Sąd Rejonowy w Poznaniu-Grunwaldzie umorzył sprawę kierowniczki Izby Wytrzeźwień w Poznaniu, prowadzonej przez Stowarzyszenie Monar-Markot, która podszywała się pod lekarza. Powód: niska szkodliwość czynu. Prokuratura nie zgadza się z tą decyzją.

Justyna T. kieruje izbą wytrzeźwień od siedmiu miesięcy. Sprawa dotyczy wcześniejszego okresu, kiedy placówką zarządzało miasto, a kobieta była w niej kierownikiem do spraw gospodarczych.

Jak podaje Gazeta Wyborcza, fakt wyszedł na światło dzienne przypadkiem, przy sprawie lekarza, który miał badać pacjentów izby, a w tym czasie jeździł w karetce pogotowia. „Był” w obu miejscach naraz i brał pieniądze z obu placówek. Dostał za to wyrok w zawieszeniu.

Gdy lekarzy nie było, nietrzeźwych nie miał kto badać. Do izby trafił m.in. pijany mężczyzna, który skarżył się na ból pod żebrami. Justyna T. ubrała biały lekarski kitel i zaniosła pacjentowi rozpuszczone w szklance wapno. Temu po wypiciu „lekarstwa” dolegliwości minęły. Prawodopodobnie symulował.

Prokuraturze nie udało się odznaleźć mężczyzny. Nie można więc było ustalić, czy rzeczywiście miał dolegliwości, które zgłaszał i czy kierowniczka izby naraziła go na utratę zdrowia. Niezależnie od tego faktu, kobieta stanęła przed sądem, gdyż rozpoznawanie chorób i ich leczenie bez uprawnień jest zabronione, podobnie samo jak udawanie, że się takie uprawnienia posiada.

3 listopada są umorzył sprawę Justyny T. Powód: niska szkodliwość społeczna czynu. Szczegółowe uzasadnienie wyroku sąd przedstawi za tydzień.

Prokurator Paweł Wąsik już zapowiedział złożenie zażalenia na decyzję sądu. Jego zdaniem, to, że nie jest znany stan chorego, którym zajmowała się Justyna T., spowodowało, iż prokuratura nie mogła stwierdzić, czy został narażony na niebezpieczeństwo.

– Ale o tym, że zostały złamane zasady, szczególnie ważne dla porządku w takich instytucjach jak izba wytrzeźwień, jesteśmy przekonani. Pacjent miał prawo zakładać, że zajmie się nim osoba z wiedzą medyczną i odpowiednimi uprawnieniami – powiedział Gazecie prokurator Wąsik, podkreślając, że to iż nie doszło do tragedii, jest kwestią szczęścia.

Marek Stefaniak, dyrektor Monaru-Markotu, zapowiadał, że jeśli sąd potwierdzi winę Justyny T., zostanie ona zwolniona. Obecnie, gdy sprawa został umorzona, zamierza pozostawić ją na stanowisku.

– Jestem zadowolny z pracy pani kierownik. Swoje obowiązki wykonuje bardzo dobrze. Działając w dobrych intencjach, popełniła błąd. Jednak któż z nas nie popełnia w życiu błędów? – pyta w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Stefaniak.

Umowa o pracę Justyny T. kończy się w grudniu br., podobnie jak umowa Monaru-Markotu na prowadzenie poznańskiej izby wytrzezwień.

Podobał się artykuł? Podziel się!

IX EUROPEJSKI KONGRES GOSPODARCZY

10-12 maja 2017 • Katowice • Międzynarodowe Centrum Kongresowe i Spodek

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH