2 kwietnia w procesie Mirosława G. zeznawał prof. Antoni Dziatkowiak - sławny kardiochirurg i nauczyciel dra Mirosława G. - b. ordynatora szpitala MSWiA, oskarżanego o korupcję i mobbing. W opinii prof. Dziatkowiaka, donosy podwładnych i próba pozbycia się go z kliniki "były inspirowane z zewnątrz".

Zdaniem prof. Antoniego Dziatkowiaka, dr Mirosław G., to świetny kardiochirurg i organizator, ale jako przełożony trudny, bo wymagający.

- Za żonę bym go nie wziął, bo ma charakter taki jak ja - powiedział podczas procesu 78-letni prof. Dziatkowiak. I dodał:  - Najbardziej cenimy tych nauczycieli, którzy dali nam najbardziej w kość. A dr G. przy mnie, to gołąbek pokoju.

Prof. Antoni Dziatkowiak pytany o inspirowanie donosów na dr G. oświadczył, że jego wcześniejsze podejrzenia, a dzisiejsza pewność w tej sprawie wynikają z faktu, iż dobrze wie, że dr G., w szpitalu MSWiA był nie na rękę wielu osobom, ponieważ zaczął wymagać tego, co lekarze podpisują w umowie o pracę, a czego od nich wcześniej nie wymagano. Uznał też, że to nie ordynator był mobberem, a personel wobec ordynatora uprawiał mobbing, składając nań donosy.

Dziatkowiak zeznał, że trzykrotnie podejmował się mediacji między zespołem lekarskim a ordynatorem. Na spotkaniach tych wyjaśniano nieporozumienia i uzyskiwano consensus, ale potem te same kwestie znów powracały. Dlatego Dziatkowiak uznał, że konflikty były podsycane z zewnątrz.

Pytany o to, kto był inspiratorem nieporozumień odparł: - O zmarłych mówi się dobrze albo wcale.

Mówił też, że prof. Religa kiedyś był jego przyjacielem, ale potem się to zmieniło. Dodał, że podejrzewa, iż Religa nienawidził doktora G., bo ten - organizując w Krakowie ośrodek transplantacji serca - złamał monopol Religi na te zabiegi. - W środowisku kardiochirurgów, tak jak w wielu innych, konkuruje się ze sobą - dodał.

Antoni Dziatkowiak nie ukrywał jak najlepszego zdania o doktorze Mirosławie G. - swym uczniu, którego zdolności ceni wysoko.

Jako dowód umiejętności i pracowitości Mirosława G. przedstawił dane, z których wynika, że przez 6 lat kierowania kliniką kardiochirurgii szpitala MSWiA dr G. przeprowadził 4182 operacje i 132 przeszczepy serca.

Profesor przekonywał również, że dr G. - gdy zaczął pracę w 2000 r. w szpitalu MSWiA - miał zespół lekarski bez dyscypliny i nieprzygotowany do pracy, który wymagał zdyscyplinowania.

Na pytanie prokurator Agnieszki Tyszkiewicz, czy zespół lekarski nie miał prawa czuć zmęczenia i presji, pracując w niewielkim składzie, w ostrym rygorze i wykonując kilka operacji dziennie, profesor odpowiedział, że kardiochirurgia to nie to samo co praca w urzędzie gminnym. Żeby być kardiochirurgiem trzeba mieć pasję i świadomość poświęceń łączących się z tym zawodem.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH