Proces kardiochirurga: gazik był błędem, ale nie bezpośrednią przyczyną... Mirosław G., były ordynator kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie odpowiada za nieumyślne narażenie pacjenta na utratę życia i nieumyślne spowodowanie jego śmierci. Fot. Archiwum

Pacjenta, ws. śmierci którego odpowiada kardiochirurg Mirosław G., leczono zgodnie ze sztuką lekarską. Pozostawienie w jego sercu gazika było błędem, ale nie było bezpośrednią przyczyną śmierci - ocenił w poniedziałek (6 luty) przed sądem biegły.

Ekspert z zakresu kardiochirurgii przyznał równocześnie, że gazik zablokował częściowo zastawkę, co spowodowało, że konieczna była reoperacja, a to - jak sprecyzował - było dla pacjenta dodatkowym obciążeniem.

Proces w tej głośnej sprawie rozpoczął się w 2012 r. Mirosław G., były ordynator kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie odpowiada za nieumyślne narażenie pacjenta na utratę życia i nieumyślne spowodowanie jego śmierci. Prokuratura zarzuca lekarzowi pozostawienie gazy w sercu pacjenta po operacji. Grozi mu do 5 lat więzienia.

Lekarz od początku nie przyznaje się do winy. Pacjent G. - Florian M. był w 2006 r. operowany w klinice MSWiA. Przeżył operację, cztery dni po niej jego stan się pogorszył, a personel medyczny odkrył, że jeden z gazików mógł pozostać w jego sercu. Według prokuratury zawiadomiony o tym dr G. miał nie zareagować i dopiero dzień później zdecydować o ponownym operowaniu M., który niedługo potem zmarł.

Biegły z zakresu kardiochirurgii podczas rozprawy w poniedziałek (6 lutego) podkreślał, że według jego hipotezy doszło do zaklinowania się gazika przy zastawce mitralnej (przedsionkowo-komorowej - PAP). Gazik z kolei - jak wyjaśniał - był wykorzystywany do usunięcia zwapnienia wymienianej zastawki aortalnej. W jego ocenie na zaklinowanie się gazika wskazuje m.in. fakt, że nie odessał go ssak. Zaznaczył również, że chirurg wykonujący tego typu operację wzrokowo sprawdza czy w komorze serca, w czasie operacji nic nie zostało.

- Gazik jest widziany, dopóki jest tuż poniżej zastawki aortalnej. Trudniej jest jednak objąć wzrokowo całą komorę. Nieszczęściem było to, że ten gazik się prawdopodobnie zaklinował, bo inaczej by wypłynął po użyciu ssaka - mówił ekspert.

Odpowiadając na pytania prokuratury biegły szczegółowo opisywał kolejne etapy operacji. Tłumaczył, że gaziki w tego typu operacjach, związanych z wymianą zastawki są stosowane m.in. po to, by z usuwanej zastawki usunąć złogi wapnia. Dodał również, że przed wstawieniem sztucznej zastawki gaziki są usuwane, a komora serca płukana solą fizjologiczną. Resztki - jak dodał - są następnie zasysane ssakiem.

Podkreślił też, że w jego opinii leczenie Floriana M. było prawidłowe, zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej. Jak dodał jedynymi nieprawidłowościami, które w jego ocenie wystąpiły, było pozostawienie gazika w sercu oraz niewykonanie w czwartej dobie po operacji, gdy stan pacjenta się pogorszył, usg serca.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH