Ministrowie zdrowia krajów UE przyjęli we wtorek (8 czerwca) dyrektywę o korzystaniu z usług medycznych w UE. Przy sprzeciwie Polski
Jak powiedziała minister zdrowia Ewa Kopacz, dyrektywa daje prawo do leczenia za granicą oraz swobody wyboru lekarza także w kraju.
Z tego powodu Polska dążyła do zablokowania dyrektywy. Minister tłumaczyła sprzeciw Polski tym, że dyrektywa daje prawo pacjentom w kraju wyboru lekarza czy ośrodka zdrowia niezależnie od tego, czy ma on podpisany kontrakt z NFZ, czy nie. Płatnik w każdym wypadku musiałby zwracać koszty, na co nie ma wystarczająco dużo pieniędzy.
– Przyjęcie w takim kształcie dyrektywy powoduje, że każdy, kto miałby ochotę na wizytę w prywatnym gabinecie, niekoniecznie raz w tygodniu, nakładałby na płatnika (NFZ) obowiązek zwrotu kosztów leczenia – powiedziała Kopacz. – A tego nie wytrzymałby finansowany ze składek podatników fundusz NFZ w wys. 57 mld zł.
Wyraziła żal, że na wtorkowym posiedzeniu ministrów w Luksemburgu, Polsce nie udało się utrzymać mniejszości blokującej, by uniemożliwić zawarcie porozumienia w pierwszym czytaniu. Kopacz wyraziła nadzieję na wniesienie poprawek w pracach legislacyjnych w Parlamencie Europejskim.
Polska nie protestowała natomiast przeciwko tym zapisom dyrektywy, które dają pacjentom prawo do korzystania z usług medycznych za granicą, z zastrzeżeniem, że zwrot kosztów jest ograniczony do wysokości kosztów danej procedury medycznej w kraju.
Czytaj więcej: Ewa Kopacz | Ministerswo Zdrowia | dyrektywa o usługach medycznych | sprzeciw Polski
PharmaExpert: rynek apteczny w lutym wraca do normy
Oby to lobby p. Kopacz nie miało szans na wprowadzenie "poprawek" do tej dyrektywy, brawo Unia - oby naprawdę uwolniła polskich pacjentów spod tego monopolu.