W 2008 roku po raz pierwszy obowiązują testy jakości. Problem polega na tym, że powinny być robione dwa rodzaje testów: podstawowe, wykonywane przez użytkownika i specjalistyczne, przeprowadzane przez uprawnione do tego zewnętrzne pracownie.
– Niestety, wśród pracowni zewnętrznych są takie, które robią to źle. Z informacji uzyskanych w wojewódzkich inspektoratach sanitarnych wynika, że na ponad 20 pracowni co najmniej 10 robi je nierzetelnie. Może wprowadzenie akredytacji coś poprawi? – zastanawia się Ryszard Kowski. – Do końca 2010 roku na wykonywanie takich testów wystarczy jednak zgoda wojewódzkiego sanepidu. Akredytacja natomiast stanie się obowiązkowa pod koniec 2010 roku.
W Centrum Akredytacyjnym trwają w tej chwili prace nad stworzeniem zasad akredytowania pracowni. Te istniejące wyposażyły się już w sprzęt do wykonywania testów – ten do wykonywania testów dla ogólnej radiologii, nie licząc mammografii, tomografii, kosztuje ponad 100 tys. złotych. Teraz pracownie będą musiały zdobyć się na kolejny wysiłek finansowy – wyłożenie minimum 20 tys. na uzyskanie akredytacji, a później kilku tysięcy rocznie na jej utrzymanie.
Tylko czy ten wysiłek pracowni aspirujących do roli swoistego kontrolera – wobec faktu nierzetelności wykonywanych testów – wszystkim pracowniom zewnętrznym się opłaci?
Czekanie na ministerstwo
Ryszard Kowski twierdzi, że wszyscy czekają z utęsknieniem na zatwierdzenie przez Ministerstwo Zdrowia składu komisji do spraw tzw. procedur wzorcowych. Komisje mają precyzyjnie określić, jakie badania i jakimi aparatami mogą być robione.
Określenie parametrów i komputerowa baza danych o sprzęcie w Polsce, która zgodnie z rozporządzeniem ma powstać za 1,5 roku, będzie podstawą do wydania zgody pracowniom na wykonywanie tych procedur, do których są sprzętowo przygotowane. Czeka na to również NFZ.
– Jednak bez zatwierdzenia składów komisji nie pójdziemy do przodu i nie poprawimy jakości – mówi Ryszard Kowski.
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka