Walczy ze stereotypem, że wędkarz to dziadek, który siedzi na stołeczku i patrzy w spławik, co jakiś czas przysypia i tak mija mu dzień

Doktora Michała Michalika odwiedziliśmy przed świętami Bożego Narodzenia, które może kojarzą się nie tyle z wędkarstwem - pasją naszego rozmówcy - ale na pewno z rybą...
Okazuje się jednak, że próżno szukać u doktora lakierowanych głów okazałych szczupaków na ścianie. Od czasu tej rozmowy raczej będę się zastanawiać, która z ryb w sklepie dostała... całusa od doktora. Wędkarstwo w wydaniu Michała Michalika to przepiękna przygoda, ciekawe wyprawy oraz miłość i szacunek do przyrody.
- Jako trzyletni chłopiec już trzymałem wędkę. Rodzice opowiadają, że gdy gdzieś siedział jakiś wędkarz, to ja natychmiast siadałem obok niego, przepychałem go i w to samo miejsce rzucałem wędkę. Im byłem starszy, tym bardziej rosła we mnie ta pasja - opowiada nam doktor .

Cel: drapieżnik

Na początku zafascynowały go polskie rzeki, później zaczął łowić na całym świecie. Nie poluje jednak na spokojne rybki, interesują go drapieżniki, które są trudniejszą, bardziej wymagającą zdobyczą. Najpierw łowił tylko w polskich rzekach. Później zaczęło się to zmieniać.
- Świat stanął otworem i teraz w każdej wolnej chwili wsiadam w samolot i lecę na ryby. W piątek wylot, w niedzielę powrót.
Okazuje się, że od startu z Okęcia do chwili, gdy łapię pierwszego szczupaka w Szwecji, mijają zaledwie trzy godziny! Często zdarza się, że w trzy godziny nie dojechałbym na Mazury, a tak po trzech godzinach jestem w zupełnie innym wymiarze, w miejscach, gdzie są ogromne ryby. Tych miejsc nikomu oczywiście nie zdradzę. Tam można się wybrać w grupie zaufanych przyjaciół, którzy również nie zdradzą tej tajemnicy.
Wtedy łapię takie ryby, o których człowiek nawet nie śnił...
O łowieniu dla zabijania mówi niemal z obrzydzeniem: - Hołduję zasadzie: złap i wypuść. Wędkarstwo to także moja ogromna miłość do ryb. Trzeba je zawsze po długiej walce delikatnie wyjąć, obcałować, sfotografować i wypuścić do wody.
Fotografie ryb kataloguje. Nagrywa też filmy, pokazujące holowanie czy wyciąganie ryby.
- Ryby przeze mnie złowione są zawsze mocno obcałowane. Zapewne myślą sobie po wodą: niech mnie kłuje, robi co chce, tylko żeby mi tego buziaka nie dawał! - śmieje się doktor Michalik .

Zajęcie bardzo aktywne

To stereotyp, że wędkarz to dziadek, który siedzi na stołeczku i patrzy w spławik, co jakiś czas przysypia i tak mija mu dzień.
- Wędkarstwo to zajęcie bardzo aktywne. Taka wyprawa zaczyna się, jeszcze zanim wyruszymy z przyjaciółmi na ryby. Przygotowujemy dokładnie mapy terenu, wody oraz głębokości i dna. Musimy wiedzieć, czy dno jest np. skaliste, czy są tam zwalone drzewa.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH