Rzeszów: dożywocie dla byłego ratownika medycznego za otrucie żony

Na karę dożywotniego więzienia skazał w piątek Sąd Okręgowy w Rzeszowie 38-letniego byłego ratownika medycznego z tego miasta, oskarżonego o otrucie żony lekiem usypiającym. Wyrok jest nieprawomocny.

Jacek Ch. o warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się po 25 latach więzienia. Obrona zapowiedziała apelację. Proces toczył się od września 2011 roku.

Według prokuratury Jacek Ch. wstrzyknął w grudniu 2008 roku swojej 34-letniej żonie śmiertelną dawkę ketaminy, leku usypiającego, używanego w medycynie i weterynarii do znieczulenia ogólnego. Lek spowodował u kobiety niewydolność krążeniowo-oddechową i doprowadził do jej śmierci. Jacek Ch., który sam wezwał pogotowie ratunkowe, twierdził, że kobieta zmarła "niespodziewanie, w swoim łóżku". Policja ustaliła, że wcześniej była zdrowa.

Początkowo b. ratownikowi medycznemu przedstawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci żony. Jednak później zgromadzone dowody pozwoliły na zmianę zarzutu na umyślne zabójstwo. Biegli z zakresu toksykologii ustalili w czasie śledztwa, że poziom stężenia ketaminy w nerkach i wątrobie ofiary "był olbrzymi, niespotykany dotąd w literaturze światowej".

Jak mówił zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie Jaromir Rybczak, w ocenie biegłego kobieta otrzymała dawkę co najmniej tysiąc - półtora tys. miligramów tej substancji, a możliwe, że jeszcze więcej. Przy czym tysiąc miligramów to blisko czterokrotnie więcej niż maksymalna dawka terapeutyczna, jaką można podać osobie ważącej tyle co zmarła kobieta.

Według ustaleń prokuratury nie było też wskazań do podania kobiecie tego leku, a ponadto Jacek Ch. nie miał takich uprawnień.

Ketaminę może podać jedynie lekarz w szpitalu, podczas stałego monitorowania pacjenta. Z opinii biegłych wynika także, że zatrucie ketaminą może naśladować naturalne przyczyny zgonu, takie jak zatrzymanie akcji serca w wyniku zaburzenia jego rytmu. U kobiety stwierdzono także obecność środków nasennych. Śledztwo wykazało, że kobieta nigdy nie przejawiała skłonności samobójczych.

Ponadto w toku śledztwa wyszło na jaw, że wcześniej oskarżony szukał nieformalnego dostępu do leków znieczulających stosowanych w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie, gdzie wcześniej pracował. Swoje zainteresowanie tłumaczył zamiarem uśmiercenia psa.

Były ratownik medyczny nie przyznał się do winy, co uniemożliwiło prokuraturze jednoznaczne ustalenie, co było motywem zabójstwa. Prokuratura przyjęła, że motywem był prawdopodobnie styl życia oskarżonego, prowadzonego "w tajemnicy przed żoną". Wykluczono, by była to chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia. Okazało się, że ofiara nie była wysoko ubezpieczona na życie.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH