Katarzyna Lisowska | 26-11-2014 12:46

Bezpieczny szpital, czyli jaki?

Od kilku lat w Polsce spada liczba zakażeń szpitalnych. Jednak nadal w przypadku np. zakażeń HCV to kontakt z placówką zdrowia pozostaje ich dominującym źródłem. Lecznice wciąż też mają problem z przyznaniem się do zdarzeń niepożądanych i z trudem wyciągają z nich wnioski.

Co zrobić, aby pacjent był w szpitalu bezpieczny, jak zminimalizować ryzyko zdarzeń niepożądanych rozmawiano podczas sesji "Zdrowy szpital - bezpieczny pacjent", odbywającej się w ramach X Forum Rynku Zdrowia w Warszawie.

Jak wskazywał na sesji prof. Andrzej Gładysz, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych, Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w latach 2000-2002 sytuacja w naszych szpitalach, pod względem przypadków zakażeń szpitalnych, uległa zdecydowanej poprawie. Wiązało się to m.in. z wprowadzeniem nowych procedur nastawionych na większe bezpieczeństwo pacjentów.

- O ile w 1995 r. notowano ok. 14,5 tys. zakażeń HBV, w 2013 roku odnotowano "tylko" 370 takich świeżych przypadków - przypominał prof. Gładysz.

- Niestety, nadal w tej małej już grupie zakażonych - w stosunku dla lat poprzednich - aż 50% jest spowodowanych kontaktem z ochroną zdrowia. Biorąc pod uwagę, że w tym przypadku chodzi o wirusa, przeciwko któremu jest szczepionka, mimo wielkich zmian, jakie nastąpiły w opiece nad pacjentem, nadal mamy wiele do zrobienia - komentował profesor.

Możemy

uwolnić szpitale od HCV

Przedstawił także dane dotyczące zakażeń wirusem HCV: - W 2013 roku zarejestrowano 2200 przypadków takich zakażeń. Zdecydowana większość wystąpiła w związku z kontaktem pacjenta z placówkami ochrony zdrowia.

Profesor Waldemar Halota, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych i Hepatologii Collegium Medicum w Bydgoszczy, zaznaczył, że moment zakażenia zwykle nie jest znany. Jednocześnie przyznał, że niezmiernie trudno jest monitorować szpital, by uniknąć zakażeń HCV utajonych, które mogą pojawić się po kilku latach. - Czasami wystarczy poprawa standardów monitorowania zakażeń bakteryjnych - mówił.

Jak wyjaśnił prof. Halota w przypadku tej choroby do diagnozy dochodzi zazwyczaj po wielu latach trwania zakażenia. W 80% przypadków zakażeń dochodzi do przewlekłego zapalenia wątroby. Co piąty przypadek kończy się marskością, a w 1-5% prowadzi do pierwotnego raka wątroby.

Profesor podkreślał, że jeżeli udałoby się w kraju zwiększyć nakłady na leczenie HCV, to udałoby się pokonać epidemię tej choroby.

- Skuteczność najnowszych leków wynosi prawie 100% bez skutków ubocznych nieodłącznie związanych ze stosowanym dotychczas w terapii WZW interferonem. Większość pacjentów będzie mogła z nich skorzystać, jeśli tylko zostaną one objęte refundacją. Zwiększenie nakładów na leczenie HCV oznacza dziś wyeliminowanie rezerwuaru zakażenia i pozbycie się w Polsce problemu HCV już w roku 2030 - podkreślał ekspert.

Prof. Gładysz zaznaczył, że ok. 90% spraw przeciwko szpitalom dotyczy obecnie zakażeń wirusowych i bakteryjnych. W jego opinii najczęściej zawodzą procedury i ludzie.

- Często zdarza się, że dyrektorzy szpitali zasłaniają się posiadanymi certyfikatami i rachunkami za odzież ochronną i środki dezynfekcyjne. Ale to, że je zakupiono, nie znaczy, że zostały użyte - dodał.

Prof. Marek Jasiński, zastępca ordynatora oddziału kardiochirurgii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 7 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiochirurgii, zwracał uwagę, że w większości placówek personel medyczny ma przekonanie, że pracuje na dobrym jakościowo poziomie. Aby to przekonanie zamienić na fakty, potrzeba jednak stałej kontroli przestrzegania procedur, zgłaszania zdarzeń niepożądanych i ich analizowania.

Jak zaznaczał, w walce z zakażeniami potrzebujemy przede wszystkim szczelnego systemu raportowania. - Monitorowanie nie kończy się w momencie wypisania pacjenta ze szpitala. Według WHO, ten moment to 30 dni od wypisu. Sukcesem jest, gdy w efekcie właściwego raportowania zdarzeń niepożądanych, placówka może pochwalić się spadkiem liczby zgonów - podkreślał.

Prof. Jasiński przyznał także, iż wyzwaniem jest monitorowanie zakażeń w zakresie drobnych zabiegów medycznych czy w sytuacji hospitalizacji jednodniowych. Trudno je kontrolować, ponieważ jest ich bardzo dużo, a ponadto nie ma procedur ich monitorowania.

Na przykładzie analizy dokonanej na oddziale kardiochirurgicznym w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 7 SUM Górnośląskim Centrum Medycznym profesor wskazał, że w 2013 roku odnotowano 354 zdarzenia niepożądane. - To 10% zabiegów wykonanych na oddziale. Ale naszym sukcesem jest to, że spadła liczba zgonów z powodu zakażeń - mówił.

Trzeba poznać problem

Profesor Halota odnośnie przedstawionej analizy wskazał, że fakt wykrywania większej liczby zakażeń nie świadczy o pogarszającej się sytuacji epidemiologicznej w danej placówce, ale o rosnącej skuteczności wykrywania tam zakażeń. - Jeżeli tak jak w przypadku prezentowanych danych śląskiego szpitala na tle wykrytych liczby zakażeń udaje się osiągnąć spadek liczby zgonów, to mamy sukces. Bo potrafimy wykryć problem i go rozwiązać - zaznaczył.

- Kiedy słyszymy, że w danym szpitalu zdarzeń niepożądanych nie ma, to można powiedzieć, że tam coś nie gra, jeżeli chodzi o monitorowanie. Nie jesteśmy w stanie uniknąć błędów, ale powinniśmy z nich wyciągać naukę - przekonywał prof. Jasiński i przyznał, że część lecznic wciąż zamiata problem pod dywan i nie raportuje takich przypadków.

Kardiochirurg wyjaśniał, że tylko odnotowując wszystkie takie przypadki, można uczynić daną lecznicę bezpieczną. - Jak to zrobić? Do tego potrzeba szczelnego systemu raportowania, następnie analizy i możliwości dyskusji na różnych szczeblach działalności placówki nad tym, co się wydarzyło, po to, by szukać sposobu poprawy procedur - tłumaczył i dodał, że system akredytacji wymaga od placówek takiego raportowania.

Pracownik

też musi być bezpieczny

Jak wskazywał prof. Andrzej Gładysz, mówiąc o bezpiecznym szpitalu, nie można ograniczyć się do kwestii bezpieczeństwa pacjentów, ale trzeba też pamiętać o bezpieczeństwie pracowników placówki.

Przypomniał, że poprawę warunków pracy w placówkach ochrony zdrowia w zakresie ekspozycji zawodowej reguluje rozporządzenie ministra zdrowia. - Przepisy nakładają na dyrekcje placówek ochrony zdrowia obowiązek zapewnienia pracownikom bezpiecznego kontaktu z ostrymi narzędziami. Co pół roku pracodawcy muszą też przygotowywać raport o bezpieczeństwie i higienie pracy w danej placówce - podkreślał specjalista, zaznaczając, że w jego opinii część prowadzących placówki zdrowia wciąż powyższe obowiązki bagatelizuje.

Liczba pacjentów przebywających w środowisku szpitalnym sprawia, że jest ono obszarem zagrożenia mikrobiologicznego. Dlatego zakażenia szpitalne występują wszędzie i we wszystkich lecznicach. Głównym winowajcą tego stanu jest brak odpowiedniej higieny i procedur sanitarnych. Specjaliści w czasie sesji przypominali, że potencjalne przyczyny środowiskowych zakażeń szpitalnych to: brudne ręce personelu i odzież personelu, niejałowy sprzęt medyczny, niewłaściwe sprzątanie otoczenia pacjenta.

Największe skażenie dotyczy obszaru w bliskim otoczeniu pobytu pacjenta, m.in. łóżko, toaleta, włączniki światła czy podłoga.

- Bakterie i wirusy w powierzchniach twardych mogą przetrwać nawet kilka miesięcy. By doszło do zakażenia nimi, wystarczy dotknąć ręką zanieczyszczonej powierzchni - zaznaczała Maria Karczewska, zastępca dyrektora ds. pielęgniarstwa w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Koninie.

Jak wyjaśniała, pozbyć się tych zagrożeń pozwala jedynie właściwe wykonywanie procedur utrzymania czystości. Czyli takie mycie, które zabija drobnoustroje. To zaś oznacza konieczność przestrzegania ściśle wyznaczonych procedur.

- Główną drogą przenoszenia drobnoustrojów są ręce personelu medycznego. Znamy techniki dezynfekcji rąk, ale to nie znaczy, że zawsze je stosujemy. Na intensywnej terapii - tak, ale już na innych oddziałach wygląda to różnie. Generalnie, najczęściej ręce myją pielęgniarki - mówiła Karczewska i podkreślała, że dla minimalizowania transmisji zakażeń ważna jest higiena rąk nie tylko personelu medycznego, ale też pacjentów i odwiedzających ich osób.

Eksperci zwracali uwagę, że utrzymanie czystości w szpitalu wymaga szczególnej staranności od personelu sprzątającego, który najczęściej dysponuje manualnymi metodami dekontaminacji. - W sytuacji zlecania takich czynności firmom zewnętrznym, ważne jest właściwe przeszkolenia takich osób do pracy. Utrzymanie czystości w szpitalu wymaga także wdrożenia nadzoru nad procesem sprzątania - zaznaczała dyrektor Karczewska.

Nowe technologie

Jarosław Czapliński, kierownik działu dezynfekcji i centralnej sterylizacji w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu, przypomniał, że prawidłowo przygotowane narzędzia medyczne mają decydujące znaczenia dla bezpieczeństwa pacjenta. Jak podkreślał, sytuacja w tym zakresie zdecydowanie poprawi się dzięki upowszechnieniu nowoczesnych technologii.

- Jeżeli w szpitalu funkcjonuje centralna sterylizatornia wyposażona w kompleksową technologię i pracują w niej fachowcy, to w takim szpitalu ryzyko zakażeń generowanych przez instrumentarium medyczne jest znikome. Problemem w Polsce jest to, że takich placówek jest za mało. Oczywiście ideałem byłoby, żeby każdy szpital miał własną centralną sterylizatornię, tak jak ma to miejsce np. we Francji - mówił Jarosław Czapliński.

Jak przyznał Piotr Osowski, prezes Impel Rental PRO Sp. z o.o., nowe technologie pomagają także zadbać o serwis odzieży w szpitalu. Kompleksowe rozwiązania dotyczące bielizny, odzieży szpitalnej dają danej placówce gwarancję usług na odpowiednio wysokim poziomie.

- Prawidłowy serwis w zakresie brudnej bielizny i odzieży umożliwia nam oznaczenie trasy danej odzieży. Zaszyte w bieliźnie elektroniczne znaczniki pozwalają prześledzić, ile razy dany pracownik szpitala oddał do prania swoje ubranie. Czy przez przypadek nie chodził w niej dwa tygodnie...

- Co ważne, stosując nowe technologie przy tzw. rentalu odzieży, możemy stwierdzić, czy po kilkukrotnym użyciu odzież nadal nadaje się do użytkowania. Nie ma mieszania bielizny pomiędzy oddziałami - wyjaśniał prezes Osowski.

Jak podkreślał, także kosztowo ten system jest łatwiejszy do zarządzania.