Leki, które powinny znajdować się pod szczególnym nadzorem, przechowywane były w kasetce zamykanej na klucz, ale klucza nie wyjmowano z zamka, więc każdy miał do nich dostęp - ustaliła prokuratura, sprawdzając procedury wydawania leków w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
Sprawa niewłaściwego nadzoru nad farmaceutykami wyszła na jaw przy okazji śledztwa przeciwko ratownikowi medycznemu (zatrudnionemu niegdyś w tym szpitalu), który zabił żonę podając jej śmiertelną dawkę ketaminy używanej głównie do znieczulania dzieci.
Z ustaleń śledczych wynika, że spotykając się z pracownikami oddziału intensywnej terapii i anestezjologii, ratownik opowiadał, że potrzebuje leku do uśpienia psa. Nie wiadomo jeszcze, kto dał mu ten specyfik - relacjonuje przebieg prokuratorskiego śledztwa Gazeta Wyborcza.
Więcej: www.gazeta.pl
Czytaj więcej: akt oskarżenia | Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie | kontrola leków | leki znieczulające
Poznań: wielkie akwarium dla małych pacjentów szpitala