PAP, RZ/Rynek Zdrowia | 26-03-2019 13:20

Wrocław: dwa lata więzienia w zawieszeniu dla lekarza, którzy usunął zdrową nerkę

Na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata skazał we wtorek (26 marca) wrocławski sąd lekarza Aleksandra B., oskarżonego o nieumyślne wycięcie pacjentowi zdrowej nerki, zamiast objętej zmianami nowotworowymi.

Sąd uznał lekarza winnym Fot. Archiwum

Do błędu lekarskiego doszło 12 maja 2015 r. Pacjent z guzem nowotworowym na lewej nerce był operowany przez Aleksandra B. w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. B. był lekarzem prowadzącym i operatorem zabiegu nefrektomii.

Prokuratura oskarżyła lekarz o narażenie pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zdaniem śledczych, Aleksander B., nie dokładając należytej staranności, nieumyślnie wyciął pacjentowi zdrową, prawą nerkę, zamiast lewej, która była objęta zmianami nowotworowymi.

Jak mogło do tego dojść?
Lekarzowi zarzucono, że przed zabiegiem nie zapoznał się z wynikami badań tomograficznych i usg, nie przeprowadził też kontrolnych badań usg i nie zapoznał się ze wszystkim wynikami badań pacjenta. To, zdaniem prokuratury, doprowadziło do nieodwracalnego błędu w sztuce lekarskiej.

We wtorek wrocławski sąd uznał B. winnym nieumyślnego wycięcia pacjentowi zdrowej nerki, zamiast objętej zmianami nowotworowymi i skazał lekarza na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy. Sąd orzekł również wobec B. karę grzywny i nakazał mu wypłacenie 100 tys. zł nawiązki poszkodowanemu pacjentowi.

Sędzia Aurelia Krajczy-Kozłowska podkreśliła, że na oskarżonym jako na lekarzu ciążył szczególny obowiązek prawny opieki nad jego pacjentem.

- To prawda, że oskarżony zakwalifikował prawidłowo pacjenta do zabiegu, dokonując prawidłowego rozpoznania jednostki chorobowej. Zapoznał się też, przyjmując pacjenta do poradni, z jego badaniami i wykonał osobiście badania usg. Prawdą jest też, że oskarżony dokonał prawidłowego wyboru metody leczenia, nie pomylił się zatem ani co diagnozy, ani co do wyboru metody - mówiła sędzia w uzasadnieniu wyroku.

Jednak od przyjęcia pacjenta na oddział - jak mówiła - oskarżony czerpał wiedzę dotyczącą rozpoznania i planowanych procedur z oświadczenia pacjenta i zapisów w planie operacyjnym. - W tym planie, jak się okazało, była błędna informacja co do strony zabiegu nefrektomii - powiedziała sędzia.

Sędzia podkreśliła, że na lekarzu ciążył obowiązek weryfikacji podejmowanych procedur przez przystąpieniem do zabiegu. - Nie powinien ograniczać się do zapisów w planie operacyjnym, ale zapoznać się z dokumentacją medyczną, badaniami obrazowymi lub samodzielnie przeprowadzić kontrolne usg- mówiła.

Wyrok jest nieprawomocny
Uzasadniając wyrok, sędzia powiedziała też, że błąd popełniony przez lekarza był jego osobistą tragedią. - To lekarz z wieloletnim doświadczeniem i dobrą opinią środowiska. Po tym zdarzeniu został dyscyplinarnie zwolniony ze szpitala, a sąd lekarski udzielił mu nagany. Nie można jednak tej sytuacji porównać do tragedii, jaką przeszedł pacjent - powiedziała sędzia.

Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratura i nie pozbawił lekarza prawa wykonywania zawodu.

Obrona zapowiedziała apelację od wyroku. Prokuratura nie odniosła się do orzeczenia sądu.

Pacjent, któremu usunięto zdrową nerkę, kilka tygodniu później przeszedł kolejną operację, podczas której usunięto guz nowotworowy. Zdaniem lekarzy, druga operacja zakończyła się sukcesem.

Wyrok jest nieprawomocny.

W informacji przekazanej mediom mowa jest o wyroku skazującym. Ważne jednak, by tego rodzaju zdarzenia były analizowane i by nie dochodziło do podobnych w przyszłości. Okoliczności zdarzenia są intrygujące.

Rynek Zdrowia wkrótce po zdarzeniu (w maju 2015 roku), za które we wtorek (26 marca 2019 r.) sąd skazał lekarza, pytał w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu jak mogło dojść do błędu.

Operator był ceniony przez współpracowników i przełożonych. Panuje przekonanie, że zgubiły go rutyna i pośpiech - pisała Gazeta Wyborcza. - Lekarz nie dostosował się do procedury okołooperacyjnej karty kontrolnej (OKK) - mówiła wtedy Monika Kowalska, rzecznik prasowy USK we Wrocławiu, pytana przez portal rynekzdrowia.pl o powody tej pomyłki.

- Lekarz nie mógł zobaczyć aktualnych badań, bo punkt, w którym znajdowały się zdjęcia, był zamknięty. Poprzedniego dnia czynny tylko do godz. 15.00, w dniu operacji otwarty dopiero od godz. 8.00, a pacjent był znieczulony już przed godz. 8.00. Lekarz mógł opóźnić operację, ale mogło też być tak, że słyszał: Rób, nie ma czasu, w kolejce czekają już inni (...) - mówił po zdarzeniu Radiu Wrocław prof. Romuald Zdrojowy, kierownik Kliniki Urologii i Onkologii Urologicznej USK.

Zdarzenie we Wrocławiu nie było jedynym, zakończonym wycięciem zdrowej nerki. Do podobnego doszło w 2011 roku - pacjentowi usunięto zdrową nerkę w Centrum Onkologii w Warszawie. 

Są procedury, ale...
Już po zdarzeniu z 2011 roku Ministerstwo Zdrowia zaleciło wprowadzenie stosowania tzw. ogólnooperacyjnej karty kontrolnej na oddziałach zabiegowych.

Po zdarzeniu z 2011 r. w Centrum Onkologii - Instytucie w Warszawie wprowadzono m.in. opaskę identyfikacyjną zakładaną na rękę pacjenta i procedurę określającą odpowiedzialność za zgłoszenie chorego do operacji, zarówno w przypadku nagłym, jak i w trybie tzw. reoperacji. Wdrożono zasadę, że chory nie zostanie znieczulony, jeśli na sali przedoperacyjnej nie znajduje się jednocześnie operator i jego asysta.

Problem pomyłek przy operowaniu narządów parzystych nie dotyczy oczywiście tylko naszego kraju. W Stanach Zjednoczonych próbowano lepiej zidentyfikować czynniki takiego ryzyka prowadząc badania. Właśnie na podstawie tych badań w USA zalecono procedury stosowane w polskich szpitalach.

- Te procedury wprowadzają dodatkowy element zabezpieczający przed podjęciem nieprawidłowej decyzji - mówiła nam dr Beata Jagielska, z-ca dyrektora ds. lecznictwa w Centrum Onkologii - Instytut w Warszawie.

Tłumaczyła: - Przyjmując, że operowana ma być prawa nerka. Przed znieczuleniem, zgodnie z tymi zaleceniami, chirurg zwraca się do pacjenta z pytaniem: „Panie Kowalski czy pan się zgadza na operację nerki prawej?”. Pacjent weryfikuje tę informację. Następnie, tuż przed wykonaniem pierwszego nacięcia chirurg mówi do asysty i anestezjologa głośno: „Będę operował nerkę prawą”. Jeśli nie ma uwag ze strony zespołu, który też przed operacją zapoznał się z dokumentacją pacjenta, w ten sposób jeszcze raz chirurg utwierdza się w przekonaniu, że podjął właściwą decyzję.

Powyższe procedury mają chronić pacjenta przed pomyłką chirurga. Pod warunkiem, że będą stosowane...