Andrzej Nabzdyk: życie po katastrofie

Andrzej Nabzdyk: bycie rencistą, z wielu przyczyn, ale także i finansowych, nie wchodziło w rachubę

Trzy obrazki.

Pierwszy:

17 lutego 2009 r. TVN 24 podaje: w Bu-dziszowie k. Wrocławia rozbił się śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dwóch członków załogi nie żyje. Jeden ocalał. Jest w stanie krytycznym. Reporter nadaje: zginął pilot Janusz Cygański i pielęgniarz Czesław Buśko, przeżył lekarz Andrzej Nabzdyk. Termiczna folia zasłania twarz ocalonego.

Drugi:

5 marca. W telewizji relacje na żywo ze specjalnej konferencji prasowej z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu z udziałem ocalonego. Dr Nabzdyk jest już po amputacji lewej nogi. Dziękuje lekarzom za ocalenie życia.

Trzeci:

15 października. Centrum Zarządzania Kryzysowego wrocławskiego magistratu. Kolejny dzień pracy Andrzeja Nabzdyka - w tym miejscu lekarza inspekcyjnego.

Nie spodziewałem się, że to taki wielki facet. Nie tylko dlatego, że ma dwa metry wzrostu bez paru centymetrów...

* * *

- Długo był pan na L4?

- Dla mnie zbyt długo. Dokładnie 178 dni. Zbyt długo, bo wypadłem na sześć miesięcy z obiegu.

- Tak bardzo się panu spieszyło do pracy? Pragmatyzm pana gnał do niej czy może - nazwijmy to - etos pracy?

- A uwierzy pan, że jedno i drugie?

- W pragmatyzm - owszem, w ten drugi czynnik, po tym, przez co pan przeszedł, już nieco ciężej mi uwierzyć...

- To niech pan uwierzy, że wtedy, 17 lutego, byłem przygotowany na śmierć. Powiem tak: gdyby to się wydarzyło inną porą roku, gdyby wówczas było ciepło, to byśmy teraz nie rozmawiali... Ale to, że byłem przygotowany na śmierć, nie znaczy, że myślałem, iż umrę. Nie, uważałem, że mam spore szanse, by przeżyć. Dlaczego? Jakby tu powiedzieć, by nie być posądzonym o jakąś nieskromność czy pychę... Trochę się znam na tym, czym się zajmuję...

- I po tym, jak się skończyło zwolnienie i stwierdził pan, że jest za młody, by wieść żywot rencisty, postanowił pan wrócić do pracy, jak gdyby nigdy nic się nie stało... A może dlatego, by zapomnieć o tym, co się stało. Ciężko jakoś uwierzyć, że po stracie nogi człowiek czuje się tak, jakby mu wypadło trochę włosów...

- Katastrofę, sam jej moment, mówiłem to już wiele razy, pamiętam jak przez mgłę. Zupełnie inaczej było z czasem, jaki spędziłem, leżąc w śniegu. Godzina dwadzieścia pięć minut minęła, nim przy śmigłowcu pojawiły się służby ratunkowe...

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH