Recepty na leki refundowane z barwami konfliktu między prezesami w tle

Pozew złożony 1 czerwca przez prezesa NRL Macieja Hamankiewicza przeciwko Jackowi Paszkiewiczowi - odwołanemu cztery dni później ze stanowiska prezesa NFZ - świadczy o temperaturze sporu między panami. W kwestii, będącej zarzewiem konfliktu, rozstrzygnięcie sądu niczego nie wniesie. 22 czerwca samorząd lekarski podejmie decyzję o proteście przeciwko treści umów płatnika z lekarzami dotyczących recept na leki refundowane.

W trakcie cywilnego procesu dowiemy się raczej, czy określenia w rodzaju ”kompletny ignorant” użyte w wywiadzie udzielonym przez Paszkiewicza w czwartek (30 maja) w Programie I Polskiego Radia pod adresem Hamankiewicza mogły obrażać szefa Naczelnej Rady Lekarskiej jako osobę publiczną.

Co prawda w informacji zamieszczonej na stronie internetowej NIL o wniesieniu pozwu pada argument, że twierdzenia dotyczące jego osoby ”nie były oparte na jakichkolwiek faktach”, jednakże akurat w procesach o ochronę dóbr osobistych sąd nie musi badać faktów, czyli egzaminować Macieja Hamankiewicza ze znajomości przepisów o wystawianiu recept.

- Sąd nie będzie z pewnością zgłębiał przepisów o wypisywaniu recept i refundacji leków. Proces nie dotknie istoty sprawy - skomentowała Jolanta Budzowska, radca prawny z kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Przy okazji dodała, że w piątek (1 maja) podczas obrad chirurgów w Poznaniu usłyszała opinię prof. Ewy Łętowskiej, że kwestię wystawiania recept powinien zbadać Trybunał Konstytucyjny.

Na marginesie przypomnijmy, że w kwietniu była Rzecznik Praw Obywatelskich mówiła, że "problem nie jest w tym, że nie wszystko jest refundowane, tylko w tym, że władza, decydując o tym, co i na jakich zasadach ma być refundowane, robi to, nie słuchając należycie prawników i lekarzy. Stąd się bierze chaos i błędy.”

Stawianie barykad

Jeśli chodzi o źródło sporu między prezesami, to trzeba go szukać w zarządzeniu prezesa NFZ w sprawie wzoru umowy upoważniającej do wystawiania recept na leki refundowane. Nakłada ono na lekarzy wymóg zwrotu nienależnej refundacji i sankcje finansowe m.in. za uchybienia i błędy na wystawianych receptach, wystawienie recept osobom nieubezpieczonym oraz w przypadkach nieuzasadnionych.

- Nie możemy zrozumieć, dlaczego NFZ upiera się przy tym zapisie, skoro w styczniowej nowelizacji ustawy refundacyjnej analogiczne kary dla lekarzy zostały uchylone. Nowela, z której je wykreślono, daje wyraźną wskazówkę, że takie zapisy nie powinny znaleźć się w umowach - wyraził zdziwienie w rozmowie z nami Maciej Hamankiewicz.

- Nigdy nie mówiliśmy, że lekarze będą zwolnieni z odpowiedzialności - odpowiadał w jednym z wywiadów prezes NFZ i wyjaśniał, że rozmowy, by znaleźć alternatywę wobec prostego zwrotu nienależnej refundacji, nic nie dały.

- Z drugiej strony było tylko oczekiwanie bezkarności - skarżył się Jacek Paszkiewicz. - Nie możemy zwolnić lekarza z odpowiedzialności za to, co wypisuje na recepcie, bo narazilibyśmy się na zarzut, że ogromne pieniądze publiczne zostawiamy bez żadnej kontroli.

Stuprocentowe zamieszanie
Ale oprócz wytaczania ciężkiej artylerii, akcentowania kardynalnych różnic w podejściu do problemu recept i powołania przez największe organizacje lekarskie sztabu antykryzysowego, pojawiło się też - jak to na polu bitwy - dodatkowe zamieszanie.

Wzięło się m.in. z tego, że NFZ wolał eksponować głównie sprawę recept pro autore i pro familia i zwracać przy okazji uwagę na uprzywilejowanie lekarzy w dostępie do leków.

Z kolei Naczelna Rada Lekarska uwypuklała niedogodności, na jakie narażeni mogą być pacjenci w prywatnych gabinetach po wygaśnięciu od 1 lipca umów z NFZ, kiedy przyjdzie im wykupić receptę za 100 proc. ceny.

- Ale jakich pacjentów? Przecież te umowy, to są umowy lekarza głównie na wypisywanie leków dla siebie i swojej rodziny. To jakich pacjentów? Żony pana Hamankiewicza? - ripostował Jacek Paszkiewicz we wspomnianym wywiadzie w Polskim Radiu.

- Do końca czerwca obowiązują umowy na wystawianie recept prywatnych, to znaczy dla lekarzy i rodzin lekarzy, a także dla lekarzy pracujących w gabinetach prywatnych - wyjaśniła Wanda Pawłowska, rzecznik Mazowieckiego NFZ.

Poinformowała, że w samej tylko Warszawie do 4 czerwca na wysłanych 21 tys. wniosków o aneksowanie umów na wystawianie recept, do NFZ wróciło 7 tys. Oznacza to, że w stolicy co trzeci lekarz aneksował umowę.

Pacjent znieczulany
Zdaniem Wandy Pawłowskiej nie należy się jednak obawiać, że dostępność do leków refundowanych zostanie ograniczona, bowiem jeśli lekarz pracuje w przychodni, która ma umowę z NFZ, to ma on obowiązek wystawiać recepty na leki ze zniżką (w woj. mazowieckim umowy z przychodniami zostały podpisane na 3 lata).

- A co, jeśli pacjent nie pójdzie do przychodni, tylko do jednego z tysięcy prywatnych gabinetów? - zapytaliśmy.

- Jeśli dostanie od lekarza receptę na lek bez refundacji, ze stuprocentową odpłatnością, to drugi raz już do niego nie przyjdzie - zauważyła rzecznik mazowieckiego NFZ i przypomniała, że kilka lat temu prywatne gabinety też nie miały prawa wystawić refundowanych recept.

- Pacjenci chodzili wtedy do lekarzy w przychodniach i prosili o przepisanie recepty ze zniżką - dodała.

Zapewniła jednocześnie, że umowę z NFZ lekarze aneksować mogą w dowolnym terminie, również po 1 lipca.

Optymistyczne przewidywania Pawłowskiej mogą się nie spełnić. Prezydium NRL 1 czerwca przypomniało, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, to po 1 lipca zarekomenduje wszystkim lekarzom i lekarzom dentystom wypisywanie recept na 100 proc., bez względu na rodzaj zatrudnienia i miejsce wykonywania zawodu.

- Będziemy rekomendowali, żeby po 1 lipca wszyscy lekarze, także ci zatrudnieni w szpitalach i przychodniach, wystawiali recepty według zalecanego przez nas wzoru - zapowiedział Maciej Hamankiewicz. Ostateczna decyzja zapadnie 22 czerwca. Naczelna Rada Lekarska ma podjąć wtedy dalsze decyzje dotyczące protestu.

Epilog?
Tymczasem we wtorek (5 czerwca) Donald Tusk odwołał Jacka Paszkiewicza ze stanowiska prezesa NFZ. Środowisko lekarzy odetchnęło.

- Przyjmujemy tę decyzję z zadowoleniem i ulgą. Chociaż powinna być podjęta dużo wcześniej, wtedy być może nie doszłoby do chaosu m.in. z umowami dotyczącymi recept refundowanych - powiedział PAP prezes Maciej Hamankiewicz.

- Dalsze pozostawianie Paszkiewicza na stanowisku oznaczałoby ciągły konflikt. Mamy nadzieję, że po wyborze nowego prezesa NFZ osiągniemy kompromis - dodał.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH