Prokuratura wyjaśnia sprawę pozostawienia zwłok na miejscu wypadku

Prokuratura wyjaśnia czy ratownicy pogotowia złamali prawo, zostawiając na poboczu zwłoki mężczyzny, który po wypadku w Siewierzu (Śląskie) zmarł w drodze do szpitala. Ekipa karetki wróciła na miejsce wypadku i zostawiła tam ciało ofiary, tłumacząc, że nie może przewozić zwłok.

Postępowanie w tej sprawie rozpoczęła we wtorek (6 sierpnia) Prokuratura Rejonowa w Zawierciu - poinformował PAP jej szef Andrzej Nowak. - Postępowanie zostało wszczęte po doniesieniach prasowych i jest prowadzone pod kątem art. 262 Kodeksu karnego, czyli znieważenia zwłok - powiedział prokurator.

Postępowanie sprawdzające prowadzone jest także w Rejonowym Pogotowiu Ratunkowym w Sosnowcu, któremu podlega ekipa karetki stacjonującej w Mierzęcicach. Dyrektor sosnowickiego pogotowia Marek Jeremicz powiedział PAP, że w działaniu załogi karetki nie dopatruje się żadnych uchybień. Zaznaczył, że zarzuty opisywane w prasie nie znalazły odzwierciedlenia w raportach policji czy straży pożarnej.

Dyrektor podał, że ekipa karetki po zabraniu pacjenta przez ponad 40 minut próbowała go reanimować. - Gdy okazało się, że mężczyzna nie żyje, po konsultacji z policją karetka wróciła na miejsce wypadku, od którego oddaliła się jedynie kilkaset metrów. Tam złożono zwłoki, z pełnym poszanowaniem, pozostawiając je pod kontrolą policjantów - powiedział dyrektor.

Jak wyjaśnił, karetka wróciła do Mierzęcic, by nie pozostawiać tego terenu bez zabezpieczenia medycznego. Nie zawiozła ciała do szpitala, bo - według niego - nie zostałoby tam przyjęte. W opinii dyrektora Jeremicza, brakuje jednoznacznych przepisów, jak należy postępować w takich sytuacjach.

Rzecznik ministerstwa zdrowia Krzysztof Bąk wyjaśnił, że zgodnie z przepisami ustawy o państwowym ratownictwie medycznym, załoga transportuje chorego do najbliższego SOR.

- Jeżeli w trakcie transportu dochodzi do zatrzymania krążenia, to ratownicy przystępują do reanimacji i reanimują pacjenta do momentu dowiezienia do SOR-u - wyjaśnił.

Dodał, że "badania wskazują że szanse powodzenia reanimacji maleją dopiero po 35-45 minutach prowadzenia akcji resuscytacyjnej". Bąk podkreślił, że ratownik nie jest osobą uprawnioną do tego, aby stwierdzić zgon.

Jak poinformował, minister zdrowia w związku z doniesieniami medialnymi w tej sprawie zlecił wojewodzie kontrolę i czeka na raport, aby poznać szczegóły.

Czyt. także: Prof: Jakubaszko ratownicy nie są uprawnieni do stwierdzenia zgonu w karetce

 

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH