PAP/Rynek Zdrowia | 23-10-2018 13:15

Sąd nie zgodził się na odroczenie wykonania kary wobec lekarza skazanego za łapówki

Skazany za przyjmowanie łapówek na 2 lata i 8 miesięcy bezwzględnego więzienia znany krakowski chirurg dziecięcy Jan S. powinien stawić się w zakładzie karnym. Sąd nie zgodził się we wtorek (23 października) na odroczenie wykonania kary, o co po raz kolejny wnieśli obrońcy.

Po uprawomocnieniu się wyroku obrońcy skazanego lekarza składali wnioski o kasację, ułaskawienie i odroczenie wykonania kary. Fot. Archiwum

Sąd podjął decyzję na posiedzeniu niejawnym.

- Sąd nie uwzględnił wniosku obrony. Decyzja nie jest prawomocna, skazanemu przysługuje prawo odwołania do Sądu Okręgowego w Krakowie - powiedziała Daria Pichórz z biura prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie.

Lekarz miał się w połowie października stawić w zakładzie karnym, ale nie zrobił tego. Zupełnie niezależnie od wtorkowej decyzji związanej z wnioskiem o odroczenie wykonania kary, sąd wystosował nakaz doprowadzenia skazanego.

72-letni prof. Jan S. to były pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. W ciągu kilkudziesięciu lat pracy pełnił tam m.in. funkcję ordynatora oddziału chirurgii plastycznej, rekonstrukcyjnej i oparzeń.

Prokuratura oskarżyła go o to, że w ciągu 11 lat 27 razy przyjął pieniądze od rodziców pacjentów i uzyskał w ten sposób około 15 tys. zł. W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza uznał Jana S. winnym brania łapówek od rodzin pacjentów, w sumie kilkudziesięciu osób, i skazał nieprawomocnym wyrokiem na 4 lata bezwzględnego więzienia i 30 tys. zł grzywny. Nakazał także zwrot 15 tys. zł i nałożył pięcioletni zakaz pełnienia kierowniczych funkcji w służbie zdrowia.

Według obrońców, którzy złożyli apelację od wyroku, był to pierwszy przypadek w Polsce orzeczenia kary bezwzględnego więzienia dla lekarza za korupcję. Obrońcy argumentowali, że wyrok bezwzględnego więzienia jest ich zdaniem rażąco surowy.

W październiku 2016 roku sąd odwoławczy obniżył karę do 2 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności. W uzasadnieniu wskazał m.in. na społeczną szkodliwość działań lekarza, powołując się na zeznania świadków, którzy jednoznacznie mówili o wymuszaniu przez niego łapówek.

- Byli to ludzie niemajętni - ludzie ze wsi sprzedawali swój inwentarz, żeby mieć pieniądze i wręczyć je doktorowi. Inni pożyczali u rodziców, dziadków, w bankach, aby ich dziecko mogło być dobrze leczone - mówił wówczas sędzia Tomasz Grebla.

Po uprawomocnieniu się wyroku obrońcy skazanego lekarza składali wnioski o kasację, ułaskawienie i odroczenie wykonania kary. Powoływali się m.in. na pogarszający się stan zdrowia Jana S., stres wywołany skazaniem oraz bardzo dobrą opinię, jaką cieszy się zarówno w środowisku medycznym, jak i wśród sąsiadów. W lipcu br. przy kolejnym wniosku o ułaskawienie przedstawili także dokument z parafii, że lekarz angażuje się w organizację wielu wydarzeń na jej terenie, oraz informację, że jako wolontariusz od wiosny tego roku współpracuje z Caritas Archidiecezji Krakowskiej.

Sąd negatywnie opiniował wnioski o ułaskawienie. Jak wskazał w lipcu b.r., dolegliwości zdrowotne skazanego nie są przeszkodą w odbywaniu kary. Podkreślił, że w przypadku Jana S. cele kary nie zostały osiągnięte, lekarz nie wyraził skruchy i nadal kwestionuje wyrok i jego surowość, a obecnie - w ocenie sądu - próbuje jedynie uniknąć odpowiedzialności za popełnione czyny i konieczności odbycia kary.

- Ułaskawienie mogłoby utwierdzać skazanego w poczuciu bezkarności, jakie byłoby niezrozumiałe w odbiorze społecznym. Nie po to sąd orzekł karę po prawie czteroletnim procesie, aby w ogóle jej nie wykonywać - podkreślił wówczas sąd w uzasadnieniu swojej decyzji.