Proces kardiochirurga dr. G.: lekarz nie przyznaje się do winy Oskarżony zdecydował, że nie będzie składać nowych wyjaśnień, ale odpowie na pytania prokuratora, swojego mecenasa i sądu. Fot. Archiwum

Znany kardiochirurg dr Mirosław G. nie przyznaje się do korupcji w ponownym procesie, który toczy się warszawskim sądem rejonowym. We wtorek (25 październik) podkreślał, że rodziny pacjentów próbowały okazywać mu wdzięczność w różny sposób, ale pieniędzy od nich nie przyjmował.

Ponowny proces kardiochirurga rozpoczął się pierwszego września, po ponad roku prób. Wcześniej na przeszkodzie stawał m.in. stan zdrowia współoskarżonych z dr. G. pacjentów. Początkowo były to trzy osoby: Jadwiga i Henryk J. w wieku ok. 90 lat oraz ok. 80-letnia Janina P. Sprawy Jadwigi i Henryka J. ze względu na stan ich zdrowia zostały wyłączone z głównego procesu.

Na wtorek (25 październik) zaplanowano składanie wyjaśnień przez oskarżonego lekarza, który zdecydował, że nowych wyjaśnień nie będzie składać, ale odpowie na pytania prokuratora, swojego mecenasa i sądu. Nie przyznał się do winy; podkreślił, że w pracy kierował się pasją a nie chęcią zysku.

- Gdyby interesowały mnie pieniądze byłbym właścicielem trzech klinik w Polsce - mówił, przyznając równocześnie, że bliscy jego pacjentów w różny sposób okazywali mu wdzięczność. - Dostawał książki, kwiaty, laurki, obrazy - wymieniał.

- Ojciec młodego chłopaka przyniósł mi pudełko po butach wypełnione pieniędzmi. Błagał o zoperowanie syna, młodego piłkarza. Powiedziałem mu, żeby to sobie zabrał  - zaznaczył.

Dodał, że chłopaka z powodzeniem zoperował.

Nawiązał też do nagrań, które są dowodem w sprawie, a na których zarejestrowano przekazywanie mu kopert. Jak zaznaczył w kopertach były "skierowania, wyniki badań, podziękowania". Podkreślał, że tego nie sprawdzał; koperty z podziękowaniami odkładał do specjalnego zeszytu, badania - przekazywał sekretarkom.

Kardiochirurg kolejny raz mówił też o kulisach swojego zatrzymania; zaznaczył, że agenci CBA zatrzymali go we własnym gabinecie, którego jednak od razu nie przeszukali.

- Przeszukali go później, przy asyście jednego z moich asystentów - dodał.

- Poinformowali mnie, że zostałem zatrzymany za zabójstwo pacjenta i, że nie jestem już szefem kliniki. Nie mówili o korupcji - powiedział.

Odnosząc się bezpośrednio do zarzutów korupcji G. przyznał, że zdarzały się sytuacje kiedy prosił bliskich pacjentów, by albo sami zapewnili ciągłą opiekę swym bliskim albo skorzystali z dodatkowo płatnych dyżurów pielęgniarskich.

- To były sytuacje wyjątkowe, np. pacjenci z zespołem Downa, z nocnym zatrzymywanie oddechu, których nikt inny nie chciał operować - precyzował.

Zaznaczył równocześnie, że opłatami, grafikiem takich dyżurów zajmowała się pielęgniarka oddziałowa.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH