WOK/Rynek Zdrowia | 03-09-2019 06:02

Takie mamy prawo, że ani lekarze, ani pacjenci nie czują się bezpiecznie

Wprowadzenie wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych i zmian w ustawie o prawach pacjenta w 2012 r. było próbą budowania w Polsce systemu no fault (bez winy), funkcjonującego chociażby w krajach skandynawskich. Rozwiązanie to miało m.in. znacznie ograniczyć liczbę postępować sądowych. Niestety, tego celu nie udało się osiągnąć.

FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

- Komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych mają za zadanie wyłącznie stwierdzić, czy w szpitalu doszło do zdarzenia medycznego, czy nie. Komisja nie orzeka o winie personelu medycznego, stwierdza jedynie, że dane zdarzenie medyczne miało miejsce. W założeniu ustawodawcy, komisje miały więc zapewnić szybką ścieżką dochodzenia roszczeń - przypomina dr Stefan Kopocz, okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej w Śląskiej Izbie Lekarskiej.

Pacjent składa wniosek, wpłaca 200 zł, a wojewódzka komisja powinna wydać orzeczenie nie później niż w ciągu 4 miesięcy od złożenia wniosku. Powstanie komisji miało odciążyć nie tylko sądy, ale i rzeczników odpowiedzialności zawodowej w izbach lekarskich. Tak się jednak nie stało.

- Liczba skarg kierowanych do rzeczników od kilku lat utrzymuje się na podobnym poziomie, natomiast z moich informacji wynika, że maleje liczba wniosków wpływających do komisji wojewódzkich - zaznacza dr Kopocz.

Nie tak miało być
Wprowadzenie wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych i zmian w ustawie prawach pacjenta z 2012 r. było próbą budowania w Polsce systemu no fault (bez orzekania winy), funkcjonującego m.in. w krajach skandynawskich. System ten pozwala na ograniczenie występowania zdarzeń medycznych poprzez odpowiednie opracowanie bezpiecznych i przejrzystych procedur postępowania z pacjentem, także m.in. poprzez rzetelne raportowanie takich zdarzeń oraz ich analizowanie.

- Niestety, takiego mechanizmu nadal nie udało się w Polsce wprowadzić. Przez jedną kadencję byłem członkiem wojewódzkiej komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Prawda jest taka, że pacjent jak najszybciej chce otrzymać pieniądze. Tymczasem komisja prowadzi normalne postępowanie wyjaśniające. Wysłuchuje obu stron, ich pełnomocników, świadków, gromadzony jest materiał dowodowy itd. Dopiero po przeprowadzeniu takiego postępowania wydawane jest orzeczenie. To już się pacjentom tak bardzo nie podoba... - przyznaje dr Kopocz.

W opinii Łukasza Zonia, dyrektora Biura Prawnego w EIB SA, cały polski system prawny dotyczący, między innymi odpowiedzialności zawodowej, prawnej oraz karnej lekarzy jest bardzo niespójny, budowany niejako ad hoc, często w sposób doraźny. Efekty takiego podejścia do prawa okazały się odwrotnie niż zakładali ustawodawcy,

- Mówiąc kolokwialnie, wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych miały "załatwić szybkie pieniądze" dla pacjenta. Założeniem takiego systemu nie jest rozpatrywania winy lekarza, ale spojrzenie na szpital jako na jednostkę ochrony zdrowa, w której doszło do zdarzenia lub nie - podkreśla Łukasz Zoń.

Korzystają prawnicy, tracą szpitale
- Niestety, nie wdrożono narzędzia, będącego istotą systemu no fault w innych krajach, jak chociażby w Szwecji czy w nieco innym wariancie - we Francji. W modelowej wersji tego systemu, jaki działa w Szwecji, lekarz popełniający błąd medyczny nie tylko nie ponosi odpowiedzialności, ale kiedy sam przyzna się do błędu, jest za to chwalony. Komisja sprawdza wówczas w katalogu zdarzeń, jakie odszkodowanie należy się pacjentowi. Z tych orzeczeń tylko ok. 1 proc. trafia w Szwecji na drogę postępowania sądowego! - podaje prawnik.

Dyr. Zoń dodaje, że w Polsce zatrzymaliśmy w połowie drogi prowadzącej do takiego właśnie systemu. - W 2012 roku stworzono wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych, ale lekarze nadal bardzo często ponoszą odpowiedzialność w postępowaniach przed sądami. Co więcej, wojewódzkie komisje w wielu przypadkach są traktowane przez prawników jedynie jako miejsce służące do uzyskania za 200 zł orzeczenia o tym, że doszło do zdarzenia, by mieć podstawę do wystąpienia na drogę sądową - tłumaczy nasz rozmówca.

- Z punktu widzenia prawników to korzystny model, jednak dla szpitala oznacza kolejne koszty. Poza tym lęk przed penalizacją powoduje, że w naszym kraju wiele zdarzeń czy błędów medycznych nie tylko nie jest analizowanych w celu uniknięcia podobnych sytuacji w przyszłości, ale w ogóle nie jest zgłaszanych - informuje Łukasz Zoń.

Unikajmy mieszania pojęć
Dr Stefan Kopocz wskazuje, że w Polsce, mimo wprowadzania kolejnych regulacji prawnych, nadal dość często mylone są takie pojęcia, jak: błąd medyczny, zdarzenie niepożądane, zdarzenie medyczne, powikłanie. - Błąd medyczny jest bardzo ściśle zdefiniowany - to podjęcie działań lub ich zaniechanie przez lekarza w granicach jego możliwości i dostępnych środków - tłumaczy.

