Warszawa: złodzieje szpitalni znów w akcji

Personel medyczny warszawskich szpitali od lat boryka się z plagą tzw. kieszonkowców. Ich łupem padają laptopy, komórki, portfele czy torebki, będące własnością głównie pacjentów.

Zofia Zajączkowska, rzecznik praw pacjenta w Szpitalu Ginekologiczno - Położniczym im. Św. Rodziny w Warszawie w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl tłumaczy, że na zorganizowane grupy przestępcze, a tak w jej opinii działają szpitalni złodzieje, nie pomaga ani monitoring, ani wprowadzenie kart chipowych.

- Te zabezpieczenia tylko w nieznacznym zakresie zmniejszyły ataki złodziei, po pierwsze dlatego, że przestępcy z czasem uczą się rozpracowywać nowe zabezpieczenia, a po drugie rabusiów trudno odróżnić od innych osób przebywających w szpitalu, czy to chorych, którzy czekają na badania, czy też odwiedzających pacjentów członków rodziny - tłumaczy Zajączkowska.

I opisuje profil złodzieja, jako młodą dwudziestokilkuletnią osobę, zadbaną, uprzejmą, schludnie ubraną, która charakteryzuje się tym, że okrada na tzw. członka rodziny. Dlatego uważa, że jedyne co może zrobić w tej chwili personel szpitalny, to uczulić pacjentów aby zachowali szczególną ostrożność i nie pozostawiali rzeczy wartościowych na wierzchu.

- Uczymy pacjentów, żeby opuszczając salę, kiedy to udają się czy to na zabieg, czy to do toalety informowali pozostałych chorych, aby nic, z pozostawionych przez nich rzeczy nie udostępniali przychodzącej rodzinie - mówi Zajączkowska.

- A to dlatego, że złodzieje są coraz bardziej bezczelni. Dwa tygodnie temu np. okradziono nasza pacjentkę, kiedy ta leżała na sali operacyjnej. Innym razem młody zadbany człowiek wszedł do sali, usiadł na łóżku pacjentki, która właśnie wyszła do toalety i zwrócił się do leżącej obok chorej, z prośbą, żeby ta przekazała mamie, że był syn Paweł i wziął telefon, bo mu był potrzebny. Kobieta niestety nie miała żadnego syna. Takie kradzieże zdarzają się teraz najczęściej - przyznaje.

Pracownicy szpitali przyznają też, że trudno wyeliminować kradzieże ze szpitali dopóki złodzieje nie będą za nie karani. - Zwykle bywa tak, że po serii kradzieży w placówce zjawia się policja, przeprowadza śledztwo, po czym sprawa zostaje umorzone z powodu niskiej szkodliwości czynu - tłumaczą lekarze.

I dodają, że w tej sytuacji pozostaje jedno - apelować do pacjentów o zachowanie szczególnej czujności. Jednak o to trudno, gdy na salach leżą obłożnie chorzy.

Policja stołeczna potwierdza, że kradzieże mają charakter zorganizowany. W ich ocenie kradną te same osoby, które uczyniły sobie z okradania pacjentów sposób na łatwe życie. 

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH