W czwartek (7 sierpnia) warszawski sąd okręgowy przesłuchał biegłych: psychologa i psychiatrę, miał również wyznaczyć termin na wysłuchanie głosów stron, poprzedzających ogłoszenie wyroku w niecodziennej sprawie. Chodzi o zamianę dzieci, do której doszło w 1984 r. w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej, który wówczas należał do Akademii Medycznej w Warszawie (dziś Uniwersytet Medyczny).

Sędzia Ewa Malinowska uznała, że potrzebna jest jeszcze ekspertyza psychologiczna, dotycząca negatywnych skutków jakie w psychice dzieci - obecnie młodych kobiet - spowodowała szpitalna zamiana. Sąd zwrócił się także o dodatkową dokumentację medyczną.

W styczniu 1984 r. na oddział  na Niekłańskiej w tym samym czasie trafiły bliźniaczki państwa O. oraz córka rodziny W. Dzieci urodziły się w grudniu 1983 roku. Po dwóch tygodniach rodzice odebrali dziewczynki ze szpitala.

Po 17 latach okazało się, że Nina O. - formalnie siostra bliźniaczka Katarzyny O. - jest... córką rodziny W., natomiast wychowywana w tej rodzinie Edyta W. w rzeczywistości jest biologiczną córką państwa O. Jak wówczas relacjonowały media, sprawa wyszła na jaw dzięki koleżankom biologicznych bliźniaczek, które stwierdziły, że po Warszawie chodzą dwie dziewczyny, które wyglądają identycznie. Często dochodziło do pomyłek.

Koleżanki doprowadziły do ich spotkania. Kiedy Katarzyna O. i Edyta W. stanęły ze sobą twarzą w twarz, okazało się, że są identyczne, ponieważ są to bliźniaczki jednojajowe.

Ujawnienie zamiany dzieci niekorzystnie wpłynęło na wzajemne relacje rodzin i ich życie osobiste. Matki leczą się psychiatrycznie. Jedna z dziewcząt ograniczyła kontakty z obiema rodzinami, druga wyszła już za mąż i ma własne dziecko. "W ogóle do tego nie wracam" - mówiła przed sądem.

Jak mówili przed sądem biegli, odkrycie zamiany dzieci wywołało silne reakcje "stresowe, depresyjne i nerwicowe". Według jednej z opinii spowodowane przez te reakcje uszczerbki na zdrowiu u rodziców dzieci wynoszą od kilkunastu aż do kilkudziesięciu procent.

– Najsilniej to zdarzenie zniosły matki, które mają poczucie winy, że nie rozpoznały niemowląt - zaznaczyła biegła.

Jak powiedziała dziennikarzom pełnomocnik rodzin, mec. Maria Wentlandt-Walkiewicz, w pozwie poszkodowanych siedem osób domaga się po 300 tys. zł odszkodowania.

– To nie tylko tak, że szpital odpowiada, ale odpowiada cały system, który istniał w latach osiemdziesiątych (...). Maleńkie dzieci tygodniami leżały odosobnione od rodziców (...) i to prowadziło do sytuacji, gdzie mogło dojść do zamiany dzieci - dodała mecenas.

Wyjaśniła, że fakt zamiany może powodować nadal trudności w dalszym życiu dziewcząt. –Zastanawiam się, co będzie w przyszłości z prawem spadkowym, prawem do majątku rodziców - mówiła mec. Maria Wentlandt-Walkiewicz.

Natomiast pełnomocnik ministerstwa, mec. Rafał Cieślicki powiedział, że choć sprawa jest precedensowa, to "strona przeciwna, do czego ma prawo, trochę wyolbrzymia skutki tego, co się stało", a roszczenia są "zbyt wygórowane".

Proces trwa od 2002 roku. Wiele czasu zajęło m.in. ustalenie i zlokalizowanie wszystkich świadków.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH