W kraju śmiertelność okołourazowa ofiar wypadków w okresie pierwszych godzin wynosi 20%. W państwach zachodnich jest prawie 3-krotnie niższa: od 4 do 8%. Dlaczego polski system ratownictwa medycznego radzi sobie gorzej niż większość krajów Europy?

Nasze ratownictwo medyczne wykonuje część zadań, do których nie zostało powołane. Ten system potrzebuje nie tylko pieniędzy, ale i mądrej organizacji. Jednym z zasadniczych problemów do rozwiązania jest oddzielenie zadań systemu od zadań podstawowej opieki zdrowotnej. Dzisiaj system ratowniczy często leczy banalne przeziębienia Kowalskiego, umożliwia mu szybkie i darmowe wykonanie badań laboratoryjnych lub uzyskanie porady specjalistycznej.
To ratownik, a nawet i lekarz systemu przyjeżdża dyżurującą karetką do pacjenta, który nie wie, gdzie szukać pomocy głuchą nocą czy w weekend.
- Ambulanse jeżdżą, zastępując lekarza rodzinnego i obsługę socjalną, a do szpitalnych oddziałów ratunkowych trafiają osoby, których dolegliwości można wyleczyć, przepisując receptę - irytuje się profesor Juliusz Jakubaszko, od września konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej.

1400 zespołów

Słowem, system wykonuje część zadań, do których nie został powołany. To jeden z powodów wydłużania czasu dotarcia karetek na miejsce wypadku, "zakorkowania" SOR-ów banalnymi przypadkami i permanentnego niedofinansowania systemu.
Profesor Jerzy Karski, były konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, mówi podobnie: - Mamy jeden z najwyższych w Europie wskaźników liczby karetek w stosunku do liczby mieszkańców. Liczba dyżurujących ambulansów jest nawet wyższa niż zakładają to normy obowiązujące w krajach "starej" Unii. Przecież działa w kraju ponad 1400 zakontraktowanych zespołów ratownictwa medycznego. Nawet w tak bogatym państwie jak Niemcy nie ma takiej liczby zespołów. Karetki są źle wykorzystane. Pozostają w stałej gotowości, a mimo to ambulansów brakuje. Dzieje się tak właśnie m.in. dlatego, że ich zespoły wykonują inne zadania, niż te przewidziane dla systemu ratownictwa.
Tak naprawdę ciągle nie ma pomysłu, jak zapewnić pacjentom dobry dostęp do podstawowej opieki lekarskiej przez 24 godziny na dobę. Pogotowie wciąż więc pozostaje przychodnią na kółkach, a szpitalne oddziały ratunkowe zajmują się np. wyciąganiem kleszczy. I pewnie nie szybko się to zmieni.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH