Ani lekarze, ani pielęgniarki nie pomogły 51-letniemu mężczyźnie. Błagał o ratunek, ale się go nie doczekał. Zmarł w strasznych męczarniach kilka godzin po przyjęciu na oddział - informuje Polska Dziennik Zachodni. Wstrząsające wydarzenia miały rozegrać się w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu. Zdaniem świadków, personel medyczny w ogóle nie interesował się pacjentem. Personel zaprzecza tym doniesieniom.

- Takiej obojętności, znieczulicy i wrogości wobec chorych jeszcze nie widziałam - twierdzi Bożenna Kontek, przy której mężczyzna umarł.

Zawierciańska prokurator rejonowa, Ewa Guzik, zdecydowała o wszczęciu postępowania w tej sprawie. - Chcemy ustalić, czy zachowanie personelu miało jakiś wpływ na zgon tego człowieka - mówi.

Tymczasem personel szpitala w Zawierciu nie poczuwa się do winy. - My same wiemy, co mamy robić. Nie znamy dokładnie zarzutów, ale się z nimi nie zgadzamy - mówi Małgorzata Chomik, przełożona pielęgniarek.

Sprawę wyjaśniamy, ale z naszych ustaleń wynika, że pacjent był dobrze leczony. Nic się już dla niego nie dało zrobić. Zarzuty są nieprawdziwe - zapewnia Czesław Kawecki, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Powiatowego w Zawierciu.

Zbigniewa B. przywieziono na I oddział wewnętrzny szpitala w niedzielę. Był pod kroplówką. Wtedy mógł jeszcze przytomnie mówić; opowiadał, że chyba ma migotanie przedsionków. Niedawno zmarła mu żona, czuł się samotny, został sam z trojgiem dzieci. W poniedziałek (22 września) jego stan nagle się pogorszył. Miał silne bóle, dusił się, spadał z łóżka, gubił kroplówkę. Krzyczał z bólu.

Policja przyjęła zawiadomienie o przestępstwie niedopełnienia obowiązków przez pielęgniarki i lekarzy. Śledztwo w sprawie podjęła już Prokuratura Rejonowa w Zawierciu. Zabezpieczono dokumentację, zlecono wykonanie sekcji zwłok. Szpital nie wie, na co właściwie zmarł ten pacjent.

Stefan Kopocz, okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Śląskiej Izbie Lekarskiej uważa, że tylko dokumentacja leczenia i wyniki sekcji zwłok mogą rozstrzygnąć o winie bądź niewinności personelu.

- Ból umierających się łagodzi. Nie można dopuścić do wielkiego cierpienia w agonii - twierdzi Kopocz. - W tej sprawie interesuje mnie też fakt, dlaczego lekarz dyżurował na dwóch oddziałach. Przerażają mnie projekty, że na cały szpital ma być tylko jeden lekarz dyżurujący. Tu mamy przykład, do czego taka oszczędność prowadzi. Z drugiej jednak strony, trzeba ostrożnie traktować relacje osób, które zeznają coś w emocjach. Może szpital prowadził leczenie, którego szczegółów osoby postronne nie znały.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH