziennym jest piractwo, kopiowanie i podrabianie, szczególnie na obszarach wiejskich, gdzie szacunkowo 80% leków to produkty sfałszowane. To nie tylko straty finansowe dla koncernów, ale też zgony pacjentów - leki podrobione kosztują życie ok. 200 tys. Chińczyków rocznie.
Zbyt wiele niejasnych przepisów i czasochłonne procedury stwarzają możliwość nadużyć i korupcji.

Z monopolu na giełdę

Model dystrybucji leków w Chinach też pozostawia sporo do życzenia, ale nie wolno zapominać, że mamy do czynienia z krajem o obszarze prawie 10 mln m2...
Przez lata działalność dystrybucyjna podlegała rygorystycznej kontroli rządu i państwowemu monopolowi. Dopiero we wczesnych latach 90. chiński przemysł farmaceutyczny zaczął przechodzić zmiany. Rosła produkcja krajowa leków, rósł import, również liczba hurtowników: z 2,5 tys. w latach 80. do 16 tys.
w latach 90. Wiele z państwowych molochów zostało przekształconych w spółki z udziałem skarbu państwa i weszło na giełdę.
Zjawisko przejęć i akwizycji pozwoliło kilku podmiotom na funkcjonowanie z wykorzystaniem efektu skali, w tym na modernizację i implementację nowoczesnych strategii logistycznych.
Dodatkowo cezurą dla dystrybutorów był rok 2004, kiedy rząd chiński wprowadził zasady Good Supply Practice, co automatycznie wyeliminowało z rynku połowę słabszych podmiotów. W 2004 roku pozostało 7445 firm.
Generalnie jednak także rynek obrotu lekami jest bardzo rozdrobniony i 80% dystrybutorów zaliczanych jest do grona małych przedsiębiorstw. To oznacza konkurowanie o niewielkie udziały w rynku i stosunkowo niewielkie zyski.
Biorąc pod uwagę wysokość sprzedaży, tylko 10 hurtowników przekroczyło w ub.r. dochody w wysokości 127 mln dolarów.
Udział w rynku trzech największych chińskich dystrybutorów w 2005 roku wyniósł ledwie 17% (w USA udział takich trzech dystrybutorów sięga 90%).

Szpitalny handel

Kłopotliwy jest również funkcjonujący model dystrybucji leków bezpośrednio do pacjenta. Podstawowym miejscem wydania leków pacjentowi pozostaje szpital. Około 200 tys. aptek zewnętrznych odpowiada za jedynie 20% dystrybucji.
By złamać monopol szpitali, władze wspierają rozwój aptek. W 2003 roku inwestorzy zagraniczni zostali dopuszczeni do rynku hurtowego i aptecznego.
Również w tym przypadku największy postęp odnotowuje się w prowincjach na wybrzeżu. W Shenzhen apteki zewnętrzne mają już 40% rynku. Powstają nawet sieci aptek, jak Beijing Pharmaceutical, która ma sieć 900 punktów, z czego 270 w samym Pekinie.
Ale szpitale nie tak łatwo chcą się pozbyć intratnego biznesu, który zapewnia im wysokie przychody - placówka z handlu lekami może czerpać nawet 25-60% swoich przychodów.
W praktyce szpitale często faworyzują lokalnych producentów generyków.
Zdobycie "dojścia" do sprzedaży leków szpitalowi, w rozumieniu standardów zachodnich, ociera się o korupcję. Szpital wręcz chce być "zachęcony" do preskrypcji i wydawania poszczególnych leków danego producenta. Zagraniczne firmy muszą poruszać się po bardzo cienkim lodzie, bo ich działania, nawet nie potępione w Chinach, zostaną uznane za korupcjogenne w kraju pochodzenia.
Tak stało się z jedną z amerykańskich firm, która została skazana na karę finansową w USA za przekazanie szpitalowi w Chinach dotacji na zakup testów w zamian za handel lekami tegoż producenta.