GRUPA PTWP

Oblężone tomografy: zły system skierowań, czy źle pojęte oszczędności?

  • Iwona Bączek/Rynek Zdrowia
  • 08-04-2009 06:35

O tomograf łatwiej jednak, niż o radiologa. Prof. Andrzej Urbanik podkreśla, że w tej specjalności dokonuje się właśnie wymiana pokoleniowa. Młodzi specjaliści (u prof. Urbanika szkoli się ich 45) muszą przejść przez „sito z bardzo małymi oczkami”. Szkolenie jest znacznie trudniejsze i bardziej czasochłonne, niż to, które mają za sobą ich starsi koledzy, daje jednak znakomite przygotowanie. Młodzi specjaliści nie bardzo się jednak spieszą do prowincjonalnych ośrodków, gdzie ich brak bywa odczuwany najbardziej. Na szczęście rozwija się teleradiologia...

Na diagnostyce nie oszczędza się
Tak uważa Krystyna Płukis, dyrektor Szpitala Zachodniego w podwarszawskim Grodzisku Mazowieckim. Zasada jest prosta: źle zdiagnozowany pacjent wróci do placówki, a jego leczenie będzie kosztowało znacznie więcej. Dlatego w Szpitalu Zachodnim na każdego chorego przypada średnio 8 badań. Na tomografię czeka się tutaj 7-10 dni. W 2008 r. pracownia TK przeprowadziła 6007 badań, a rezonansem magnetycznym zdiagnozowano 232 osoby. Tylko w styczniu br. badaniu tomograficznemu poddano 445 pacjentów. Do Grodziska przyjeżdżają się leczyć mieszkańcy całego Mazowsza.

Na pytanie, dlaczego tak długo trzeba czekać na badanie TK w innych szpitalach, dyrektor Płukis odpowiada krótko: lecznice oszczędzają. Najbardziej liczy się wynik finansowy, najmniej - pacjent.

– Szpital albo ma misję, albo nie – podkreśla Krystyna Płukis. – Ponieważ uważam, że poprawna jest ta pierwsza odpowiedź, zabezpieczam dyżur radiologa przez całą dobę. W ten sposób pacjenci lecznicy nie blokują pacjentów ambulatoryjnych, a na opis badania nie czeka się dwa tygodnie lub nawet dłużej. To naturalnie kosztuje. Dlatego wiele szpitali wykazuje, stając do konkursu ofert, że ma radiologów, po czym w praktyce wychodzi na jaw co innego. Prawdą jest, że brakuje lekarzy tej specjalności, ale w tym właśnie tkwi sedno: trzeba im sporo zapłacić.


dramat
  • 2009-04-25
  • 12:35:01
  • ~radiolog
mam do dyspozycji prawie nowiutki 6-rzędowy tomograf, na nasze potrzeby najzupełniej wystarczający jesli chodzi o stronę techniczną + dodatkowa konsola robocza i piękne obrazki.
I mogę na nim robić po ok.5-6 pacjentów NFZ-owych dziennie. A moglibyśmy ze 30-40 i sprzęt nawet by się nie spocił.
Nie jest prawdą, że badania są źle finansowane - uważam, ża po raz pierwszy od kilku lat procedury są wreszcie rozpisane rozsądnie i cena za nie jest niezła. Nie najlepsza, ale niezła.
Dramatem jest nasz kontrakt, co obecnie daje termin oczekiwania na połowę czerwca (mimo, że w okolicy jest jeszcze kilka TK - piszę ze Śląska).
Natomiast jesli chodzi o tą sytuację z terminem, to kolejki są wyłącznie na skierowanie z NFZ - czyli pacjenci z poradni, czyli nie wymagający natychmiastowej diagnostyki.
A pacjent jej wymagający, to znaczy, że ciężko chory i powinien zostać przyjęty do szpitala i w ramach tej hospitalizacji zostać "od ręki" zdiagnozowanym. No i tu nie ma pojęcia kolejki, bo szpital robi to sam i na swój koszt i często we własnej pracowni.
No chyba, że jej nie ma.
No chyba, że nie ma radiologów w odpowiedniej ilości.
I u nas też jest taka sytuacja, że nie ma kto pracować, bo radiologów jak na lekarstwo (choć my akurat mamy 100% zdawalność specjalizacji) i mamy problem z obstawieniem dyzurów. A przez teleradiologię badania usg się nie zrobi i zdjęcia nie opisze (zwłaszcza, że nie mamy cyfrówki).
Temat egzamonów, to kolejna bajka. Nam akurat udało się zdać "od strzału" chociaż nie pracujemy w jakimś "wiodącym" ośrodku.
Kolejna bajka to wymiana pokoleniowa - w naszym mieście od kilku lat nie pojawił się żaden kandydat na radiologa, a tu jeszcze może kilka osób odpaść z powodu kłopotów z ukończeniem jednostopniowej specjalizacji.
Pat na całego.
PARTNER PORTALU
partner portalu rynekzdrowia.pl
reklama
Przetargi
Wyszukiwarka ofert przetargów UZP
Praca
Wyszukiwarka ofert pracy
Copyright by Rynek Zdrowia