Zwraca uwagę, że potocznie, w popularnym obiegu, błąd medyczny bywa utożsamiany powikłaniem. Tymczasem definicja powikłania też jest dość jasna: - To niepowodzenie medyczne spowodowane schorzeniami pacjenta. Innym zaś pojęciem jest zdarzenie niepożądane. To również niekorzystny wynik leczenia, jednak nie mające związku z chorobą, z powodu której pacjent został przyjęty do szpitala - np. chory wypadł z łóżka czy przewrócił się na korytarzu - podaje przykłady.

- Wreszcie mamy stosunkowo nowe pojęcie, czyli wspomniane już zdarzenie medyczne - wprowadzone w 2012 r. do ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, m.in. w części tych przepisów regulujących funkcjonowanie wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Ta definicja jest bliźniaczo podobna do błędu medycznego. Wniosek do komisji może dotyczyć wyłącznie leczenia szpitalnego - przypomina dr Kopocz.

Prokurator powinien wiedzieć, czym jest powikłanie
Wskazuje też na niektóre aspekty odpowiedzialności karnej lekarzy: - W województwie śląskim działa w Prokuraturze Okręgowej największy w kraju wydział zajmujący się błędami medycznymi. Bardzo często informację o tym, że w szpitalu stało się coś niedobrego, otrzymuję właśnie z prokuratury, a nie z placówki medycznej - mówi okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej w Śląskiej Izbie Lekarskiej.

- Zdarza się też, iż prokurator pytana nas, czy w izbie prowadzimy postępowanie dotyczące danej sprawy. Dzieje się tak, ponieważ nierzadko pacjenci omijają wszelkie inne możliwe drogi w naszym systemie prawnym i od razu zgłaszają skargę w prokuraturze - mówi dr Kopocz.

Dodaje, że Śląska Izba Lekarska nawiązała współpracę z prokuraturami: - To ważne, ponieważ okazało się, że wiedza wielu prokuratorów o tym, czym jest błąd medyczny, a czym powikłanie, była żadna. Na wspólnych spotkaniach wyjaśnialiśmy, że są to różne pojęcia - stwierdza.

Z danych opublikowanych przez Prokuraturę Krajową wynika m.in., że w 2017 roku prokuratury w całym kraju prowadziły 5678 postępowań dotyczących błędów medycznych. To o blisko 15 proc. więcej postępowań niż w 2016 roku, kiedy prokuratorzy prowadzili 4963 takie sprawy. Spośród tych wszystkich postępowań aż 60 proc. stanowiły sprawy ze skutkiem w postaci śmierci pokrzywdzonego pacjenta (3374 postępowania). 

Nie jest bezpiecznie
Czy wprowadzenie do systemu prawnego wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych, a także rosnąca liczba roszczeń pacjentów i coraz wyższe kwoty odszkodowań skutkują podnoszeniem poziomu zarządzania ryzykiem medycznym w polskich szpitalach?

- Z jednej strony rosnąca liczba oraz wartość roszczeń i zmiany wprowadzone w 2012 roku, uświadomiły zarządzającym szpitalami skalę konsekwencji wynikających ze wspomnianych zdarzeń czy błędów. Z drugiej strony pacjenci - poszkodowani czy też potencjalnie poszkodowani - uzyskali kolejne narzędzie, zresztą bardzo niedoskonałe, by dochodzić swoich racji - podkreśla dyrektor Łukasz Zoń.

I zaznacza: - Trzeba pamiętać, że samo zawarcie umowy ubezpieczeniowej przez szpital nie jest jeszcze zarządzaniem ryzykiem. Tak naprawdę ubezpieczenie pełni rolę swoistego ostatniego bastionu chroniącego przed skutkami m.in. błędów czy zdarzeń medycznych lub zdarzeń niepożądanych.

- Ubezpieczenie jest więc już ostatnią linią obrony. Dlatego tak ogromnego znaczenia nabiera dzisiaj właściwe zarządzanie ryzykiem medycznym, związane z wdrażaniem i przestrzeganiem odpowiednich procedur w szpitalu - znacznie redukujących możliwość wystąpienie m.in. zdarzeń czy błędów medycznych - mówi Łukasz Zoń.

- Funkcjonujący obecnie w Polsce system prawny jest źródłem jeszcze jednego bardzo niepokojącego zjawiska. Otóż wielu lekarzy, właśnie w obawiając się m.in. odpowiedzialności karnej, rezygnuje ze stosowania nowatorskich metoda leczenia, kiedy wszystkie inne dostępne terapie nie przynoszą oczekiwanych rezultatów - podsumowuje dr Stefan Kopocz.

Wszystkie wypowiedzi pochodzą ze spotkania pt. „Rozmowy o zdrowiu” (Katowice, 30 sierpnia 2019 r.). Było to już drugie z cyklicznych spotkań, stanowiących okazję do kontynuowania rozmów na tematy poruszane podczas najważniejszych wydarzeń organizowanych przez redakcję Rynku Zdrowia, wraz z wydawcą – Grupą PTWP: Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (HCC) i Forum Rynku Zdrowia, a także na łamach magazynu Rynek Zdrowia oraz w portalu rynekzdrowia.pl.