Lekarze chirurgicznie usuwali serca i mózgi. Ubytki uzupełniali sylikonem, aby nie wzbudzić podejrzeń rodziców. Próbki wykorzystywali w badaniach nad zespołem nagłej śmierci łóżeczkowej.

Jak podaje Gazeta Wyborcza, jeden z norweskich profesorów tłumaczył, że każdy, kto słyszał płacz rodziców po stracie dziecka, powinien zrozumieć motywację lekarzy. Ale norweski Instytut Zdrowia Publicznego wszczął kontrolę i natychmiast wstrzymał badania

Rewelacje dziennika "VG", który podał te informacje są efektem trwającego dwa miesiące śledztwa. Dziennikarze dotarli do lekarzy, a także przeanalizowali setki raportów badawczych i wniosków o wydanie pozwolenia na badania. Ustalili, że przez 30 lat norwescy lekarze medycyny sądowej pobierali organy ze zwłok dzieci, które zmarły nie skończywszy trzech lat.

Według dokumentów, do których dotarł dziennik, badacze uznali, że "nie będą prosić rodziców o pozwolenie na pobranie organów, aby ich dodatkowo nie stresować".

Okryty tajemnicą program naukowy trwał od 1984 roku aż do środy (21 maja), gdy wstrzymał go norweski Instytut Zdrowia Publicznego (FHI).

"Lekarze chirurgicznie usuwali serca i mózgi. Pobierali także próbki z płuc, nerek, wątroby i innych narządów. Puste czaszki i ubytki uzupełniali sylikonem. Następnie zszywali ciała tak, aby wyglądały naturalnie" - opisuje dziennik.

Więcej: www.gazeta.pl Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH