Na diagnostyce nie oszczędza się
Tak uważa Krystyna Płukis, dyrektor Szpitala Zachodniego w podwarszawskim Grodzisku Mazowieckim. Zasada jest prosta: źle zdiagnozowany pacjent wróci do placówki, a jego leczenie będzie kosztowało znacznie więcej. Dlatego w Szpitalu Zachodnim na każdego chorego przypada średnio 8 badań. Na tomografię czeka się tutaj 7-10 dni. W 2008 r. pracownia TK przeprowadziła 6007 badań, a rezonansem magnetycznym zdiagnozowano 232 osoby. Tylko w styczniu br. badaniu tomograficznemu poddano 445 pacjentów. Do Grodziska przyjeżdżają się leczyć mieszkańcy całego Mazowsza.
Na pytanie, dlaczego tak długo trzeba czekać na badanie TK w innych szpitalach, dyrektor Płukis odpowiada krótko: lecznice oszczędzają. Najbardziej liczy się wynik finansowy, najmniej - pacjent.
– Szpital albo ma misję, albo nie – podkreśla Krystyna Płukis. – Ponieważ uważam, że poprawna jest ta pierwsza odpowiedź, zabezpieczam dyżur radiologa przez całą dobę. W ten sposób pacjenci lecznicy nie blokują pacjentów ambulatoryjnych, a na opis badania nie czeka się dwa tygodnie lub nawet dłużej. To naturalnie kosztuje. Dlatego wiele szpitali wykazuje, stając do konkursu ofert, że ma radiologów, po czym w praktyce wychodzi na jaw co innego. Prawdą jest, że brakuje lekarzy tej specjalności, ale w tym właśnie tkwi sedno: trzeba im sporo zapłacić.
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka
I mogę na nim robić po ok.5-6 pacjentów NFZ-owych dziennie. A moglibyśmy ze 30-40 i sprzęt nawet by się nie spocił.
Nie jest prawdą, że badania są źle finansowane - uważam, ża po raz pierwszy od kilku lat procedury są wreszcie rozpisane rozsądnie i cena za nie jest niezła. Nie najlepsza, ale niezła.
Dramatem jest nasz kontrakt, co obecnie daje termin oczekiwania na połowę czerwca (mimo, że w okolicy jest jeszcze kilka TK - piszę ze Śląska).
Natomiast jesli chodzi o tą sytuację z terminem, to kolejki są wyłącznie na skierowanie z NFZ - czyli pacjenci z poradni, czyli nie wymagający natychmiastowej diagnostyki.
A pacjent jej wymagający, to znaczy, że ciężko chory i powinien zostać przyjęty do szpitala i w ramach tej hospitalizacji zostać "od ręki" zdiagnozowanym. No i tu nie ma pojęcia kolejki, bo szpital robi to sam i na swój koszt i często we własnej pracowni.
No chyba, że jej nie ma.
No chyba, że nie ma radiologów w odpowiedniej ilości.
I u nas też jest taka sytuacja, że nie ma kto pracować, bo radiologów jak na lekarstwo (choć my akurat mamy 100% zdawalność specjalizacji) i mamy problem z obstawieniem dyzurów. A przez teleradiologię badania usg się nie zrobi i zdjęcia nie opisze (zwłaszcza, że nie mamy cyfrówki).
Temat egzamonów, to kolejna bajka. Nam akurat udało się zdać "od strzału" chociaż nie pracujemy w jakimś "wiodącym" ośrodku.
Kolejna bajka to wymiana pokoleniowa - w naszym mieście od kilku lat nie pojawił się żaden kandydat na radiologa, a tu jeszcze może kilka osób odpaść z powodu kłopotów z ukończeniem jednostopniowej specjalizacji.
Pat na całego.