Kiedy pytam Alinę Solecką z Radomia, która dzisiaj żyje dzięki nerce oddanej jej przez młodszego brata Leszka, jak scharakteryzowałaby dawcę, pada natychmiast odpowiedź: - Dawca to osoba o silnej psychice, bo świadomie pozbywa się ze swojego organizmu zdrowego, dobrego organu, z którym ja mogłabym dalej żyć...

Narząd przyjął się i funkcjonuje bardzo dobrze. Tak dobrze, że teraz mieszkanka Radomia słyszy od lekarzy w czasie badań kontrolnych: - Pani na nerkę to nie umrze...
Rozmawiamy pięć lat po przeszczepie, kiedy można już sobie pozwolić spojrzeć na całe zdarzenie z dystansu. Ale na początku były wątpliwości. - Przede wszystkim, czy dobrze robimy: ja, że się godzę na tę nerkę, a brat, że chce mi ją dać - nasza rozmówczyni sięga pamięcią wstecz. - W końcu brat miał wtedy 33 lata, stosunkowo niedawno założył rodzinę, był ojcem małych dzieci.
Tuż przed samą operacją Leszek Grabowski zajrzał jeszcze do siostry.
Wtedy ponownie usłyszał od niej, że jeżeli chce się teraz wycofać, to niech tak zrobi i nikt nie będzie miał mu tego za złe. - Chyba zgłupiałaś - żachnął się i poszedł na zabieg.

Wszystko, tylko nie dializy

Tuż po operacji pojawiło się - jak określa pani Alina - "niesamowite" uczucie: strach, ale nie o siebie, tylko o brata.
Ulżyło, kiedy wreszcie dotarła do niej wiadomość, że brat po zabiegu czuje się dobrze. Sześć dni później mógł już opuścić szpital. Wtedy osobą, która była łącznikiem pomiędzy nimi, był Ale spokój nie trwał długo. Zaczęły chodzić po głowie najgorsze myśli, że brat nie dba o siebie, nie przestrzega zaleceń lekarzy, że robi to, czego nie powinien po takiej operacji. - Gdyby mu coś się stało, to chyba bym umarła. Wyrzuty sumienia nie dałyby mi żyć - przyznaje mieszkanka Radomia.
Teraz, kiedy jest wszystko dobrze i wystarczą wizyty kontrolne raz w roku, tego lęku już nie ma. Pytam Alinę, czy w ogóle nie towarzyszył jej przed operacją strach o siebie. Przecież przeszczep nie musiał się udać, nerka nie musiała się przyjąć, sam zabieg mógł się różnie zakończyć.
Okazuje się, że zwyciężyła determinacja.
Choroba nerek pojawiła się dawno temu i już wtedy lekarz uprzedził, że kiedyś może dojść do konieczności dializowania. I tak się stało. Kiedy ten dzień nadszedł, zastał kobietę w pełnej życiowej aktywności. Była praca w banku, dom, rodzina.
- Dializy znosiłam bardzo źle. Lekarz tłumaczył, że są chorzy, którzy są dializowani pięć lat i dłużej. Ale dla mnie to było nie do zniesienia, mimo że dializy były tylko dwa razy w tygodniu - wspomina.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH