Grzaniec, piwo, narty, Tatry? Czemu nie. Rząd wycofuje się z restrykcyjnego przepisu, który miał już od tego sezonu zimowego zakazać jazdy na nartach pod wpływem alkoholu.

To już koniec widma prohibicji w popularnych polskich kurortach narciarskich. Z najnowszego projektu tzw. ustawy antyalkoholowej Ministerstwo Zdrowia zniknął artykuł pozwalający zwalczać podchmielonych narciarzy. Znikają też kary (nawet 2,5 tys. zł) za szusowanie na promilach. Projekt w najbliższych tygodniach przyjmie rząd.

Można się tylko domyślać, że na decyzji zaważyć mogły kłopoty z egzekucją przepisu, jak alarmowali sami górale. Pijanych narciarzy nie chcieli bowiem ścigać ratownicy GOPR ani właściciele wyciągów. Tłumaczyli, że nie mają uprawnień i że trudno jest wyłapać na stoku np. osobę po jednym piwie. Narzekali też policjanci, bo specjalna jednostka jeżdżącą na nartach działa tylko w Zakopanem, a co z resztą kurortów? Pomysł krytykowali także eksperci podkreślając, że nie można zakazać picia grzańca lub piwa na stoku, bo to stały element kultury spędzania wolnego czasu w polskich górach.

– Alkohol nie zawsze jest wrogiem. Wiadomo, że wśród infrastruktury około stokowej serwowane są piwa, wina grzane czy też herbata po góralsku. Nie raz paradoksalnie jest to dla narciarzy zbawienne, bo podczas upadku są bardziej elastyczni i nie ulegają kontuzjom. Natomiast nie ma co ukrywać, że opóźnia się czas reakcji, a na dodatek jest się mniej uważnym – tłumaczy portalowi rynekzdrowia.pl Piotr Van der Coghen, szef jurajskiej grupy GOPR

Dodaje, że gorszym zjawiskiem są zachowania chuligańskie czy też bezkarność na stoku.

– Nie ważne dla obrażeń czy potrąci osoba trzeźwa, pijana czy po środkach psychotropowych. Najgorsze jest to, że prawo nie wymusiło u ludzi zachowań odpowiedzialnych. Narciarze potrafią się potrącić, po czym bezkarnie wręcz śmieją się w twarz, nie udzielają pomocy i czują się bezkarni.

Podaje za przykład sąsiednią Słowację, gdzie nie ma żadnych ograniczeń. W jego ocenie prohibicja nie załatwia sprawy, bo wszystko zależy od ludzkiej odpowiedzialności, i tu należy skupić swą uwagę. Dlatego, gdy zakaz wykreślano, nie protestowała nawet Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, która współtworzyła nowe prawo. Krzysztof Brzózka, szef PARP przyznaje, że byłby problem z egzekucją zakazu. Potrzebni byliby policjanci z narciarskimi kwalifikacjami.

Ale nie oznacza to, że na stoku zapanuje anarchia. Pijanych narciarzy, zgodnie z regulaminem stoku, można nie wpuścić na wyciąg, a do tych, którzy jeżdżą niebezpiecznie, można wezwać policję.

Rząd nie ma natomiast dobrych wieści dla wczasowiczów na Mazurach i nad Bałtykiem, bo tam prohibicja zostanie. W projekcie nadal jest zakaz sterowania pod wpływem alkoholu żaglówkami, łódkami czy kajakami. Dlaczego? Bo rząd pamięta, że podczas białego szkwału na Mazurach wśród ofiar byli również żeglarze pływający pod wpływem alkoholu.

Nie będzie też można sprzedawać alkoholu na basenach, w kąpieliskach i obiektach sportowych podczas zawodów oraz w handlu obwoźnym. A za kupowanie alkoholu dla nieletnich pojawi się kara 2,5 tys. zł grzywny.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH