Prof. Paweł Lampe, nim wszedł na wyżyny chirurgii, chodził po Himalajach

Wcześniej spodobały mu się góry, potem dopiero medycyna. Kto wie, jak by się potoczyły jego losy, gdyby zdobywanie gór wszelakich wzięło górę nad chirurgią? Na szczęście Paweł Lampe w odpowiednim momencie stwierdził, że lepiej leczyć ludzi niż spędzać tygodnie sześć kilometrów nad poziomem morza. Nawet i wtedy, gdy szczyty zdobywa się będąc lekarzem wyprawy.
- Bo tak sądzę, że alpinizm jest niczym innym, jak dogadzaniem własnej próżności. W pewnym wieku trzeba spoważnieć... Jak słyszę opowieści, że kogoś pcha na najwyższe szczyty adrenalina, to trochę śmiać mi się chce. Adrenaliny nie brakuje mi, gdy operuję... - wyznaje prof. Paweł Lampe, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Przewodu Pokarmowego w katowickim Centralnym Szpitalu Klinicznym Śląskiej Akademii Medycznej.
Profesor pochodzi z Bielska-Białej.
Tam działa Klub Wysokogórski. Góry wyższe od Skrzycznego są w Tatrach.
I tam jeździł uczeń Paweł. Tak mu się podobało to chodzenie po graniach, że będąc w XI klasie zapisał się do Beskidzkiego Klubu. Na studiach medycznych ze wspinaczek nie zrezygnował, a nawet wręcz odwrotnie. Do gór przekonał swoją narzeczoną. Ona z kolei swoje koleżanki. Góry czarują.
- O tak, oczarowałem narzeczoną.
Teraz sądzę, że trochę szpanowałem tym zamiłowaniem do wspinania się po graniach.
Skutecznie. Narzeczona została żoną - uśmiecha się nasz rozmówca.

Atlas i Luftwaffe

W 1977 r. Paweł Lampe był już lekarzem.
Miał otwarty przewód doktorski i żonę, której też alpinizm przypadł do gustu.Wraz z innymi fascynatami postanowili zorganizować wejście na Jebel Toubkal: 4167 metrów, Maroko, Atlas Wysoki. Profesor z nostalgią wspomina tę pierwszą większą wyprawę, pokazując z tych czasów fotki w tonacji ORWO-Kolor. Pojechali w strony, gdzie od zakończenia II wojny światowej nie widziano Europejczyków, o czym dowiedzieli się na… miejscu.
- I przekonaliśmy się także, że trochę pomyliliśmy się w rozpoznaniu terenu.
Wiedzieliśmy, że będzie gorąco, ale nie przypuszczaliśmy, iż będzie za dnia 56 stopni plus, a nocą grubo poniżej zera.
To było najbardziej męczące w całej tej wyprawie, bo góry się nie zdobywało, lecz na nią się podchodziło. To była bardziej przygoda niż jakiś wyczyn.
Schodząc ze szczytu, trafili na niemiecki samolot z czasów II wojny.
Był zniszczony, ale nie rozebrany.
A to oznaczało, że od tamtych czasów w tym miejscu nie było człowieka, a już z pewnością Europejczyka! - Nie brakowało za to skorpionów.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH