Nie tylko w Polsce trwa dyskusja nad modelem dystrybucji leków. Na ostatnim spotkaniu Światowej Organizacji Farmaceutycznej rozmawiano m.in. o łańcuchach aptek, roli indywidualnych aptek, zasadach ich współpracy z hurtowniami.<

Zdania w wielu kwestiach są podzielone. Różne opinie można także usłyszeć także w naszym środowisku aptekarskim. W Polsce jest ok. 8 tys.właścicieli indywidualnych aptek, a pracuje w nich 23 tys. farmaceutów. Ich stanowisko - także w sprawie sieci aptekarskich - jest często jest zupełnie odmienne od właścicieli.

Partnerzy w biznesie

Hurtownia, jeśli dysponuje siecią aptek, dba o to, aby parametry ekonomiczne i merytoryczne były w tych aptekach na najwyższym poziomie. Polemizowałbym z poglądem wielu naszych aptekarzy, jakoby hurtownie miały taki oto model działania: "Budujemy sieć aptek, aby uniemożliwić rozwój aptek indywidualnych". Otóż w wielu krajach, a taka tendencja zauważalna jest także w Polsce, najwięksi producenci chcą bezpośrednio dostarczać leki do aptek. Z tego powodu, w sposób naturalny, duże organizacje hurtownicze - tam gdzie można - przejmują apteki.
W niektórych krajach, m.in. Czechach, jest pojęcie łącznej marży. Hurtownicy określają marżę wraz ze swoimi partnerami - aptekarzami: "Ja wezmę tyle, a ty tyle...". Hurtownia może w ten sposób premiować tych aptekarzy, którzy są lepszymi partnerami biznesowymi od innych.

Na telefon

Polsce klasyczna hurtownia ponosi dziś duże ryzyko handlowe. Kupuje leki u producenta, magazynuje je w w warunkach wymaganych przez dobrą praktykę dystrybucyjną (a te są coraz wyższe), wreszcie dostarcza produkt do apteki.
W polskich aptekach trzyma się z reguły bardzo ograniczoną pulę leków. Funkcje magazynowe wobec apteki pełni więc hurtownia. I na telefon, 1-2 razy dziennie ta hurtownia, chcąc konkurować z innymi, musi dostarczyć lek do apteki.
Są kraje, gdzie producenci uruchamiają własną logistykę dostaw leków do aptek. Natomiast w RPA jest osobna, wyspecjalizowana firma logistyczna, świadcząca takie usługi dla wielu producentów na zasadach komisowych.
Mówiąc o przejmowaniu aptek, przywołuje się ostatnio przykład Norwegii. Znaczna część norweskich aptekarzy od kilku pokoleń, sprzedała swoje apteki. Stali się jedynie ich pracownikami. Dlaczego? Bo w tej branży powstał wolny rynek, a duży kapitał nagle uzyskał szanse wejścia w sektor aptekarski.

Bez wyłączności

Stało się tak, bo politycy zadecydowali, że dotychczasowi aptekarze nie mogą mieć wyłączności na prowadzenie apteki. Kapitał ów masowo przejmował więc w Norwegii rodzinne apteki, gdyż dawał za nie dobrą cenę.
Aptekarze wyszli tam z czysto biznesowego punktu widzenia: "Skoro i tak nie utrzymam się w tej nowej, rynkowej rzeczywistości, to sprzedam aptekę".
Natomiast w Wielkiej Brytanii indywidualni aptekarze sami się organizują. Tworzą wizerunek grup aptek i stawiają czoła sieciom.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH