Mieszkaniec Opola poszkodowany w wypadku drogowym, do którego doszło z winy obywatela czeskiego w lipcu 2007 r. w Czechach, jest przekonany, że NFZ powinien wystąpić o zwrot kosztów jego leczenia do swego czeskiego odpowiednika. Mowa tu o kosztach ponoszonych także w Polsce.

Opolanin z licznymi złamaniami, wstrząśnieniem mózgu, stłuczeniem nerek i płuc, spędził kilka dni w czeskim szpitalu, a następnie został przetransportowany do Szpitala Wojewódzkiego w Opolu. W ciągu miesiąca przeszedł dwie operacje.

Tymczasem czeska policja zwróciła się do opolskiego oddziału Funduszu z pytaniem, czy wystąpi z roszczeniem zwrotu poniesionych kosztów leczenia ofiary wypadku. Pytanie wynikało z przepisów czeskiego prawa. Istotna była także okoliczność, że wypadek spowodował obywatel czeski, a firma, w której był ubezpieczony, wzięła na siebie wszelkie koszty związane ze sprawą. Marek Staszewski, wicedyrektor opolskiego NFZ, nie zdecydował się jednak na żądanie zwrotu kosztów - informuje Gazeta Wyborcza.

Zdaniem poszkodowanego NFZ zrezygnował tym samym z kilkunastu tysięcy złotych należnych za jego leczenie w Czechach, a następnie w Polsce. Ponadto, zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, dochodami NFZ są m.in. środki uzyskane z tytułu tzw. roszczeń regresowych, czyli np. z odszkodowań. Tyle, że nikt po owe środki nie sięgnął. Dlatego mieszkaniec Opola wystosował pisma w tej sprawie do Centrali NFZ, resortu zdrowia, nawet i Najwyższej Izby Kontroli.

W opolskim oddziale Funduszu pamiętają tę sprawę. 

- Rezygnując w sierpniu 2007 r. z roszczeń dotyczących zwrotu kosztów leczenia, bazowaliśmy na opinii naszych prawników oraz Centrali Funduszu - wyjaśnia w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl dyrektor Marek Staszewski. -  Prawo czeskie stanowi, że poszkodowanym jest ten, kto czuje się poszkodowany, stąd pytanie o wystąpienie z roszczeniem. Z pisma, które otrzymaliśmy od prezesa NFZ wynikało jednak jednoznacznie, że występowanie polskiego płatnika przed sądem nie jest możliwe. Ponadto poszkodowany został nie Fundusz, ale ofiara wypadku.

Marek Staszewski podkreśla, że ze strony żadnej z instytucji, do których poszkodowany wysłał pisma, OOW NFZ nie spotkał się z zarzutem niegospodarności. Spowodowały one jednak, że pytaniem, jak postępować w przyszłości w podobnych sytuacjach, zainteresowało się Ministerstwo Zdrowia i Centrala Funduszu.

- W styczniu br. resort zdrowia zasugerował w piśmie do prezesa NFZ, że w takich przypadkach byłoby wskazane wynajęcie przez zainteresowany oddział płatnika kancelarii prawnej, która reprezentowałaby go przed sądem za granicą - dodaje dyrektor Staszewski. - Decyzę taką powinien jednak poprzedzić szacunkowy bilans kosztów i zysków. Jednym słowem: jeśli koszty przerastają spodziewane zyski, ze sprawy należy zrezygnować.

Tak właśnie było, zdaniem dyrektora Staszewskiego, w tym przypadku. Koszty leczenia poszkodowanego wynosiły 8,8 tys. zł.

- Nie sądzę, abyśmy zyskali finansowo zatrudniając kancelarię prawną i ponosząc koszty sądowe, tym bardziej, że wynik jest zawsze niewiadmą - ocenia wicedyrektor OOW NFZ. - Jedno w tej sprawie jest istotne: mamy jasność, jak zachowywać się w przyszłości.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH